Wyprawa na Marsa i zaproszenie do Gdańska
Wada ukryta
W tym wydaniu lecę z Księżyca na Marsa, szukam wyzwania, którego nie muszę robić i zapraszam na wykład, który miał być artykułem. Ruszajmy! 🚀
Jak dostać się na Marsa
Jeśli ludzkość ma stać się gatunkiem międzyplanetarnym, to pierwszym krokiem będzie założenie kolonii na Marsie. To najbliższa nam planeta, która posiada w miarę przystępne warunki do założenia kolonii. Jednak ogromnym problemem jest to, że z Ziemi bardzo trudno jest się wydostać. I jest to bardzo drogie. Siła naszej grawitacji i ziemska atmosfera sprawiają, że już samo opuszczenie lokalnej orbity jest ryzykowne, skomplikowane i kosztowne energetycznie. Czyli problemy zaczynają się już na starcie, nie mówiąc już o tych, które czekają na nas po drodze i na miejscu.
Ostatnio dowiedziałem się, że naukowcy wpadli na zaskakujące rozwiązanie tego wyzwania. W jednym z odcinków podcastu “All-In” David Friedberg opowiedział, że jest plan, aby wszystkie materiały do budowy kolonii na Marsie wysłać z naszego Księżyca, a nie z Ziemi. Nie dość, że grawitacja jest tam 6x mniejsza od ziemskiej, to nie posiada on własnej atmosfery. Oznacza to, że statki, promy czy kontenery z surowcami mogą być tanio wystrzeliwane z powierzchni Księżyca w kierunku Marsa. Ma się to odbywać na zasadzie zbliżonej do tego, jak działają pociągi Maglev. Nie mają one kół ani silnika, a poruszają się dzięki elektromagnesom. Aby stworzyć taki księżycowy tor do startu promów w kierunku Marsa (lub innym) potrzeba odcinka liczącego zaledwie około 9 kilometrów.
Co więcej, badania księżycowych skał pokazują, że jest tam wystarczająco dużo minerałów, aby mieć z czego budować. Już znaleziono aluminium, węgiel i krzem, a z lodu znajdującego się na biegunach można uzyskać wodór i tlen. Natomiast energię można pozyskać z paneli słonecznych, które swobodnie da się rozstawiać na powierzchni.
Aby ten plan się udał, to ludzie muszą mocno rozwinąć robotykę. Do tego stopnia, abyśmy byli w stanie wysłać na Księżyc maszyny, które będą tam wykonywać większość prac wydobywczych, budowlanych i produkcyjnych. Dzięki temu nie musielibyśmy tracić czasu i energii na założenie na Księżycu ludzkiej kolonii, która byłaby dużo trudniejsza i mniej efektywna od maszyn.
Swoją drogą, jest taka książka “Luna to surowa pani”, która opowiada o scenariuszu z przyszłości, w którym na Księżycu znajduje się duża baza z ludźmi. Ziemia jest skażona i przeludniona, więc potrzebuje księżycowych rolników, aby dostarczali im zboża. Problem w tym, że są oni wyzyskiwani i z czasem się buntują. Ich główną bronią w walce z Ziemią są skały zrzucane tanim kosztem na naszą planetę, a każdy kontratak wymaga dużych nakładów finansowych. Trochę tak jak dziś walka tanich dronów z drogimi rakietami.
OK, to jest dobry moment, aby odpowiedzieć na pytanie, które pewnie już się pojawiło w głowach Czytelników:
Dlaczego ja o tym piszę?
Lubię temat podboju kosmosu i to jak przerasta mnie on intelektualnie. Myślę, że pomysł na lot z Księżyca można użyć jako porównanie do wyzwań, które w życiu mają przeciętni Ziemianie tacy jak ja. Podróż na Marsa jest zarówno bardzo konkretnym i precyzyjnym celem, ale też absurdalnie trudnym i czasochłonnym w realizacji. Aby się tam dostać, będziemy potrzebowali rozwiązań, które obecnie są kompletnie poza naszym zasięgiem. Ale nie znaczy to, że powinniśmy odpuścić ten temat, poddać się i na zawsze zostać na tej samej planecie.
