Lepsza praca, starszy dziennik, krótszy trening
I test czy robisz istotne rzeczy
Menu dzisiejszego wydania 52Notatki jest inne niż zazwyczaj. Zamiast jak zawsze zaserwować Wam jedno lub dwa sporej wielkości dania, przychodzę z kilkoma mniejszymi. Będzie trochę jak z menu degustacyjnym, ale obiecuję, że nikt nie wyjdzie stąd głodny :)
Ruszajmy!
Nudna przerwa, lepsza praca
Na ten i przyszły rok mam zaplanowane znacznie więcej pracy niż w poprzednich dwóch latach. A z racji, że mam pełną swobodę w układaniu mojego kalendarza, to w zasadzie tylko ode mnie zależy, ile godzin roboczych wycisnę z każdego dnia.
Potrafię pracować efektywnie i produktywnie, ale mój problem leży gdzie indziej: zbyt dużo czasu zajmuje mi zabranie się do pracy. Jak już siądę do biurka, to działam, ale za dużo dnia ucieka mi w tzw. “międzyczasie”. Szukałem sposobu, jak sobie z tym poradzić i trafiłem na ciekawą wypowiedź Andrew Hubermana:
Jeśli trudno ci zabrać się do pracy lub utrzymać koncentrację, istnieje duże prawdopodobieństwo, że przerwa między pracą a tym, co robiłeś wcześniej, była zbyt stymulująca.
Gdy chcesz usiąść do pracy lub nauki, to bardzo ważne jest, aby ograniczyć liczbę bodźców sensorycznych nie tylko w trakcie tej aktywności, ale też przed nią. Uruchamiają one wspomnienia, skojarzenia i myśli, które nadal zostają ci w głowie, pomimo że zająłeś się już innym zajęciem.
To dlatego czasem gdy czytasz książkę dopiero po chwili się orientujesz, że nic nie pamiętasz ze strony, którą właśnie przewróciłeś. Nie zwracałeś na nią uwagi, bo twój mózg wciąż przetwarza wcześniejsze bodźce sensoryczne.
Doskonała diagnoza problemu, który wyraźnie widzę u siebie. Przed pracą, albo co gorsza w trakcie przerw, robię ciekawe i zajmujące rzeczy. Przykładowo może to być oglądanie jakichś wideo na YouTubie, Instagramie czy sesja gry w Mario Kart z synem. Brzmi nieszkodliwe, ale raz, że trudno się od tego oderwać i wrócić do pracy, a dwa, że efekty zostają w naszej podświadomości na dłużej niż nam się wydaje.
Dawniej ten problem nie był aż tak istotny, bo nie mieliśmy wokół siebie tak ogromnego wyboru cyfrowych rozpraszaczy. Czytając teraz te słowa, dzieli Cię mniej niż sekunda przed przeskoczeniem na inną kartę w przeglądarce albo wyjściem z aplikacji mailowej do TikToka. Wystarczy jedna chwila słabości i już wpadamy w nieskończoną przepaść dopaminy serwowanej przez algorytmy. Dlatego tak bardzo się upieram, że umiejętność skupienia daje nam ogromną przewagę w życiu i warto o nią dbać.
Oto z jakim rozwiązaniem przychodzi Andrew Huberman:
Jedną rzeczą, którą robię, zanim usiądę do pisania, nagrywania podcastu czy jakiejkolwiek pracy, jest to, że najpierw staram się znudzić tak bardzo, jak to tylko możliwe. Usuwam ze swojej uwagi jak najwięcej bodźców i w ogóle staram się ograniczać ilość informacji sensorycznych, które docierających do mojej przestrzeni.
Jeśli się nad tym zastanowić, to Andrew nie odkrył tu niczego nowego. Każdy piłkarz skupia się przez kilka chwil, zanim wykona rzut karny. Tak samo tenisista przed zaserwowaniem piłki. Zanim orkiestra zacznie grać, to dyrygent trzyma w górze nieruchomo batutę i wymusza na wszystkich ciszę. Pełne skupienie wymaga oczyszczenia pola naszego myślenia, tak samo jak daleki skok potrzebuje długiego rozpędu. I każdy z nas może użyć tego mechanizmu w pracy i nauce.
Zacząłem to praktykować u siebie i niemal od razu zobaczyłem różnicę. Teraz zanim siądę do pracy, to przez minimum minutę nie robię nic. Najczęściej dosłownie patrzę na wskazówki zegarka. I choć nie myślę wtedy o niczym nowym, to faktycznie czuję, jak bodźce wytworzone chwilę wcześniej nadal zajmują moją atencję. To trochę tak, jakbym w głowie miał głos, który próbuje wykorzystać, że przez chwilę jest cicho i nic nie robię. Ciekawe uczucie.
