Trzy sposoby na bycie milionerem
Barista bez nadwagi
To jest wydanie tylko dla milionerów. Jeśli je czytasz, to znaczy, że już nim jesteś albo zobowiązujesz się, aby zostać jednym z nich. Proszę o opuszczenie tej strony jeśli nie zgadzasz się na te warunki :)
Ruszajmy!
Trzy sposoby na bycie milionerem
Co trzeba mieć, aby móc nazwać się milionerem? To pytanie jest tak proste, że musi się za nim czaić podstęp - i faktycznie tak jest.
Bo jeśli ktoś ma zero na koncie, zarabia najniższą krajową, ale mieszka w 100-metrowym apartamencie na Powiślu w Warszawie, który odziedziczył po dziadkach, to czy jest milionerem? A co jeśli ktoś inny ma przeciętną pracę na etacie, ale dodatkowo zarabia co miesiąc 4050 zł z pasywnego biznesu, to czy też jest milionerem? W obu przypadkach można powiedzieć, że tak. Daj mi 5 minut, a zaraz wyjaśnię dlaczego.
Generalnie możemy wyróżnić 3 rodzaje milionerów. Będę się trzymał angielskiej terminologii, żeby nie tworzyć na siłę potworków językowych. Zacznijmy od tej najpopularniejszej formy milionera, czyli:
Liquid Millionaire
To ktoś, kto ma przynajmniej 1 milion złotych w płynnych aktywach. Przyjęło się mówić, że jest to “milion w gotówce”, ale nikt o zdrowych zmysłach nie trzyma takich pieniędzy na zwykłym rachunku bankowym. Więc mówiąc o płynnych aktywach zazwyczaj ma się na myśli lokaty, obligacje i fundusze rynku pieniężnego. Czyli wszystko to, co da się szybko, w przeciągu pojedynczych dni, spieniężyć i przelać w inne miejsce.
Plusy? Taka osoba ma swój milion złotych dostępny niemal od ręki, może nim swobodnie dysponować jak tylko nadarzy się okazja i nie musi się obawiać ryzyka płynności.
Wady? Bez żartów - posiadanie wolnego miliona nie ma żadnych wad :)
Idźmy dalej, bo zaraz obok stoi:
Asset Millionaire
To osoba, której całkowity majątek netto przekracza 1 milion złotych. Nie mówimy tu już tylko o gotówce, ale też o aktywach, które wymagają więcej czasu i wysiłku do spieniężenia. Czyli o nieruchomościach, ziemi, samochodach, dziełach sztuki czy akcjach i udziałach w firmach nienotowanych na giełdzie. Co ważne, bierzemy tu pod uwagę majątek netto, czyli liczony jako aktywa minus zobowiązania.
Dla przykładu: jeśli mieszkasz w domu wartym milion złotych, ale masz jeszcze pół miliona kredytu hipotecznego do spłaty, to nie jesteś milionerem. Podobnie z samochodami - jeśli wziąłeś w leasing czarne Audi RS 6 Avant za 800.000 zł, ale masz jeszcze 500.000 zł do spłaty w ratach, to nie możesz liczyć jego pełnej rynkowej wartości jako Twojej.
W skład majątku Asset Millionaire wchodzą też inwestycje opakowane w prywatne programy emerytalne. W Polsce są nimi konta IKE, IKZE i OIPE oraz programy PPE i PPK. Teoretycznie z pieniędzy tam zgromadzonych nie możemy korzystać już teraz i musimy czekać do odpowiedniego wieku, aby móc je zamknąć z zachowaniem korzyści. Niemniej - jest to w pełni uzasadnione, aby wliczać je do naszego majątku netto.
Plusy? Duża dywersyfikacja pomiędzy różnymi klasami aktywów, potencjał do osiągnięcia wyższej stopy zwrotu oraz możliwość korzystania z majątku w codziennym życiu (np. poprzez budowanie biznesu, zakup mieszkania, biżuterii, dzieł sztuki, etc.).

Którym milionerem lepiej być?
To temat zawziętego sporu i długich dyskusji na forach. Liquid Millionaire często jest wymieniany jako ten lepszy i “prawdziwszy“, bo faktycznie ma dostęp do swojego majątku i może nim szybko oraz łatwo dysponować. W przeciwieństwie do Asset Millionaires, którzy mogą być „bogaci na papierze”, ale mają ograniczony dostęp do gotówki.
Jednak po drugiej stronie rodzi to krytykę, że po co komuś miliony, skoro będzie je tylko trzymał na lokatach i w obligacjach, zamiast kupić za to coś, z czego można korzystać na co dzień. Albo zainwestować te pieniądze w akcje czy własny biznes, gdzie mają szanse na dużo wyższe stopy zwrotu niż z depozytów.