Jeśli masz jakieś naprawdę ambitne cele w życiu, to mogą się one wydawać tak samo nieosiągalne, jak ta podróż na Marsa. Szczególnie gdy nawet nie znasz rozwiązań, które mogą Cię zaprowadzić w to miejsce. Ale jeśli mimo to będziesz próbować, to bardzo możliwe, że w przyszłości wydarzy się coś nieoczekiwanego, co znacznie przybliży Cię do Twojego celu. Trudność polega na tym, że z miejsca, w którym znajdujesz się teraz, nie jesteś w stanie dostrzec ani nawet sobie wyobrazić, co to mogłoby być.

Wada ukryta
Żyjemy w czasach, w których wszyscy oczekują natychmiastowych efektów. To trochę taka wada ukryta, bo choć przeciętny człowiek może dziś zrobić niesamowite rzeczy, to często odpuszcza już na starcie, gdy dowiaduje się, ile to będzie kosztowało wysiłku i czasu. A przecież ludzkość w przeszłości tworzyła już nawet multipokoleniowe projekty. Budowa piramid, zamków, pałaców czy kościołów zajmowała dekady i często trwała dłużej niż życie ludzkie. Aby znaleźć więcej inspirujących dowodów wcale nie trzeba się cofać do starożytności czy wieków średnich:
Coca-Cola powstała w 1886 roku i przez pierwsze miesiące sprzedawała średnio 9 porcji napoju dziennie - i to tylko w aptekach. Dziś jest to około 2,2 miliarda porcji dziennie, a Colę można kupić niemal wszędzie na naszej planecie (i pewnie poleci też na Marsa). Sony zostało założone w 1946 roku, a ich pierwszym produktem był… elektryczny garnek do ryżu. Jeszcze ciekawiej zaczynał Samsung, który na początku (czyli w 1938 roku) był eksporterem ryb, owoców i warzyw. Dziś wartość rynkowa tej spółki przekroczyła 1 bilion dolarów.
Stawiam, że żadna z tych firm na początku nie przewidywała aż tak dużego sukcesu - i nigdy by go nie wypracowała, gdyby zrezygnowała gdzieś po drodze. W finansach mamy termin survivorship bias, czyli błąd poznawczy, przez który bierzemy pod uwagę tylko te przypadki, które „przetrwały”, a zapominamy o tych, które odniosły porażkę. Ale znacznie liczniejszym zbiorem są przykłady, w których ktoś odpuścił sobie walkę i wysiłek już na samym starcie i nawet nie podjął wyzwania.
Na koniec warto zadać sobie ważne pytanie, o którym sam ostatnio dużo myślę:
Co jest dziś moim Marsem?
Jakie trudne i czasochłonne wyzwanie sam przed sobą postawiłem, choć wcale nie muszę go podejmować? Druga część tego pytania jest bardzo ważna, bo przecież nikt nas jeszcze nie wygania z naszej planety. Podróż na Marsa to zadanie, które ludzie sami sobie postawili. Dlatego chodzi nie tylko o skrajnie ambitne wyzwanie, ale też takie, które nie jest wymuszone pilną życiową potrzebą.
To pytanie kierowałbym głównie do osób, które mają przynajmniej 30 lat i ukończyły już wszystkie podstawowe cele życiowe typu założenie rodziny, mieszkanie we własnym domu, zbudowanie zdrowej formy fizycznej i stabilności finansowej. Bo zanim wyruszy się w kosmos, to najpierw warto zadbać o swoje lokalne podwórko.
Następne kroki:
Jako rozszerzenie dla tego artykułu, polecam wrócić do dwóch wydań:
Jak przygotować się na najlepszy scenariusz - opisuję w nim, dlaczego muszę mieć możliwie jak najdłuższy horyzont w życiu, oraz liczę ile lat zostało mi do śmierci (spoiler: już tylko 41)
Jak osiągnąć prędkość ucieczki i zaplanować podróż w nieznane - to artykuł z Sezonu 1 (strona 119), w którym szukałem moje sposobu na większą niezależność, którą zresztą udało mi się wypracować. Uprzedzam, że jest w nim dużo wzorów matematycznych :)
Zaproszenie do Gdańska
21 maja wystąpię na konferencji Infoshare w Gdańsku i poprowadzę tam wykład o tytule: Uproduktowienie się, czyli jak zbudować pracę, od której nie chcesz uciec.
Na Infoshare byłem już kilka razy, ale pierwszy raz będę miał tam swój wykład. Lubię tę konferencję za to, że wyciąga mnie z mojej inwestycyjnej bańki, pozwala dowiedzieć się nowych rzeczy i poszerzyć moje horyzonty. To, co mi się w niej nie podoba, to że dużo rzeczy dzieje się tam naraz - jest kilka scen, a wykłady są dość krótkie, przez co jest ich naprawdę dużo. Wprawdzie jak ma się bilet, to można je potem nadrobić online, ale wszyscy wiemy jak to jest z oglądaniem archiwalnych prelekcji. Stąd mój plan jest taki, aby przez dwa dni jak najwięcej zobaczyć na miejscu, a przy okazji samemu dać jak najlepsze wystąpienie.
Jego temat początkowo miał być artykułem do 52Notatek, ale przerósł mnie swoją objętością. Dlatego postanowiłem, że najpierw napiszę do niego wstęp, który opublikuję tu już za tydzień lub dwa. Natomiast mój wykład głównie będzie dotyczył uproduktowienia się i budowy koła zamachowego, czyli idei, którą wykorzystałem do stworzenia pracy, od której nie chcę uciec. Ten życiowy rozdział mam już za sobą, o czym pisałem w artykule “6 etapów, czyli przepis na moje życie“, który znajduje się w Sezonie 4.
Trzecią częścią będzie artykuł o moim podejściu do social mediów, który już dawno powinienem napisać. Myślę, że treść wykładu z Gdańska też pewnie upublicznię w jakiejś formie, ale nie chcę obiecywać w jakiej i kiedy. Tam będzie kilka elementów, o których wolałbym nie mówić szeroko zanim ich nie zrealizuję, ale przećwiczę je sobie przy małej publiczności Infoshare. Bo nie spodziewam się, aby mój wykład przyciągnął tam tłumy, co bardzo mnie cieszy, bo pozwoli mi eksperymentować bez większego stresu :)
Jeśli ktoś z Was też się wybiera na Infoshare to zapraszam!
A tak prywatnie…
Pięknie Wam dziękuję za wszystkie zdjęcia z książkami, które publikujecie w mediach społecznościowych! Wprawdzie mam dostęp do różnych statystyk odsłon mojego newslettera, ale jednak widok papierowej książki w czyichś rękach to zupełnie coś innego :) Dlatego zbieram sobie Wasze zdjęcia i będę je systematycznie publikował na stronie https://52notatki.pl/sezon4 Myślę, że taka forma jest dużo lepsza niż anonimowo zebrane recenzje - przynajmniej mi się bardzo podoba :)
Na koniec przypomnę o bonusowych treściach, które znajdują się w książce. W poprzednich latach wysyłałem je mailowo, a teraz kilka artykułów wydrukowałem w papierowej wersji i tylko tam można je znaleźć. Wywołało to trochę zamieszania i kilka osób już mnie o to pytało, stąd to przypomnienie. A gdy już przeczytacie te treści, które nazwałem “życiem dla zaawansowanych“, to koniecznie dajcie mi znać, który z artykułów najbardziej przypadł Wam do gustu. Po wszystkie informacje dotyczące papierowej edycji zapraszam tu:
🤫