Moim kolejnym krokiem będzie spędzanie przerw w pracy na mało stymulujących zajęciach - spacer z psem, odkurzanie, gotowanie, słuchanie muzyki, etc. Dam znać jakie będą efekty mojego eksperymentu.

Trening: Krócej, ale “do porażki”
Ostatnio postanowiłem inaczej podejść do moich treningów siłowych. Do tej pory trzymałem się metody stopniowego przeciążenia (progressive overload). Polega to na robieniu tych samych ćwiczeń, ale z coraz większym obciążeniem. To mogą być małe zmiany (rzędu jeden ruch więcej albo 2 kg tygodniowo), a ich celem jest zmuszenie ciała do ciągłej adaptacji.
To popularna metoda treningowa i bardzo dobrze służyła mi przez lata. Zawiera jednak lukę, którą niestety zacząłem podświadomie wykorzystywać. Chodzi o to, że taki trening można uznać za udany, jeśli zrobiło się więcej ruchów lub na większym obciążeniu niż poprzednim razem. Zostawia to przestrzeń, aby wykonywać ćwiczenia poniżej swoich maksymalnych możliwości. Bo skoro dodałem ciężar lub ruch, to jest progres i nie martwię się tym, że tak naprawdę mogłem zrobić jeszcze więcej.
Prowadziło to u mnie do wysokiego wolumenu treningowego, bo byłem w stanie zrobić dużo serii i dużo ruchów (domyślnie 5 po 12), ale trening nie był tak męczący, jak powinien, ani nie dawał pełnych efektów.
Dlatego teraz zacząłem robić mniej serii (3 zamiast 5), ale za to każdy ostatni ruch musi być już niewykonalny. Z angielskiego nazywa się to training to failure (czyli dosłownie “do porażki“, ale rozumiecie o co chodzi). Wiąże się to z o wiele większym wysiłkiem i stresem dla mięśni, bo w każdej serii robię max, na jaki mnie stać w danym dniu. Ciekaw jestem efektów, bo trudno będzie robić stały progres, gdy już nie będę zostawiał sobie nic w rezerwie.
Przy okazji: jeśli planujesz zacząć ćwiczyć na siłowni, to styczeń jest dobrym momentem. Często są wtedy promocje na karnety i jest sporo innych początkujących. Nie ma co słuchać marudzenia starych bywalców, że są tłumy, każdy kiedyś zaczynał i za miesiąc, dwa wszystko wróci do normy :) Jeśli nie widzisz sensu w treningu siłowym, to ten artykuł Cię przekona:
Starszy dziennik znaczy lepszy
Wraz z pierwszym stycznia zacząłem już czwarty rok w moim 5 letnim dzienniku. Dzięki temu codziennie widzę, co pisałem tego samego dnia w 2025 roku, 2024 oraz 2023.
I to jest po prostu magia - wiedziałem, że da mi to dobry efekt, ale nie sądziłem, że aż taki. To trochę tak, jakbym mógł rozmawiać z młodszym ja, widzieć, co mnie wtedy cieszyło, czym się przejmowałem, czego się bałem i gdzie byłem. A szczególnie dużą satysfakcję daje mi, gdy widzę, że parę lat temu coś sobie planowałem, a dziś udało mi się to osiągnąć.
To jest też doskonałe narzędzie motywacyjne, bo pokazuje nam rzeczy, z którymi zwlekamy od lat. Jeśli utknęliśmy w jakimś punkcie albo popełniliśmy gdzieś duży błąd, to nasz dziennik bezlitośnie nam o tym przypomni.
Ja używam Hobonichi 5-Year Techo Large A5 i jest to najlepszy dziennik tego typu jaki znalazłem. Uprzedzam, że jego zakup wymaga trochę trudu, bo nie jest dostępny w pierwszym lepszym sklepie. Ale zdecydowanie warto!
Już kilkukrotnie promowałem tu prowadzenie wieloletniego dziennika. Jeśli pierwszy raz stykasz się z tym tematem, to zajrzyj do tego artykułu, gdzie opisuję, który wybrać oraz jak w nim pisać.

Wiadomości z przeszłości
Zanim zdecydujesz się na zakup i prowadzenie dziennika, spróbuj zrobić coś znacznie łatwiejszego, ale równie ważnego: napisz mail do przyszłego siebie. Technicznie jest to bardzo proste do zrobienia i bezkosztowe. Pomogą w tym takie programy jak futureme.org, emailtofuture.com czy mój ulubiony followupthen.com, którego czasem używam też do spraw zawodowych.