Dodatkowo pojawia się też spór o to czy zaliczać akcje do płynnych instrumentów, skoro można je szybko sprzedać kilkoma kliknięciami. Oraz czy aby na pewno powinno się wliczać w skład majątku biżuterię, torebki i zegarki, których cenę trudno jest ustalić, gdy noszą ślady codziennego użytkowania.
Na koniec trzeba też zmierzyć się ze stereotypem, że milioner to ktoś, kto dużo wydaje. Gdy kupujesz nowe auto, jedziesz na kolejne wakacje i chodzisz w markowych ubraniach to wszyscy myślą, że masz dużo pieniędzy. A gdy żyjesz oszczędnie, nie wydajesz kasy, żeby imponować innym, a nadwyżki inwestujesz, to ludzie myślą, że jesteś biedny. To paradoks, na który nie ma co szukać rozwiązania, bo to bardzo indywidualna kwestia. Do tego dochodzi pytanie czy milion złotych w dzisiejszych czasach to w ogóle jest dużo.
Teraz nie będziemy szli w tym kierunku, bo mamy do omówienia jeszcze jeden typ milionera. Rzadko się o nim mówi, a czasem z lekceważeniem, a moim zdaniem warto zrozumieć ten mechanizm. Mowa o:
Cashflow Millionaire
To osoba, której miesięczne pasywne dochody są tak wysokie, że ich poziom odpowiada zainwestowanemu milionowi złotych. Najlepiej wytłumaczyć to na przykładzie:
Załóżmy, że jesteś Liquid Millionaire. Czyli masz milion złotych w gotówce, który dajesz do banku na lokatę na 6%. Rocznie dostajesz z tego:
1.000.000 zł x 6% = 60.000 zł
Po drodze pojawi się podatek od zysków kapitałowych w wysokości 19%, więc zostaje Ci 48.600 zł. Jeśli podzielimy to na 12, to miesięcznie będziemy dostawać “na rękę” 4.050 złotych.
I teraz ważne: jeśli prowadzisz pasywną działalność, która daje Ci taką samą kwotę, to jesteś Cashflow Millionaire. Bo masz te same przepływy pieniężne (ang.: cash flow) co osoba dysponująca milionem złotych w gotówce.
Kluczowe tu jest to, aby źródło przychodów było jak najbardziej pasywne. Może nim być wynajem mieszkania, garażu czy miejsca parkingowego, wpływy ze sprzedaży książki albo aplikacji na iPhone, tantiemy i licencje, zautomatyzowany biznes online, etc. W dzisiejszym świecie jest na to dużo sposobów, ale żaden z nich nie jest szybki i łatwy.
Plusy? Możesz uważać się za milionera, pomimo że tak naprawdę nie posiadasz takiej kwoty. Brzmi to trochę wirtualnie, ale wbrew pozorom to doby punkt startowy, o czym piszę poniżej.

Jaka jest prawidłowa kolejność?
Większość ludzi popełnia ten błąd, że od razu chcą zostać Liquid Millionaire. A jest to trudny i odległy cel do zrealizowania, zwłaszcza gdy zaczynamy od zera. Dlatego moim zdaniem, każdy kto chciałby zostać milionerem, powinien pójść w następującej kolejności: Cashflow, Asset i na końcu Liquid.
Czyli krok pierwszy oznacza skupienie się na tworzeniu różnych źródeł dochodu, które będą nam dawać przychody zbliżone do tych, jakie wygenerowałby dla nas milion złotych ulokowany na dobrej lokacie. Zakładam, że ktoś taki równocześnie pracuje na etacie i dba o to, aby mieć wysoką stopę oszczędności.
Drugi krok to reinwestycja zaoszczędzonych przychodów, polegająca na kupowaniu aktywów przy jednoczesnym wykorzystaniu długu. Czyli oprócz etatu i dodatkowych przychodów pasywnych, zaczynamy też czerpać korzyści z nabytych aktywów. Dwa proste, sprawdzone i popularne przykłady to: nieruchomości, które następnie wynajmiemy i akcje, które płacą przewidywalną i rosnąca dywidendę.
W ten sposób budujemy naszą śnieżną kulę, która powoli zaczyna się toczyć i coraz bardziej rosnąć. Przez pierwsze lata będzie wymagało to dużo wysiłku i pracy z naszej strony, ale z czasem zacznie być z górki. A wartość zakupionych aktywów również będzie rosła, co dodatkowo powiększy nasz majątek netto.
