Ulubione podcasty historyczne, dobrze wydane pieniądze na dziecko i morał z najlepszej książki sci-fi
A dlaczego Karkonosze?
W tym wydaniu wyciągam morał z najlepszej książki sci-fi, jaką ostatnio czytałem, zdradzam, na co dobrego wydałem pieniądze na dziecko, podaję listę ulubionych podcastów historycznych i odkrywam, za co lubię Karkonosze.
Ruszajmy! 🏔️
Jedna lekcja z najlepszej książki sci-fi
Biografie to mój ulubiony gatunek książek. Jest w nich tak dużo praktycznych lekcji, że aż trudno z nich nie skorzystać. Często okazuje się, że ktoś przede mną miał te same problemy i wyzwania (albo dużo większe), a mimo to znalazł na nie sposób. Albo poradził sobie z problemami i trudnościami, przy których moja codzienność to sielanka.
Na drugim miejscu lubię czytać książki fantastyczne. Bo dla odmiany, nic tam nie jest faktem historycznym i wszystko jest wymyślone. Cenię je za to, że pozwalają wejść do świata, który ogranicza tylko wyobraźnia autora.
A najlepszą książką z tej kategorii, jaką przeczytałem w ostatnich latach, jest trylogia “Problem Trzech Ciał”. Szczególnie tom II - “Ciemny las”, który moim zdaniem jest najlepszą częścią. W porównaniu do reszty, pierwszy tom jest najsłabszy i autor dopiero później rozwija skrzydła. Można go obejrzeć jako serial na Netflixie, który wyszedł dość przyzwoicie, ale wiadomo, że książka jest lepsza.
Jeden z wątków z tomu “Ciemny las” dał mi dużo do myślenia w temacie gwałtownych zmian technologicznych, z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć w najbliższych latach. Opowiem o nim poniżej i nie będzie tu spoilerów, ale gorąco zachęcam, aby przeczytać całą trylogię.
W II tomie dochodzi do momentu przełomowego, po którym ludzkość skokowo się rozwija. Pojawiają się latające samochody, każdy ma dostęp do cyfrowych asystentów, maszyny obsługują wiele procesów produkcyjnych, gospodarczych i społecznych. Ludzie praktycznie nie wykonują już żadnych prac manualnych ani umysłowych, bo mają maszyny, które są od nich silniejsze i mądrzejsze. Każdy człowiek jest piękny, miły, uprzejmy i chodzi z ekranem, na którym pokazuje innym swoje emocje w formie prostych obrazków. Dzięki takiej formie komunikacji łatwo mogą dać innym znać, że się cieszą, smucą lub boją. Wystarczy wyświetlić to na ekranie, zamiast robić grymas twarzy lub to mówić. Generalnie dzięki rozwojowi maszyn wszystkim żyje się dobrze i łatwo.
Jednak z pewnych powodów istnieje grupa ludzi, która nie akceptuje nowej technologii. Nie odnajdują się w futurystycznym świecie i chcą żyć tak, jak dawniej, czyli na podobnym poziomie rozwoju na jakim teraz jest nasz świat (nie chcę zdradzać fabuły dlaczego tak się dzieje). Ci bardziej rozwinięci gardzą tą grupą - uważają ich za zacofane relikty. Nie ma między nimi wojny, bo oni budują własną społeczność z dala od futurystycznych miast i żyją sobie w spokoju.
Pewnego dnia technologia przestaje działać. Ludzie tracą dostęp do jej osiągnięć i usług. Roboty, które robiły dla nich wszystko od kierowania autami i gotowania, aż po czytanie książek i pilnowanie porządku, nagle stają się bezużyteczne. Ludzkość ma z tym ogromny problem na każdym poziomie i na świecie pojawia się coraz większy chaos. Dochodzi do licznych wypadków i wybuchają walki. Gdy sytuacja staje się naprawdę poważna, to zwracają się o pomoc do ludzi żyjących bez technologii, tych samych, których uważali za zacofanych. Oni nie tylko potrafią sami tworzyć narzędzia i obsługiwać maszyny, ale też podejmować decyzje i samemu organizować społeczeństwo.