Mail najlepiej jest wysłać na tyle daleko w przód, żeby był dla nas zaskoczeniem, gdy przyjdzie. Rok wydaje mi się optymalnie, a oto kilka pomysłów na treść takiej wiadomości:
Jeżeli coś sobie obiecałeś w tym roku (np. że zmienisz pracę, skończysz jakiś projekt, etc.) to napisz do siebie o tym w mailu i ustaw wysyłkę na 31.12.2026. W ten sposób sam ocenisz, czy Ci się udało.
Jeśli latem chcesz wziąć długi urlop i gdzieś wyjechać, to napisz do siebie mail na ten temat i ustaw dostarczenie na czerwiec. Możliwe, że będziesz wtedy zbyt zajęty pracą, a tak sam sobie o tym przypomnisz.
Opisz po prostu w kilku zdaniach, jak wygląda teraz Twoje życie. Czy jesteś zadowolony ze sfery rodzinnej, prywatnej, zdrowotnej, finansowej, etc. Jakie masz plany i cele na najbliższe miesiące. Wyślij to rok lub dwa do przodu, gwarantuję Ci, że ucieszysz się z takiej wiadomości.
Jak jesteś odważny, to spróbuj opisać swoje prognozy na najbliższy rok. Polityczne, giełdowe, biznesowe czy społeczne. Sam się wtedy sprawdzisz, czy dobrze przewidywałeś przyszłość.
Ważna uwaga techniczna: maile z przyszłą datą można też ustawić w Gmailu. Często używam tej funkcji, gdy pracuję weekendami lub w dziwnych godzinach. Ale słabo to się nadaje do wiadomości do samego siebie, bo w naszej skrzynce ciągle będziemy widzieć ten mail. A najlepszy efekt jest wtedy, gdy zapomnimy, że go w ogóle wysłaliśmy.

Test: czy robię istotne rzeczy?
Ostatnio trafiłem na wyniki ciekawej ankiety. Zapytano młodych dorosłych, czyli osoby w wieku 18-29 lat, o to:
co robią w czasie wolnym od pracy
jak oceniają sensowność i istotność tych zajęć
oraz czy robią to samemu czy z kimś innym
Z badania wyszło, że młodzi dorośli spędzają mniej czasu z resztą społeczeństwa, za to coraz częściej pochłania ich samotna rozrywka w domowym zaciszu. Tak to wygląda na danych:
To co dla mnie jest w niej szczególnie ciekawego, to drugie pytanie, czyli jak oceniasz istotność zajęcia, na które poświęcasz swój czas. Media społecznościowe, TV i wideo, oraz granie w gry zajmuje młodym dużo czasu, ale jednocześnie oni sami oceniają je bardzo nisko. Czyli są w pełni świadomi, że to śmieciowa rozrywka. Z kolei po prawej stronie wykresu mamy zadania, które oceniono jako wartościowe, jednak poświęcono im mniej czasu.
Można by długo dyskutować skąd się biorą takie wyniki, ale mam znacznie lepszy pomysł. Wykonaj samemu to samo ćwiczenie. Czyli wymień TOP10 rzeczy, na które poświęcasz najwięcej czasu, oprócz pracy, i przypisz każdej z nich istotność.
Czy jesteś zadowolony ze swojego wyniku?
Bo ja z mojego nie do końca.
Dobra aktualizacja w Trello
Każdy, kto wziął udział w moim kursie “Sprawdzona Produktywność” wie, że jestem dużym fanem aplikacji Trello. Używam jej od wielu lat i to naprawdę do różnych rzeczy. Przede wszystkim planuję w niej działania, które wymagają dalszego spojrzenia w przyszłość niż to, jakie mi daje prosta lista to-do. Trello jest intuicyjne w użyciu i bardzo “wizualne”. Dlatego najlepiej sprawdza się na ekranie komputera, aplikacja mobilna też jest dobra, ale nie daje już tego efektu spojrzenia na wszystko z góry.
Trello jest moim centrum operacyjnym dla 52Notatek. Zbieram tam pomysły na artykuły i przypisuję im daty publikacji. W ten sposób wszystko trzymam w jednym miejscu i mam do tego łatwy dostęp. A przez 4 lata nazbierało się tego naprawdę sporo.
Używam go też do planowanie moich treningów na poszczególne dni. Zimą jest to łatwiejsze, bo nie biegam, jeśli na zewnątrz jest lód i -10 stopni. Ale latem muszę jakoś łączyć trening biegowy i siłowy, tak aby się nawzajem nie wykluczały. Trello doskonale się tu sprawdza, bo widzę z góry kiedy ćwiczę konkretne partie i ile mam między nimi dni odpoczynku. Nie wdaję się tam w szczegóły typu ile serii i ruchów, bo te mam zapisane w zeszycie, z którym chodzę na siłownię.
