Nocny kokpit i problemy, które przychodzą z wiekiem
Bomba, która nie wybuchła
Jedyne, co mogę powiedzieć o tym wydaniu tu na wstępie, to że jest ciekawe. Ruszajmy!
Zaskakujące problemy, które przychodzą z wiekiem
“Na jakie dorosłe wyzwania nikt Was nie przygotował?”
To pytanie regularnie pojawia się na forum Reddit, a ja przypadkiem znowu na nie trafiłem. Postanowiłem o nim napisać, bo jest tam wiele odpowiedzi, które dały mi do myślenia. Oto te z nich, które zdobyły najwięcej głosów, liczonych w dziesiątkach tysięcy:
“Stracisz kontakt i oddalisz się od wielu swoich znajomych i przyjaciół. Bez jakichś kłótni, po prostu nieświadomie z biegiem czasu. Bardzo niewielu ludzi będzie z tobą przez całe życie”.
“Nikt nie przygotował mnie na radzenie sobie ze starzeniem moich rodziców, a potem ich śmiercią”.
“Brak celów ustalonych na lata do przodu. W podstawówce, liceum i na studiach czas jest ciągle podzielony na semestry i lata, dzięki czemu wiesz dokąd zmierzasz, w jakim tempie i kiedy masz przerwę. I dobrze wiesz, czego oczekiwać. Nagle jesteś dorosłym w pierwszej stałej pracy i sam musisz zdecydować kiedy ją zmienić. Życie, w którym nic nie ma z góry ustalonego końca, bywa zaskakująco przytłaczające”.
-Mój komentarz: Gdy dopiero dorastamy, to nasze cele są z góry narzucone, ale też ustawione krok po kroku. W wieku dorosłym mamy do zrobienia wszystko naraz: znaleźć pracę, dom, partnera na resztę życia, etc. Choć mi już się udało to poukładać, to pamiętam, że też miałem z tym problem. Pisałem o tym w artykule Życie jak gra w Tetrisa
“Niektórzy dorośli mimo wieku nadal mają inteligencję emocjonalną nastolatków i prawie niemożliwe jest radzenie sobie z nimi w logiczny sposób. Ktoś, kto wygląda na 50 lat, może wewnątrz nadal być dzieckiem”.
“Dbanie o samego siebie, gdy jesteś chory. Póki jesteś dzieckiem, to nie martwisz się o to, bo twoi rodzice rejestrują cię do lekarza, idą do apteki, a potem zajmują się domem, gdy ty leżysz. Ale gdy jesteś dorosły, to nagle musisz wszystko zrobić sam”.

“Większość życia upływa na jego utrzymaniu. Sprzątanie domu, jazda na zakupy, drobne naprawy, dbanie o zdrowie, etc.”
—Ten problem przychodzi praktycznie zaraz po tym, gdy nasze dorosłe życie się stabilizuje. Mój sposób, aby sobie z nim radzić opisałem w wydaniu Coroczny przegląd czasu“Kuchnia zawsze jest brudna. Będziesz ją sprzątał co najmniej trzy razy dziennie. Tak samo reszta domu, on też wymaga nieustannego sprzątania”.
“Myślałem, że jako dorosły będę mógł kupić, co chcę, ale nie zawsze tak jest. Musiałem nauczyć się budżetowania i oszczędzania na zachcianki, a to trudny proces”.
—Zgadzam się, bo jak wszyscy wiemy edukacja finansowa jest u nas słaba. Ale myślę, że jeśli ktoś ogarnie ją w stopniu podstawowym i zacznie inwestować w okolicach swoich 30 lat, to na emeryturze będzie spał spokojnie.“Mam 50 lat i byłoby miło, gdyby ktoś mnie wcześniej przygotował na zmiany w moim ciele. W tym wieku każdy siniak goi się dwa razy dłużej. Zaczynam rozumieć, czemu starzy ludzie poruszają się tak wolno. Jeden błąd i regeneracja trwa wieki”.
—Jestem świadom tego problemu i mocno się go obawiam. To dlatego zmieniłem swoje podejście do treningów i trochę też do życia. Staram się robić więcej rzeczy teraz, zamiast zostawiać je na emeryturę, podczas której będę mniej sprawny fizycznie. Pisałem o tym niedawno w artykule Decyzyjna impotencja, czyli przyszłe konsekwencje teraz
“Jak powszechne są depresja, lęk i myśli samobójcze wśród osób dorosłych. Nawet takich, które, patrząc z boku, wiodą udane życie”.
“Trudno jest znaleźć czas tylko dla siebie”.
—Myślę, że ten problem pojawia się, gdy mamy małe dzieci. Ale gdy osiągną wiek nastoletni, to może być dokładnie na odwrót i możemy zostać sami.“Z wiekiem trudno jest samemu odkryć, co czyni cię szczęśliwym. Wszyscy pchają cię do rzeczy, w których jesteś dobry lub które dają kasę, ale nigdy do tego, co lubisz”.
