Rzeczy, które dałem sobie wmówić jako dorosły
Człowiek jako luksus
W minione wakacje opublikowałem artykuł Rzeczy, które dałem sobie wmówić w dzieciństwie. Już wtedy wiedziałem, że napiszę drugą część i dziś przyszedł na to czas. Ruszajmy!
Wszystko jest dla ludzi
Zawsze, gdy ktoś mówi “hej, przecież wszystko jest dla ludzi”, to ma na myśli zrobienie czegoś skrajnie ryzykownego, głupiego i trudnego do usprawiedliwienia. Nikt nigdy nie powiedział tych słów, gdy chciał napisać doktorat z fizyki albo nauczyć się gry na akordeonie.
Mówiąc zupełnie serio, są dziedziny życia dorosłego, które mądrze jest omijać szerokim łukiem. Miejsca, do których lepiej nie zaglądać. Ludzie, z którymi lepiej się nie zadawać. I substancje, których lepiej nie zażywać.
I wcale nie trzeba “wszystkiego w życiu spróbować”. Z wiekiem powinniśmy być już na tyle mądrzy, aby nie popełniać wszystkich błędów na własnej skórze.
Więcej pieniędzy oznacza mniej problemów
Przez wiele lat swojego dorosłego życia wierzyłem, że gdy tylko będę miał więcej pieniędzy, to większość moich problemów zniknie. Łudziłem się, że gdy będzie mnie stać na lepsze przedmioty, to one zawsze będą wyższej jakości. Że jeśli zapłacę więcej za usługi, to one też będą wyraźnie lepsze i dostarczane bez opóźnień.
Nie wiem skąd wzięła się we mnie ta naiwność :) Słaba obsługa trafia się nawet w drogich hotelach i w salonach aut marki premium. I chyba każdy, bez względu na swój budżet, miał problem z ekipą wykończeniową czy ze stolarzem. Jeśli korzystamy z benefitów życia dla zamożnych, to tak naprawdę wcale nie jesteśmy wyjątkowi - każdy inny klient z tego segmentu też ma pieniądze.
Ta zależność ma również swoje plusy. Jeśli kupię sobie nowego iPhona, to będę miał dokładnie ten sam model co Barack Obama i Kim Kardashian. W McDonaldzie zjem tego samego burgera, bez względu na to czy przyjadę tam Passatem, czy Porsche. I na Netflixie obejrzę te same filmy, co ludzie sto razy bogatsi ode mnie. Ważny jest punkt odniesienia, do którego równamy.
Wybitni ludzie mają rzeczy, których mi brakuje
Tu sytuacja jest kompletnie odwrotna. Kiedyś wydawało mi się, że osoby, które są w czymś dużo lepsze ode mnie, odniosły wielki sukces dzięki posiadaniu jakichś unikatowych rzeczy. Czyli mają kontakty, umiejętności, doświadczenie, pieniądze i tak dalej. Jednak z czasem zrozumiałem, że te zasoby są osiągalne, a źródło ich przewagi leży w pozbyciu się rzeczy, które sabotują innych ludzi. Czyli w braku wątpliwości czy na pewno robią właściwe rzeczy. W niskiej podatności na rozpraszacze uwagi i pokusy prowadzące do lenistwa. W odporności na porażki i w nieprzejmowaniu się przeciwnościami i krytyką.
Tu dobrze pasuje anegdota o Mozarcie, który tłumaczył, dlaczego tak trudno być nim:
Młody człowiek podszedł do Mozarta i zapytał go:
- Ja też chciałbym napisać symfonię. Czy może mi pan podpowiedzieć, jak to zrobić?
- Jesteś za młody, by pisać symfonie - odpowiedział Mozart.
Mężczyzna zaprotestował zdziwiony:
- Za młody? Przecież pan pisał symfonie mając zaledwie 10 lat, a ja mam już 21!
- Tak, ale ja nie pytałem innych, jak to zrobić.
Cały czas musisz być online i pod telefonem
Bo przecież od tego masz telefon w kieszeni. A gdy tylko ktoś będzie chciał się z Tobą skontaktować, to Ty natychmiast będziesz pod ręką, przeczytasz każdą wiadomość i odbierzesz każde połączenie.
Może i dla reszty świata tak jest wygodnie, ale dla mnie nie do końca. Brak filtrów i stawiania ograniczeń w kontakcie z nami prowadzi do tego, że wszystko, co tylko jest ważne dla innych, będzie nam w taki sposób narzucane. Jednego dnia może to być SMS z informacją o promocji w sklepie z butami, mail od wspólnoty mieszkaniowej o tym, że przesadza jakieś krzaki albo telefon od nieznanej osoby, która chce nam coś sprzedać.