I jeszcze jeden przykład mojego użycia Trello: planowanie długich podróży. W tej aplikacji zaplanowałem całą dwumiesięczną podróż po Azji, którą odbyłem z rodziną mniej więcej rok temu. Dzięki temu dokładnie wiedziałem, w jakim państwie i mieście będziemy danego dnia. Teoretycznie można to zrobić w kalendarzu, ale w Trello jest to o wiele wygodniejsze. Do każdego dnia mogłem łatwo dodać atrakcje, które chcę tam zwiedzić, namiary na hotele, sklepy, muzea i widzieć z góry, jak wiele się dzieje.
Dziś wracam do tematu Trello, ponieważ niedawno wprowadzili ciekawą aktualizację. Od teraz można napisać w kilku zdaniach w jakim celu chcemy jej używać, a aplikacja automatycznie przygotuje dla nas szablon tablicy, na bazie tych używanych przez innych użytkowników. Testowałem to u siebie w różnych scenariuszach i działa bardzo dobrze. Przyda się zwłaszcza nowym osobom, bo od razu dostaniecie gotowe pomysły na zastosowanie. Myślę, że to idealny moment, aby spróbować
Ważna uwaga na koniec - Trello, jak każda aplikacja do produktywności, zachęca, aby robić w niej dużo, a najlepiej wszystko. Codzienne zadania, projekty w zespołach, a do tego liczne integracje i automatyzacje. Ja z nich wszystkich nie korzystam, wystarczają mi funkcje w darmowej wersji. I podoba mi się, że ma ograniczenie tylko do 10 tablic.
52Wydania temu
To stała sekcja, w której przypominam wydania 52Notatki, które opublikowałem równo rok, dwa, trzy i cztery lata temu. Wpadłem na ten pomysł pisząc swój dziennik 5-letni, o którym dziś wspominam.
Najlepszy czas, aby zapędzić pieniądze do pracy - to moje coroczne wydanie na temat inwestowania. Niewiele się zmieniło przez ten rok w moim podejściu, a opisana tam strategia dała dobrze zarobić.
Jak inwestować w to, co się nie zmienia i sztuka rozwiązywania właściwych problemów - pluszaki, snickersy, NFT, kije do golfa i Warren Buffett… dużo się tam dzieje :)
Turyści kontra lokalsi i doskonałe książki, które mają fatalne tytuły - szczerze mówiąc już zapomniałem, jak dobre jest to wydanie :) Muszę zrobić nową edycję fantastycznych książek, które mają fatalne tytuły, bo po 3 latach się należy :)
Praca głęboka, poziomy zamożności i jak zrobić użytek z Twittera - dwa pierwsze tematy z tego wydania sprzed 4 lat są nadal aktualne. Trzeci, czyli ten o Twitterze, niestety trzeszczy w posadach, bo media społecznościowe umierają. No chyba że ktoś lubi dyskutować z botami albo oglądać zdjęcia nieistniejących ludzi. Wrócę do tego tematu, bo mam na niego rozwiązanie.
Zazwyczaj w tym punkcie przypominam, że 52Notatki można też czytać wygodnie w formie książki wzbogaconej o dodatkowe materiały bonusowe. Ale obecnie nie można, bo wszystkie się wyprzedały - dam znać, jak zrobię dodruk!
A tak prywatnie…
Porządkując moje notatki pod koniec roku znalazłem kilka dobrych cytatów. Oto te, które ostatnio dały mi najwięcej do myślenia:
„Ci, którzy obniżają standardy, są złodziejami potencjału”.
Stoic Emperor
„Mylnie sądzimy, że sukces zależy od ilości czasu poświęconego na pracę, zamiast od jakości tego czasu”.
Arianna Huffington
„Jeśli nie możesz robić wielkich rzeczy, rób małe rzeczy w wielki sposób”.
Napoleon Hill
„Słabi ludzie atakują silnych, podczas gdy silni atakują słabe idee”.
Anthony Pompliano
I jeszcze ten jeden, zaskakująco aktualny:
“Czujesz, że utknąłeś w miejscu, bo zdałeś sobie sprawę, że to czego chcesz, kosztuje znacznie więcej niż się spodziewałeś. I teraz, gdy znasz już cenę, to nie jesteś już pewien, czy nadal tego tak bardzo pragniesz”.
Alex Hormozi
Post scriptum: Jest styczeń, więc zrobiłem już swój coroczny przegląd czasu. To bardzo dobre i potrzebne ćwiczenie. Aby wzmocnić jego działanie, postanowiłem przez 30 dni oznaczać każdy mój dzień na dwa sposoby. Jak dokładnie? To opisuję w cichej sekcji, czyli krótkiej części newslettera, którą widać tylko jeśli czytasz go w formie mailowej. Jeśli nie chcesz, aby Cię ominęła za tydzień, to zapisz się na newsletter:
🤫