—Od siebie dodam, że trudno jest mi robić coś co lubię bez poczucia winy gdy to nie daje nikomu żadnych wymiernych korzyści. Może to dlatego, że w dzieciństwie tak często się słyszało, że rozrywka jest stratą czasu?“Zawiłości relacji zawodowych i polityki w pracy. Jeśli myślisz, że po opuszczeniu szkoły nie będziesz musiał zmagać się z plotkami, przemocą słowną czy nierównym traktowaniem, to jesteś w błędzie. Tym bardziej, że dojdą do tego relacje damsko-męskie”.
“Wypalenie zawodowe dotyka nawet tych, którzy kiedyś lubili swoją pracę”.
—10 lat temu pewnie w ogóle bym nie zwrócił uwagi na tę wypowiedź. Dziś już zdaję sobie sprawę, że w przyszłości nie będę mógł pracować tak długo, jak bym chciał. Dlatego bardziej selektywnie podchodzę do swoich zajęć zawodowych.“Ból pleców”.
Skąd to pytanie?
W moim otoczeniu nie mam nikogo starszego, z kim mógłbym porozmawiać na ten temat. Znam sporo swoich rówieśników i trochę osób młodszych, ale praktycznie nikogo, kto miałby chociaż te 10 lat więcej. Szkoda, bo myślę, że mógłbym się od takiej osoby wiele nauczyć o tym, co jest bezpośrednio przede mną.
Następne kroki:
Na koniec mam to samo pytanie do Was: na co powinienem się przygotować wraz z wiekiem? O odpowiedź proszę osoby starsze ode mnie, czyli +40 lat.
A czy oprócz negatywnych rzeczy jest też coś, co pozytywnie Was zaskoczyło z wiekiem? Myślę, że ja byłbym w stanie wymienić kilka z nich.

Bomba, która nigdy nie wybuchła
Pod sam koniec filmu “Tenet” ma miejsce ciekawa wymiana zdań pomiędzy głównym bohaterem a Robertem Pattinsonem. Padają tam słowa:
“Jesteśmy ludźmi, którzy ratują świat przed tym, co mogło się stać. Świat nigdy się nie dowie, co mogło się wydarzyć. A nawet gdyby się dowiedział, nie obchodziłoby go to. Bo nikt nie przejmuje się bombą, która nie wybuchła, tylko tą, która eksplodowała”.
Podziękujesz strażakom tylko wtedy, gdy ugaszą Twój płonący dom, a nie gdy niezauważenie zapobiegną wybuchowi pożaru. Będziesz wdzięczny policjantom, gdy złapią złodzieja, który już Cię okradł, a nie gdy udaremnią próbę przestępstwa.
Świat nagradza tylko te sukcesy, które widzi. Nawet jeśli były poprzedzone porażką i dramatem. Ignoruje unikanie katastrof i bycie powściągliwym.
Podobnie jest w życiu codziennym. Schudnij 20 kilo to usłyszysz gratulacje, ale nikt nie doceni tego, że przez lata ćwiczysz systematycznie i dbasz o dietę, aby nie stracić formy. Nikt Ci nie podziękuje za to, że się pilnujesz, aby nie zrobić niczego głupiego. Że jesteś zdyscyplinowany, rozsądny i konsekwentny. Że jesteś lojalnym mężem, wierną żona i dbasz o to, aby nie przynieść wstydu swoim bliskim. Nie ma czegoś takiego jak “pochwała za niezrobienie niczego złego”.
Myślę, że nie ma sensu z tym walczyć, ale trzeba umieć budować swoją wewnętrzną wartość i motywację. Dbać o nią dużo bardziej niż o tę zewnętrzną. Być tym, który potrafi docenić swoje własne wysiłki, nawet wtedy, gdy nie widać ich efektów.
A nawet zwłaszcza wtedy.
52Wydania temu
To sekcja, w której przypominam wydania 52Notatki, które opublikowałem równo rok, dwa i trzy lata temu. Wpadłem na ten pomysł pisząc swój dziennik 5-letni, w którym widzę ten sam dzień na kilka lat do tyłu - i dużo na tym korzystam.
Przewidywalne koszty i nieznane zyski - to wydanie równo sprzed roku, opisuję w nim, w jaki sposób zmieniam swoje podejście do ryzyka w życiu i jak szukam błędów, które widzą inni, ale nie ja.
Najważniejsza lekcja od Charliego Mungera i prokrastynacja snu - choć było to dwa lata temu, to pamietam dokładnie jak pisałem to wydanie. Minęło dosłownie kilka dni od śmierci Charliego Mungera, a za oknem było zimno, ciemno i mokro. Czyli mniej więcej tak samo jak teraz. Szkoda, że Charliego już nie ma z nami.
Moje sprawdzone sposoby na produktywność i największy błąd posiadaczy kryptoaktywów - w pierwszym sezonie temat kryptoaktywów pojawiał się dużo cześciej niż ostatnio. Teraz stał się na tyle gorący, że sam się wzbraniam przed poruszaniem go tutaj. Ale napisałem już dla siebie dobry tekst o tym, jaki procent portfela inwestycyjnego powinien być ulokowany w Bitcoinie. Opublikuję go, jak tylko ten rynek się ochłodzi.