Myślę, że każdy powinien sam stawiać bariery, tak aby mieć więcej czasu na komunikację z ważnymi ludźmi i w naprawdę istotnych tematach. Pierwszą linią obrony jest wyłączenie większości powiadomień w telefonie i nieodbieranie połączeń od wszystkich nieznanych czy zastrzeżonych numerów.

Błędy są kosztowne, więc nie wolno ich popełniać
Owszem, ale często prowadzi to do braku akcji, spadku sprawczości, a nawet życiowej bezczynności. Bo skoro będziemy mniej robić, to też popełnimy mniej błędów. Ale jeśli pójdziemy na skróty tą drogą, to skończy się na tym, że będziemy unikać jakichkolwiek działań. I oczekiwać, że inni wezmą na siebie to ryzyko.
Dlatego staram się inaczej patrzeć na tę zależność. Widzieć zagrożenie w braku nauki nowych rzeczy, a nie w popełnianiu błędów. Które przecież są jej nieodzownym elementem. Tak naprawdę dużo kosztowniejszy jest brak zmian i zerowe ryzyko, bo to jasny sygnał, że stoimy w miejscu.
Muszę być na bieżąco i wiedzieć, co się dzieje na świecie
Praca w sektorze finansowym wymagała ode mnie, abym cały czas był na bieżąco. Żebym zawsze wiedział, jakie są bieżące kursy walut i najważniejszych indeksów. Jak wypadają dane makroekonomiczne z kraju i zagranicy, oraz co generalnie dzieje się w świecie biznesu i polityki.
Teraz, gdy już nie pracuję w tej branży, to większość tych informacji jest dla mnie kompletnie bezużyteczna. Zajmuje mi czas i przestrzeń w głowie, nie dając żadnej realnej wartości. Co gorsza, jako jednostka nie mam najmniejszego wpływu na te obszary, więc nieustanne interesowanie się nimi niczego nie zmienia w moim życiu.
Przyznam, że nauczyłem się na sobie, że brak tej wiedzy wywołuje jakiś podskórny niepokój. Że coś się dzieje, a ja o tym nie wiem. Próbuję się go pozbyć, dlatego pilnuję się, aby trzymać post informacyjny i nie zalewać sobie głowy wiadomościami ze świata.
Powinniśmy delegować jak najwięcej rzeczy
Jest takie przeświadczenie, że im więcej mamy pieniędzy i im wyżej jesteśmy w społecznej hierarchii, to tym mniej rzeczy powinniśmy robić osobiście. Mieć szoferów, kucharzy, opiekunki dla dziecka, sprzątaczkę czy specjalistów, którzy zrobią coś za nas lepiej albo wtedy, gdy my nie mamy na to czasu.
Też tak kiedyś myślałem, bo taka wizja brzmi logicznie i wygodnie. Jednak z wiekiem doszedłem do wniosku, że powinienem samemu robić wszystkie ważne rzeczy. W moim przypadku wśród nich jest gotowanie posiłków, opieka nad dzieckiem, kierowanie samochodem, zarządzanie rodzinnymi pieniędzmi czy pilnowanie zdrowia. Oczywiście, ogranicza mnie tu czas i możliwości, ale staram się, aby na mojej liście zadań przede wszystkim były te rzeczy, które są istotne. A to, że ktoś jest w stanie zrobić coś o wiele lepiej ode mnie, nie znaczy, że powinienem mu to od razu delegować. I tak naprawdę nie zawsze jest to w ogóle możliwe.
Tu pojawia się ciekawy paradoks, bo jeśli oddeleguję robienie ważnych rzeczy innym ludziom, to czym ja w tym czasie mam się zająć? Tym, co jest mało istotne?
Żyjemy w bardzo niebezpiecznych czasach
Takie wrażenie można odnieść za każdym razem, gdy włączymy w telewizji wydanie wiadomości albo wejdziemy na portal z newsami. Wynika to z prostego mechanizmu, że rzeczy, które są groźne czy niebezpieczne, po prostu przykuwają naszą uwagę. Częściej klikamy w takie wiadomości i dłużej oglądamy takie materiały. Dlatego media tak chętnie nas nimi karmią.
Z kolei dane mówią jasno: Polska należy dziś do jednych z bezpieczniejszych krajów w Europie i jest u nas znacznie lepiej niż jeszcze 20 lat temu. Wskazuje na to niska liczba przestępstw pospolitych oraz potwierdzają to badania opinii publicznej, która postrzega nasz kraj jako bezpieczny.