Jaka lekcja płynie z tej historii? Warto pełnymi garściami korzystać z nowych technologii, ale nie możemy pozwolić na to, że będziemy przez nie głupsi, słabsi, lub mniej niezależni. Powinniśmy być bardziej sprawczy i robić więcej nowych rzeczy lub pogłębiać naszą specjalizację. To my musimy wykorzystywać technologię, a nie ona nas. I nigdy nie powinniśmy zapominać o starych metodach, bo choć dziś mogą być wolniejsze lub droższe, to przez długie lata dowiodły swojej skuteczności i niezawodności.
Następne kroki:
Jeśli masz dowolny z Sezonów 52Notatki to wraz z nim przesłałem Ci listę polecanych przeze mnie książek. Są one podzielone na 5 kategorii: biografia i historia, biznes, rozwój, finanse i inwestycje oraz proza. Warto tam zaglądać, bo sukcesywnie dodaję nowe tytuły.
Drugi tom “Problemu Trzech Ciał” podobał mi się tak bardzo, że po jego lekturze napisałem poniższe wydanie. Polecam dziś do niego wrócić:
Teoria ciemnego lasu, czyli Chiny kontra Netflix
Jeśli jesteś zupełnie nowym Czytelnikiem mojego newslettera to zawróć. To wydanie dedykowane jest koneserom treści w formie omakase i stałym bywalcom. Ruszajmy!
Najlepiej wydane pieniądze na dziecko
Kilka dni temu był Dzień Dziecka, który pewnie przyczynił się do zwiększonych wydatków u wielu rodziców. U mnie przez lata było podobnie, stąd postanowiłem podzielić się moimi najlepiej wydanymi pieniędzmi na dziecko. Wybrałem mniej oczywiste rzeczy, może komuś z Was się to przyda:
Indywidualna lekcja pływania - gdy mój syn był jeszcze na edukacji domowej, to szukaliśmy mu różnych dodatkowych zajęć, żeby nie było, że ciągle tylko siedzi z kolegami na podwórku, skateparku lub w Minecrafcie :) Choć sam do pływania na początku byłem sceptycznie nastawiony, to efekty przerosły moje oczekiwania. Dzięki kilku godzinom lekcji teraz pewnie czuje się w wodzie, zna kilka stylów i pływa równie szybko co dorosły samouk (czytaj: ja). Ten ostatni punkt jest szczególnie ważny, bo dziecko ma dużo satysfakcji z robienia czegoś na poziomie rodzica.
Abonament na Duolingo - sam jestem zaskoczony, jak mocno w nauce języka pomogła ta aplikacja. Syn mi obiecał, że jak wydam kasę na premium, to będzie codziennie robił ćwiczenia (aplikacja do tego zachęca) i faktycznie to dowiózł. Oprócz Duolingo dużo uczy się też z gier (patrz punkt o Nintendo) czy filmów i bajek, które zawsze oglądamy z napisami a nie z dubbingiem. Generalnie uważam, że nauka języków obcych w młodym wieku to jedna z najbardziej praktycznych rzeczy, jakie można zrobić. Zwłaszcza jeśli da się dziecku okazję, aby go użyło gdzieś za granicą.
Konsola Nintendo (najpierw 2DS XL, a potem Switch) - większość gier na telefon czy tablet zwiera reklamy, mechanizmy uzależniające lub wymusza mikropłatności. Dlatego kupiłem synowi konsolę od Nintendo, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Dzięki niej wiem dokładnie w co gra, mam pewność, że te gry nie zawierają przemocy, jakichś chatów online czy elementów hazardowych. A do tego Nintendo rzadko kiedy wprowadza polskie wersje językowe, więc dziecko jest zmuszone poznawać angielskie słówka. Co do gier na Switcha to na pewno mogę polecić “Zeldę” i “Mario”, które dadzą setki godzin jakościowej rozrywki cyfrowej.