W długim terminie naszym celem może być stanie się Liquid Millionaire, ale nie jest to konieczne. Możliwe, że nigdy nie będziemy mieć potrzeby posiadania miliona “w gotówce“, a nasze pieniądze będziemy nieustannie reinwestować.
Mój przypadek
Powyżej opisałem drogę, którą sam idę. Przez 14 lat pracy zawodowej dbałem o to, aby:
zwiększać swoje zarobki z pracy na etacie (zmiana stanowiska co 2 lata i pracodawcy co 4, dodatkowe kursy i szkolenia, budowanie kompetencji),
utrzymać wysoką stopę oszczędności (rezygnacja z drogich wakacji, pilnowanie wydatków, nabywanie dobrej jakości rzeczy, które będą długo służyć),
reinwestować nadwyżki finansowe i dbać o to, aby każda wolna złotówka pracowała na lokacie lub na giełdzie,
odmawiać sobie wydatków, które uznawałem za ekstrawaganckie (np. na hobby, dalekie podróże czy gadżety),
budować dodatkowe źródła przychodów (własny biznes obok pracy na etacie, dodatkowe zajęcia weekendowe),
zakup własnego mieszkania, zamiast najmu, pomimo że w teorii ten drugi bardziej się opłacał i był mniej ryzykowny.
Przez długie lata pilnowałem wszystkich tych punktów i starałem się wycisnąć jak najwięcej. W praktyce tak naprawdę oznaczało to wyciskanie z samego siebie i pracowanie na “przyszłego ja” kosztem “obecnego ja”. Czyli dużo wyrzeczeń i dużo pracy. Sporo mi brakuje do Liquid Millionaire, ale już mogę sobie pozwolić, aby spuścić nieco nogę z gazu i zacząć zmieniać swoje priorytety.
Czy było warto? Dziś powiem, że oczywiście że tak, bo udało mi się dotrzeć do miejsca, w którym chciałem być. Ale po drodze nie było cały czas różowo i wesoło, zwłaszcza że w takim modelu nie ma miejsca na work-life balance czy aktywne życie towarzyskie. Myślę, że finalnie sprowadza się to do wyboru, czy chcemy zająć się robieniem trudnych rzeczy w naszej młodości (czyli gdzieś między 25 a 40 rokiem życia), czy może wolimy je sobie zostawić na drugą połowę życia. Nie ma tu jednej odpowiedzi pasującej do każdego, ale ważne jest, aby wybrać to, co dla nas będzie najlepsze, a nie tylko najłatwiejsze.
Horyzonty #19
Więcej na temat mojego podejścia do finansów osobistych można posłuchać w rozmowie na kanale Horyzonty, którą przeprowadził ze mną Patrycjusz Wyżga. Poruszyliśmy tam tematy moich najważniejszych decyzji finansowych, zalet pracy na etacie oraz z plaży (ta druga ma tylko wady), co się dziś zmieniło w inwestowaniu, czym jest FIRE, oraz wiele innych.
To świeże nagranie sprzed kilku dni i bardzo się cieszę, że już zebrało dużo pozytywnych komentarzy. W pełni jest to zasługą Patrycjusza i jego profesjonalnego zespołu. Oświetlenie, make-up, research przed spotkaniem, a przede wszystkim prowadzący, który potrafi zadać dobre pytanie, pozwala się dłużej wypowiedzieć i steruje rozmową w obszary ciekawe dla widzów. Polecam:
Obecny status: parzę kawę i nie chcę przytyć
Teoretycznie tu mógłbym postawić już kropkę i przejść tradycyjnie do “następnych kroków“. Ale pójdźmy z tym tematem nieco dalej, żeby zarówno stali Czytelnicy, jak i osoby, które przyszły tu po nagraniu w Horyzontach, dostały dziś coś więcej.
Mój obecny status to tzw. Barista FIRE. To odmiana ruchu FIRE (Financial Independence Retire Early), która polega na osiągnięciu takiego poziomu finansowej niezależności, który pozwala na przejście z pracy na pełen etat do pracy w niepełnym wymiarze godzin. Stąd też i nazwa, bo można pracować jako barista, który na spokojnie parzy kawę na pół etatu, unika stresujące pracy i korporacyjnego wyścigu, a popołudnia ma dla siebie i rodziny.
Innymi słowy, mam obecnie wystarczająco wysoki poziom aktywów oraz przychodów z różnych działalności (niekoniecznie pasywnych), aby móc zrezygnować z tradycyjnej pracy na etacie. Natomiast mam za mało pieniędzy, aby móc na zawsze całkowicie zrezygnować z pracy zarobkowej i przejść na tzw. Fat FIRE. Polega ono na zgromadzeniu dużej, multimilionowej kwoty, dzięki której nie tylko nie musimy już w ogóle pracować, ale możemy żyć “na bogato“.