I choć globalne ruchy mają na nas wpływ, tak jak obecne działania zbrojne w Iranie czy na Ukrainie, to czy w związku z tym powinniśmy bać się o życie każdego dnia? I nerwowo sprawdzać wiadomości? Albo śledzić cały czas świat wielkiej międzynarodowej polityki? Moim zdaniem nie, zwłaszcza że nie mamy na nie żadnego wpływu ani nie widzimy pełnego obrazu sytuacji.
Czas wolny to coś złego albo wstydliwego
Przerwy mają być rzadkie, możliwie jak najkrótsze, a pracować mamy tak długo, jak tylko to możliwe. Nie wiem na jakim etapie życia zawodowego zostało mi to wbite do głowy, ale dziś już wiem, że to szkodliwy pogląd. I wcale nie chodzi mi o to, że chciałbym mieć wolne każdego dnia. Dziś widzę, że takie podejście prowadzi do wypalenia, przepracowania i generalnie niższej efektywności pracy.
Co gorsza, jeśli będziemy konkurować tylko wolumenem pracy, to na pewno przegramy z maszynami czy AI. Bo robot czy program zawsze będzie w stanie pracować dłużej od nas. Niestety, tutaj nie ma łatwego rozwiązania, bo aby umieć pracować mądrze, to najpierw trzeba pracować ciężko. I to samo dotyczy sztucznej inteligencji: żeby móc jej efektywnie używać, to musimy znać dla niej zastosowanie.
Starych drzew się nie przesadza
Może i tak, ale wszystko rozbija się o pytanie, co to znaczy stary? 30 lat? 50? Czy 70? Dla każdego ta liczba będzie inna, bo to jest przykład ograniczenia, które sami na siebie nakładamy.
A prawda jest taka, że możemy się zmienić tyle razy, ile chcemy. Nowe nawyki, standardy, rutyny i zainteresowania. Patrząc na to, jak szybko dziś się zmienia świat biznesu i technologii, to nigdy dotąd nie było tak wysokiej premii za zmianę kariery. Powstają nowe zawody i role, które nie wymagają pięciu lat studiów, tylko woli do nauki i odwagi do zmian. Myślę, że każdy ma prawo zmieniać siebie i swoje życie tak wiele razy, jak tylko będzie potrzebował. A najgorsze możliwe rozwiązanie, to tkwić w tym samym punkcie i narzekać, że nic się nie zmienia.
Następne kroki:
Spróbuj stworzyć podobną listę jak ja. Możliwe, że znajdą się na niej zupełnie inne rzeczy albo sprzeczne z moimi. Dzięki takiemu procesowi sporo się można o samym sobie dowiedzieć.
Warto pamiętać, że zasady i opinie, które przyjęliśmy dawno temu, mogą dziś już być nieaktualne. Albo od początku były błędne, tylko mieliśmy za mało doświadczenia, żeby to wtedy zauważyć.
Aby mieć życie, takie jakie chcesz, będziesz musiał nauczyć się mówić ludziom rzeczy, które nie zawsze będą im się podobać.
Ten cykl powinien mieć też trzecią część, zatytułowaną “rzeczy, które sam sobie wmówiłem“. Ciekawe czy kiedyś będę w stanie napisać taki tekst.
Człowiek jako luksus, czyli efekt uboczny AI
Tydzień temu, w cichej strefie, zadałem Wam pytanie: co dziś jest standardem, ale za 20 lat będzie uważane za luksus? Dostałem dużo ciekawych odpowiedzi, za które Wam bardzo dziękuję. Oto niektóre z nich:
Bartosz: Co dziś jest normą, ale za 20 lat będzie luksusem? Naturalna żywność i dostep do wody. Czyste powietrze i rozgwieżdżone niebo. Samodzielne kierowanie samochodem. Życie off-line. Moim zdaniem za 20 lat nic nie będzie można załatwić bez komórki i dostępu do internetu.
Ewelina: Wydaje mi się, że posiadanie paszportu i wolność poruszania się między granicami. Myślę, że dla odmiany będziemy odchodzić od ruchów globalistycznych, a bardziej będziemy pilnować własnych granic państwowych. A przynajmniej być może częściowo do niektórych krajów tak łatwo nie pojedziemy.
Grzegorz: Posiadanie komputera osobistego (do gier). Ceny komponentów rosną a możliwość wynajęcia mocy obliczeniowej do gier jest w stosunku do nich dość tania. (GeForce Now). Problem z tą usługą polega na tym, że w tej chwili nvidia jest monopolistą w tym segmencie i już pogarsza warunki korzystania.