Hulajnoga sportowa (+turystyka skateparkowa) - syn jeździ na hulajnodze od 6 roku życia, a w tym czasie miał dwie sztuki (obie marki Lucky). Ten sprzęt jest trwały, lekki, prosty i niedrogi (600-900 zł + oczywiście kask). Myślę, że żadnej innej rzeczy nie używał aż tak długo i często. W pewnym momencie zaczęliśmy nawet uprawiać turystykę skateparkową i odwiedzaliśmy je w różnych miastach Polski. Do dziś naszym zdaniem najlepsze skateparki są w Lublinie, Bolesławcu, Toruniu, Kielcach i Warszawie (Ursynów i Piaseczno).
Zegarek dla dorosłych - ten punkt będzie oczywisty dla stałych Czytelników, ale nie mogę go pominąć. Dzięki zegarkowi dziecko uczy się odpowiedzialności i punktualności. Można się z nim umawiać na konkretną godzinę albo dawać czas na zabawę, którego sam musi pilnować. Moim zdaniem lepiej jest kupić zegarek dla dorosłych, a nie kolorowy dla dzieci. Wtedy dużo poważniej go traktuje, a nie tylko jako kolejną zabawkę. W naszym przypadku wybór padł na “Casio Royal”, czyli AE-1200WH, który jest noszony niemal codziennie od 3 lat. A jako że sporo podróżowaliśmy w tym czasie po świecie, to bardzo przydała się funkcja stref czasowych.
A propos podróży - to też mogą być bardzo dobrze wydane pieniądze na dziecko, ale nie zawsze. Ja nie jestem fanem jeżdżenia gdzieś dalej z dzieckiem poniżej 6 roku życia. Napisałem o tym oddzielny artykuł, który warto sobie odświeżyć: Dziecko w podróży, czyli jak budować pewność siebie.
Następne kroki:
Czy wychowanie dziecka jest drogie? Moim zdaniem nie, ale wydasz więcej niż się spodziewałeś. Dlatego ważne jest to, aby nie żałować pieniędzy na rzeczy, które dają wartość, a stanowczo ograniczać klasyczne wyciągacze pieniędzy z portfela, o których i tak zapomina się po kilku chwilach.

Podcasty historyczne, dla tych, co nie mają czasu czytać
Książki historyczne mają jedną wadę - zazwyczaj są tak długie, że ich objętość nie liczy się w stronach tylko w tomach. Chwilami bywają też nudne, jeśli akurat trafimy na wątki lub szczegółowe opisy, które nas akurat nie interesują.
Dobrym sposobem, aby sobie z tym radzić, jest słuchanie podcastów historycznych. Prowadzą je osoby, które najpierw przeczytały książki i inne materiały źródłowe, a potem na bazie ich esencji nagrały podcast.
Oto 5 wybitnie dobrych podcastów historycznych, które ja lubię słuchać:
To ojciec chrzestny wszystkich podcastów historycznych. Prowadzi go były dziennikarz-radiowiec i robi to w sposób intensywny i emocjonalny. Gdy go słucham, to chwilami chcę rzucić wszystko i wyruszyć bronić Rzymu przed hordami barbarzyńców. Albo pobiec na odsiecz oblężonej Jerozolimie i odbić ją z rąk Saracenów :)
Pod kątem merytoryki i syntezy wiedzy jest to naprawdę wysoka półka i jak przyznaje sam autor, kosztuje go to setki godzin pracy. Choć ten podcast jest bardzo dobry, to jego popularność ogranicza nietypowy model biznesowy. Oprócz kilku darmowych odcinków, zdecydowana większość jest oddzielnie płatna, więc trudno spotkać go na szczytach list. Autor wychodzi z założenia, że kto ma wiedzieć, ten wie i widać to mu się sprawdza.
To podcast od BBC prowadzony w komediowej formie. Lekkostrawny, zabawny, ale też pouczający. Odpowiedni również dla osób, które nie są wielkimi fanami historii, ale lubią posłuchać dobrych produkcji podcastowych.
Prowadzony przez dwóch brytyjskich historyków, którzy doskonale się uzupełniają. Zdecydowanie bardziej na poważnie, ale bez sztucznej sztywności. Panowie omawiają różne tematy i wydarzenia historyczne, a całość podana jest w formie, dzięki której można wyciągnąć lekcję dla siebie.
Ten podcast dla odmiany jest skupiony tylko na jednej historycznej postaci. Poziom detali jest tam przytłaczający, ale też doskonale opowiedziany. Znalazłem go, gdy chciałem więcej dowiedzieć się o Napoleonie, ale nie miałem czasu czytać długich książek na jego temat. Finalnie spędziłem znacznie więcej godzin na tym podcaście, także uprzedzam, bo potrafi wciągnąć.
Zgodnie z nazwą, ta produkcja skupia się na przełomowych rewolucjach politycznych i społecznych, które zmieniały nasz świat. Każdy z jego sezonów jest o innej, stąd łatwo można wybrać to, co nas interesuje. Opowieść jest prowadzona chronologicznie i dość głęboko, co pozwala naprawdę zanurzyć się w danej epoce i lepiej ją zrozumieć. Na ten moment ukończonych jest 12 sezonów, więc jest w czym wybierać.
Bonus: Podcast Historyczny od Rafała Sadowskiego
Dziś w moim zestawieniu skupiam się na zagranicznych podcastach, bo zakładam, że są u nas mniej znane. Ale przy tej okazji polecę Wam też podcast Rafała, który jest Czytelnikiem 52Notatki i poznałem się z nim osobiście. Lubię słuchać jego podcastu, podoba mi się różnorodność tematów, przekrojowe podejście oraz profesjonalny styl prowadzenia. Warto!
Następne kroki:
Podcasty historyczne mogą przypaść Ci do gustu nawet jeśli nie byłeś fanem tego przedmiotu w szkole. Warto spróbować, bo można tam znaleźć wiele cennych życiowych lekcji.
Jeśli też chcesz wyruszyć bronić Rzymu, to daj znać, mam jeszcze wolne miejsca w aucie :)
A tak prywatnie…
W tym tygodniu znowu wybrałem się w Karkonosze i wreszcie zrozumiałem, dlaczego nigdy nie byłem fanem chodzenia po górach. Za młodu jeździliśmy z rodziną głównie w Tatry, które mają dość długie i strome podejścia. Te wyprawy z dzieciństwa wspominam jako dużo wysiłku, a mało przyjemności. W Karkonoszach jest inaczej, bo górskie szczyty są niższe i mają płaskowyże z malowniczymi widokami. Można po nich swobodnie wędrować długimi kilometrami, ciesząc się widokami idąc po płaskim, a nie tylko stromo w górę lub dół.
Podczas ostatniej takiej wyprawy, od wejścia na Szrenicę zrobiliśmy ponad 20 km, idąc na stronę czeską obok wodospadu Łabskiego i schroniska Łabska Bouda (uwaga, bo tam płatność tylko gotówką) i nawracając przez Śnieżne Kotły. Na dół wróciliśmy drogą powietrzną, czyli koleją linową na Szrenicę, z której pięknie widać Kotlinę Jeleniogórską i pobliskie Góry Izerskie. Bardzo przyjemna trasa i będę tam częściej wracał. Wychodzi na to, że lubię chodzić po górach, a nie pod górę ;)

Post scriptum: chciałbym uprzedzić, że… skończyły mi się lekkie tematy. Reszta czerwca to będą już trudniejsze i cięższe teksty, przynajmniej dla mnie do napisania. Jeśli nie chcesz, aby żaden z nich Cię ominął, to zapisz się na wersję mailową. Dzięki temu będziesz też widzieć tzw. cichą strefę. Dziś opisuję w niej dziwną listę, którą od lat prowadzę tylko dla siebie…
🤫