Bardzo podoba mi się punkt finansowy, w którym obecnie jestem. Nie chcę “przytyć” i doskonale czuję się w roli “baristy”, gdzie mam pełną kontrolę nad tym, ile pracuję. Moim największym aktywem jest czas, bo mogę nim dysponować dużo swobodniej niż niejeden Liquid Millionaire, który na koncie ma kilka zer więcej ode mnie. Nie stać mnie, aby w każdy weekend bawić się w Monako, Santorini, Sopocie lub innym drogim europejskim kurorcie. Ale mogę mieszkać z rodziną na Maderze przez niemal całą zimę albo przez dwa miesiące zwiedzać Tajlandię i Japonię. Nie jadam codziennie w drogich restauracjach, ale za to mam czas, aby gotować dla siebie w domu z najlepszych dostępnych składników.
Wolę takie życie od bycia bogatszym, ale wiecznie zapracowanym, zestresowanym i przywiązanym do lokalizacji. Nie będę ukrywał, że ma ono też kilka wad, z którymi nadal próbuję sobie poradzić, ale to już temat na oddzielne wydanie. Za miesiąc miną równo dwa lata odkąd przestałem pracować na etacie i przy tej okazji pewnie napiszę więcej na temat plusów i minusów.
Następne kroki:
Zrób sam dla siebie podsumowanie ile łącznie wynosi Twój majątek. Wystarczy policzyć to na grubych liczbach. Może nawet nie zdajesz sobie sprawy, że już jesteś milionerem :)
Dobrym uzupełnieniem tego wydania będzie lektura artykułów o regule sto tysięcy, gdzie trzymać miliony oraz o bogatych wampirach. A jeśli masz książkę 52Notatki Sezon 3, to koniecznie wróć do artykułu Dług do nadpłaty: wiek maksymalnego potencjału.
Na koniec mam prośbę: jeśli masz konto na YouTubie i rozmowa ze mną przypadnie Ci do gustu, to zostaw tam “lajka”, komentarz albo udostępnij ją gdzieś w social mediach. Dzięki temu ten materiał dotrze do większego grona osób.
52Wydania temu
To nowa stała sekcja, w której przypominam wydania 52Notatki, które opublikowałem równo rok, dwa i trzy lata temu. Wpadłem na ten pomysł pisząc swój dziennik 5-letni, w którym widzę ten sam dzień na kilka lat do tyłu - i dużo na tym korzystam.
Nieracjonalne finanse osobiste i wady edukacji domowej. Równo rok temu napisałem wydanie, które będzie dobrym uzupełnieniem do wywiadu w Horyzontach.
Sesja pytań i odpowiedzi. Dwa lata temu akurat wypadła sesja Q&A. Chyba pora ją powtórzyć, bo dawno nie było.
Najciekawsze wątki, czyli jak czerpać wiedzę z Twittera. To wydanie nie jest już w pełni aktualne, bo Twitter stał się miejscem, gdzie jest znacznie więcej szumu niż kiedykolwiek dotąd. Znalezienie tam wartości jest już dużo trudniejsze niż 3 lata temu, ale nadal można to zrobić. Dziś jako takie miejsce wskazałbym Substacka i chyba pora, abym o tym napisał. To wydanie znajdziesz na stronie 214 w 52Notatki Sezon 1 (teksty z pierwszego roku są niedostępne online).
Każde wydanie 52Notatek musi spełniać kilka warunków, zanim je opublikuję. Jeden z nich to ponadczasowość - moje teksty muszą być użyteczne przez lata. Możesz sprawdzić czy mi się to udało, czytając wymienione wyżej archiwalne teksty. A jeśli chcesz je mieć w domowej bibliotece, to możesz je kupić w formie książki lub ebooka. Po szczegóły zapraszam tutaj:
A tak prywatnie…
Czy pieniądze dają szczęście? Nie do końca interesuje mnie odpowiedź na to pytanie, bo bardziej zależy mi na niezależności. A tę pieniądze dają na pewno. Jestem typem osoby, którą bardziej motywuje uciekanie przed czymś niż gonienie za czymś. Dlatego bardzo lubię ten cytat Charliego Mungera i myślę, że wiem, dlaczego dorobił się on znacznie mniejszych pieniędzy niż jego biznesowy partner, Warren Buffett:
Bardzo pragnąłem być bogaty, ale nie dlatego, że chciałem Ferrari – chciałem niezależności. Wręcz desperacko do niej dążyłem.
- Charlie Munger
🤫