Krzysztof: Myślę, że taką rzeczą jest to, co dziś uważamy za nasz problem, czyli próbowanie skupiania uwagi na wielu rzeczach i wątkach jednocześnie. W przyszłości stanie się to dla większości z nas całkowicie niedostępne z uwagi na zmiany w naszych mózgach, ale Ci, którzy dziś mają metody i podejmują próbę świadomego sterowania szerokością strumienia treści, które do siebie dopuszczają – nadal ją zachowają.
Tomek: Luksusem za 20 lat może być umiejętność samodzielnego przygotowywania posiłków - rozwój diet pudełkowych i gotowych dań w sklepie może doprowadzić do sytuacji, w której następne pokolenia nawet nie będą potrzebować kuchni w domu.
Gdybym sam miał odpowiedzieć na to pytanie, to za 20 lat luksusem będzie udział człowieka w wielu procesach. Dziś jest dla nas oczywiste, że w restauracji obsługuje nas kelner, w hotelu wita recepcjonistka, a paczkę na próg przynosi nam kurier.
Myślę, że w przyszłości tak będzie tylko w luksusowych miejscach. A wszędzie, gdzie tylko się da, będą nas obsługiwać boty AI i maszyny. Ten trend już powoli widać w restauracjach, w których zamawiamy sami na tabletach. Albo w bankach, gdzie aby porozmawiać z człowiekiem, najpierw trzeba przebić się przez automat i długie prawnicze formułki (jak ja tego nie cierpię…).

Moje pytanie sprzed tygodnia miało drugie dno. Chodziło w nim o to, żeby nie czekać 20 lat, tylko już dziś zacząć te rzeczy traktować jak luksus. Nawet jeśli posiadają swoje niedogodności czy niedoskonałości. Sam staram się bardziej doceniać to, że w każdym miejscu dziś obsługuje mnie człowiek. Że mogę sam kierować samochodem, być offline, kiedy tylko chcę, czy zapłacić gotówką. I to nawet jeśli przez to obsługa jest mniej efektywna i czasami błędna (bo np. muszę czekać na kelnera albo coś komuś dwa razy powtarzać).
Tak jak pisałem niedawno, od pewnego momentu jakość naszego życia zależy przede wszystkim od jakości naszych myśli i tego, jaką interpretację sobie wybierzemy albo pozwolimy narzucić. Warto wrócić do tego artykułu:
A tak prywatnie…
Dziękuję Wam za pozytywne przyjęcie startu przedsprzedaży Sezonu 4. Bardzo się cieszę, że okładka i nowe bonusy przypadły Wam do gustu!
Podzielę się z Wami dwiema ciekawostkami, które widać na wykresie poniżej. Są tam pokazane Wasze transakcje z ubiegłej soboty, godzina po godzinie. Pierwsza ciekawostka jest taka, że najwięcej osób zdecydowało się na zakup o 7 rano, czyli zaraz po rozesłaniu newslettera. Cieszy mnie to podwójnie, bo oznacza to, że faktycznie warto jest wysyłać newsletter zawsze o tej samej porze. Początkowo miało to być zobowiązanie, które zmusi mnie do pilnowania regularności, ale z Waszych maili wiem, że lubicie, gdy 52Notatki czekają na Waszych skrzynkach już o 7 rano.
I druga rzecz: parę osób kupiło książkę jeszcze zanim wysłałem do niej link. Jak to możliwe? Bo format linku do Sezonu 4 jest podobny do tego, co w minionych latach, czyli https://52notatki.pl/sezon4. Kilka osób, którym zależało, aby mieć niski numer książki, czekało aż strona pojawi się w Internecie i dokonało zakupu wcześniej. Sprytnie - szanuję! :)
Prace nad wydaniem Sezonu 4 idą mocno do przodu. Skład i okładka są już na ukończeniu, a drukarnia czeka na plik. Całość zatrzymała się na mnie, bo muszę skończyć pisać bonusowe teksty, które będą dołączone do książki. Akurat w tym tygodniu kilka dni mi wypadło, bo jestem w Krakowie na konferencji Invest Cuffs, skąd zresztą wysyłam to wydanie. Wracam do siebie w niedzielę i od razu zabieram się do pracy! Wszystkie szczegóły o książce można znaleźć tutaj:
Post scriptum: Dziś w cichej strefie też mam dla Was pytanie, myślę, że nawet trudniejsze niż poprzednio. Bardzo jestem ciekaw Waszych odpowiedzi :)
Jeśli nie chcesz, aby ta część mojego newslettera ominęła Cię za tydzień, to zapisz się na edycję mailową:
🤫