Każde wydanie 52Notatek musi spełniać kilka warunków, zanim je opublikuję. Jeden z nich to ponadczasowość - moje artykuły powinny być użyteczne przez lata. Możesz sprawdzić czy mi się to udało, czytając wymienione wyżej archiwalne teksty. A jeśli chcesz je mieć w domowej bibliotece, to możesz je kupić w formie książki lub ebooka. Po szczegóły zapraszam tutaj:
A tak prywatnie…
W latach 90. auta produkowane przez koncern Saab posiadały przycisk z nietypową funkcją. Nazywała się night panel i polegała na tym, że wygaszała niemal wszystkie światła w samochodzie i na desce rozdzielczej - za wyjątkiem prędkościomierza. Wyglądało to tak, jak na zdjęciu poniżej:

Ta prosta funkcjonalność była szczególnie lubiana przez posiadaczy aut tej marki. Do dziś można znaleźć w Internecie ich bardzo pozytywne opinie na ten temat. Saab rozumiał, że koncentracja kierowcy to najważniejszy element projektu kokpitu. A podczas jazdy nocą kluczowe jest ograniczenie liczby rozpraszających źródeł światła. Kierowca powinien móc skupić wzrok na ruchu wokół siebie i na drodze przed sobą. Wyłącz zbędne światła, a będziesz widział lepiej.
Tę funkcję można przełożyć na codzienne życie, w którym też trzeba umieć skupić się na tym, co najważniejsze i nie dać się rozproszyć. Czytając na jej temat zwróciłem uwagę na jeden ciekawy szczegół. Mianowicie w trybie night panel nie widzieliśmy całego zakresu prędkościomierza. Podświetlał się w pełni dopiero wtedy, gdy przekroczyliśmy prędkość 140 kilometrów na godzinę. Na nagraniach wygląda to tak, jakby dopiero po osiągnięciu maksymalnej prędkości była uruchamiana pełna moc silnika.
Dlaczego piszę o tym w sekcji a tak prywatnie?
Ostatnie dwa tygodnie listopada spędziłem pracując średnio po 10 godzin na dobę nad moim kursem “Sprawdzona Produktywność”. Prezentacje, nagrania, wideo, edycja materiałów i korespondencja z uczestnikami - to były moje główne zadania każdego dnia. Mówię tu o uczciwej pracy, w trybie nie przeszkadzać i włączonym licznikiem czasu.
I początkowo myślałem, że taki wolumen będzie przytłaczający i zmęczy mnie po pierwszych dniach. Ale było inaczej i bez problemu utrzymywałem takie tempo. Skojarzyło mi się to z tym prędkościomierzem w Saabie, który pokazuje 140 km/h jako maksimum naszej prędkości. Dopiero gdy ją przekroczymy, to widzimy, że możemy pojechać szybciej.

Wyciągnąłem z tego dwie lekcje.
Pierwsza: naprawdę trudno jest wskazać, gdzie leżą nasze fizyczne limity. Rzadko zbliżamy się do skraju naszych możliwości, nie mówiąc już o ich przekraczaniu. To trochę tak, jakbyśmy nie mieli wskaźnika paliwa i za każdym razem musieli zgadywać, ile nam go zostało w baku. Wolimy się dotankować przy pierwszych większych oznakach zmęczenia niż ryzykować jazdę dalej, nie znając swojej pojemności baku.
I druga lekcja: funkcja “nocnego kokpitu” nie jest dostępna na zawołanie. Możemy z niej skorzystać tylko wtedy, gdy mamy ustalony konkretny cel z obowiązkowym elementem pilności. W moich planach na 2026 będę chciał dopisać więcej takich sztywnych celów, bo wiem, że bez tego nie będę w stanie pracować tak efektywnie jak ostatnio. Skoro robię wszystko to co muszę, to powinienem musieć więcej.
Post Scriptum: A co do kursu, to jestem naprawdę zadowolony z poziomu wiedzy jaki w nim przekazuję. To po prostu jest taki produkt, który sam bym kupił dla siebie. Skupiam się w nim zarówno na tym jak robić więcej i lepiej, ale też co dokładnie robić, zwłaszcza jak ma się duży wybór. Natomiast to, nad czym muszę jeszcze popracować, to jego forma. Nadal nie wiem czy lepiej jest zrobić więcej krótszych modułów, czy iść jednak w stronę dłuższych treści. Ta edycja jest już zamknięta, ale powróci za rok i postaram się, aby była jeszcze lepsza.
🤫 Pssst… to nie wszystko. Pełny tekst tego wydania widać tylko jeśli czytasz je w formie mailowej. Dziś pisałem o tym jakiej muzyki słucham podczas długich godzin pracy. Jeśli nie chcesz aby ta ukryta sekcja ominęła Cię za tydzień, to zapisz się do newslettera:

