Kupujemy zegarek od 100 do 52000 zł i planujemy spotkanie dla Czytelników
Batgirl, Tank, Bond i Royal Pop
To jest artykuł, o który wprawdzie nikt nie pytał, ale powstał, bo autor tego newslettera po prostu lubi zegarki. Dziś będzie ciekawie i punktualnie, a na koniec powiem dlaczego myślę, że pora zorganizować dla nas spotkanie. Ruszajmy!
Branża, w której stare jest lepsze
Stworzenie drogiej marki zegarków jest proste - wystarczy rozpocząć produkcję 100 lat temu. To może brzmieć jak żart, ale ja mówię poważnie :) Długa historia jest dla wielu pasjonatów tej branży kluczowym czynnikiem wyboru.
Dlaczego? Bo ja chcę mieć produkt, który jest doskonalony przynajmniej od kilku dekad. Podkreślam: doskonalony, a nie na siłę wymyślony na nowo i przekomplikowany. Albo z masą niechcianych funkcji, tylko po to, aby dział marketingu mógł się pochwalić, że ma nowość lub udawać, że jest bardziej eko.
Co więcej, wybierając producenta zegarków, który jest na rynku od stu lat, możemy liczyć na to, że ma przed sobą drugie tyle. Na jego korzyść działa efekt Lindy’ego, który w tej branży jest wybitnie skuteczny. Siła marki to jeden z najważniejszych elementów zegarka, bo przecież nikt go dziś nie kupuje tylko po to, aby sprawdzać, która jest godzina.
Problem w tym, że nawet jeśli ograniczymy się do firm, które mają co najmniej tyle lat co my sami, to nadal będziemy mieli bardzo szeroki wybór. W świecie zegarków krążą różne wersje piramidy prestiżu, które próbują wprowadzić odgórną klasyfikację. Na forach toczą się zażarte dyskusje o tym czy Omega jest lepsza od Tudora, czy Rolex jest bardziej prestiżowy niż IWC albo czy Grand Seiko jest warte swojej ceny. Tematów są setki, a żadnej z tej dyskusji nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć.
Dlatego postanowiłem podejść do tematu inaczej.
Zamiast stawiać marki w konkurencji do siebie, wybrałem siedmiu producentów z różnych półek cenowych i opisałem jeden lub dwa najlepsze modele. Myślę, że dzięki temu każdy znajdzie w tym artykule coś dla siebie, ale uprzedzam, że mój wybór jest nieobiektywny i w pełni stronniczy :) Po prostu wymieniam tu te zegarki, które ja sam bym najchętniej kupił albo już je mam. Ceny podałem orientacyjne, licząc po nowych sztukach dostępnych na oficjalnych stronach producenta.
Zacznijmy od króla zegarków elektronicznych:

Casio: F-91W i seria G-Shock
Cena: 100 zł do 500 zł
Model Casio F-91W jest nieustannie produkowany od 1989 roku i sprzedano go już ponad 100 milionów sztuk. Można go kupić już za 100 złotych, a na co dzień wybierają go:
milionerzy, którzy bardzo chcą pokazać, że już niby nie dbają o pieniądze,
buntownicy, którzy mają dość smartwatchy, które trzeba codziennie ładować,
pasjonaci zegarkowego świata, bo wiedzą, że ten niepozorny model jest ważny.
Design F-91W jest nadal bardzo popularny i na jego bazie powstało wiele innych modeli, w różnych kolorach i wersjach. Katalog zegarków Casio jest tak szeroki, że każdy, kto szuka dobrego i ciekawego zegarka kwarcowego, na pewno znajdzie tu coś dla siebie. F-91W jest dla mnie trochę za mały, ale bardzo lubię serię G-Shock. Mam model GLS-5600WCL, a synowi kupiłem na 10 urodziny “Casio Royal” czyli AE-1200WH.
Zegarek od Casio jest doskonałym wyborem, gdy dopiero zaczynamy przygodę z naręcznymi zegarkami. To niezobowiązujący wybór, bo kosztuje kilka złotych, a w zamian dostajemy niezawodny produkt. I choć w zegarkowym świecie patrzy się z góry na mechanizmy kwarcowe, to Casio jest bardzo szanowaną marką.
Seiko: SKX i Sports Field GMT
Cena: 1500 zł do 3000
Zaryzykuję tezę, że Seiko daje najlepszy stosunek jakości do ceny w branży zegarków mechanicznych. Za kwotę rzędu 1500 zł jesteśmy w stanie kupić porządny zegarek automatyczny, który będzie dobrze wyglądał i posłuży nam długie lata. Są też droższe modele, sięgające kilkunastu tysięcy, ale osobiście jestem fanem serii SKX i jej następcy, czyli Seiko 5 Sports. Gdy w zeszłym roku mieszkałem z rodziną przez miesiąc w Japonii to na pamiątkę kupiłem model Sports Field GMT SBSC009, który do dziś bardzo często noszę. Ma on komplikację Office GMT, która dzięki dodatkowej wskazówce pokazuje mi czas w innej strefie czasowej. Seiko ma ciekawą historię, którą poznałem lepiej odwiedzając ich muzeum w Tokio, tutaj znajduje się moja relacja.
Jedyną wadą tych modeli Seiko jest słaba jakość bransolety. Dlatego ja od razu zmieniłem ją na nylonowy pasek nato za kilka złotych, na którym zegarek od razu wygląda lepiej.
Tissot: PRX Powermatic 80 “tiffany blue“ 35mm (damski)
Cena: 2000 zł - 4000 zł
Dokładnie taki model sprezentowałem swojej żonie w zeszłym roku. Wiadomo, że wybrałem najlepszy, ale poniżej kilka argumentów “za” :)
design z lat 80. oraz zintegrowana bransoleta tworzą spójną całość,
żłobiona tarcza z fakturą przypominającą plaster miodu nadającą głębi,
rezerwa chodu sięgająca aż 4 dni,
najmodniejszy zegarkowy kolor ostatnich lat, czyli “tiffany blue”,
szafirowe szkło, czyli wysoce odporne na zarysowania,
historia tego modelu sięga 1978 roku.
W skrócie: jest naprawdę ładny i funkcjonalny, ma ciekawy design i długo chodzi bez nakręcania. Zwłaszcza udana jest ta wersja dla kobiet, bo zdecydowana większość producentów koncentruje się jednak na mężczyznach (dzięki temu mamy większy wybór). Tissot dobrze trafił z tym modelem i cieszy się dużą popularnością. Ma też wersję męską (40mm) i różne kolory tarcz, co wszystko ma wpływ na zakres cenowy.
Cartier: Tank
Cena: 15.000 zł - 30.000 zł
Są rzeczy tak dobre, że próba ich dalszego ulepszania może je tylko pogorszyć. Do takiego punktu doszedł Cartier z modelem Tank, którego proporcje są tak bliskie ideału jak to tylko możliwe. Został stworzony przez Louis Cartiera w 1917 roku i do dziś firma jest wierna pierwotnemu designowi. Z biegiem lat w środku pojawił się inny mechanizm, zmieniał się też rozmiar koperty, wykończenie tarczy i koperty, ale tak poza tym to Tank z 2026 roku wygląda bardzo podobnie do tego sprzed 100 lat. I cały czas cieszy się popularnością. Widywano z nim na ręce m.in. Jackie Kennedy, księżną Dianę i Madonnę, nosił go też Steve McQueen, Ralph Lauren i Muhammad Ali.
Co ciekawe, Cartier odpuścił sobie wyścigi na maksymalizację dokładności swojego mechanizmu. Nie robi certyfikacji COCS i nie chwali się jak niewiele sekund dziennie traci. Nie ma nawet sekundowej wskazówki ani lumy, przez co po ciemku tarcza jest niewidoczna. Jak powiedział kiedyś Andy Warhol, nikt kto zakłada Tanka na rękę nie robi tego tylko po to, aby pokazywał mu dokładny czas. I miał rację, bo trudno o bardziej klasyczny, minimalistycznie elegancki i ponadczasowy zegarek.
Najłatwiej go odróżnić od podobnych modeli innych marek dzięki koronce ozdobionej niebieskim szafirowym kaboszonem, który jest znakiem firmowym Cartiera. Wpływ na cenę ma rozmiar koperty (są zarówno mniejsze wersje na kobiece nadgarstki, jak i większe), a przede wszystkim materiał z jakiego została wykonana. Szkło jest oczywiście szafirowe, ale ramka wokół niego jest polerowana i łatwo zbiera mikrorysy.
Omega: Seamaster i Speedmaster
Cena: 20.000 zł - 40.000 zł
To oficjalny zegarek Jamesa Bonda, nosił go Pierce Brosnan od “GoldenEye” aż po “No Time To Die” z Danielem Craigiem. Omega popisowo zadbała o swój filmowy marketing, który był zarówno wyrazisty i trafiony, jak i nienachalny. Ten zegarek po prostu pasował do Bonda i dlatego podoba się tak wielu mężczyznom. Ale to nie jedyny argument sprzedażowy, bo przecież Speedmaster poleciał kilka razy na księżyc (pierwszy raz w 1969 r.) i to nie była akcja reklamowa. NASA autentycznie szukała najlepszego zegarka dla kosmonautów i po serii testów wybrała Omegę. Oczywiście firma do dziś odwołuje się do tego w reklamach. I choć Omega nie była ani pierwszym, ani jedynym zegarkiem w kosmosie, to potrafi o tym mówić najgłośniej ze wszystkich.
I chwała im za to, bo dobrze jest mieć zegarek, za którym stoi konkretna historia. Oprócz niej dostajemy oczywiście bardzo dobry mechanizm i doskonale wykończony produkt. Mi szczególnie podoba się linia Seamaster Professional, czyli klasyczny diver (zwłaszcza ten z białą tarczą) oraz Speedmaster z funkcją stopera. Choć jakość ich bransolety jest znacznie wyższa niż tej od Seiko, to pewnie bym je sobie przełożył na ten sam pasek nato, zwłaszcza dwukolorowy. To co mi się mniej podoba w tych Omegach, to że firma kombinuje z wyglądem wskazówek, tak trochę na siłę je zmieniając. Dlatego tym bardziej poszedłbym w klasyczny wygląd i trzymał się regularnych edycji.
IWC: Ingenieur i seria Pilot's Watch
Cena: 20.000 zł - 40.000 zł
Jeśli chcesz mieć bardzo dobry zegarek, który nie będzie przyciągał przypadkowych spojrzeń, to IWC będzie doskonałym wyborem. Firma ma bogate dziedzictwo, wywodzące się z militarnych tool watchy, czyli zegarków, które miały być faktycznie używane w konkretnym celu, a nie jedynie ładnie wyglądać.
IWC Pilot’s Watch to linia dla pilotów, których używali m.in. w brytyjskim Royal Air Force po II wojnie światowej oraz w amerykańskim TOP GUN. IWC ma kilka różnych modeli dedykowanych pilotom, ale te podobają mi się najbardziej z uwagi na czytelną i prostą tarczę, bez wielu komplikacji.
Z kolei Ingenieur został stworzony z myślą o ludziach, którzy na co dzień pracują w miejscach, gdzie jest silne pole magnetyczne, które może zakłócić działanie mechanizmu. Mowa o inżynierach, lekarzach czy naukowcach. Ingenieur zadebiutował już w 1954 roku jako pierwszy zegarek antymagnetyczny firmy IWC przeznaczony dla cywilów. W latach 70. przeprojektował go sam Gérald Genta, czyli autor tak ikonicznych modeli jak Royal Oak od Audemars Piguet czy Nautilus od Patek Philippe. Ingenieur powrócił w 2023 roku z nowoczesną reinterpretacją kultowego modelu, a promował go Brad Pitt w filmie F1. Oba te modele to bardzo dobry wybór dla kogoś, kto interesuje się zegarkami od strony historycznej i technologicznej.
Rolex - GMT Master II
Cena: 52.000 zł - 237.000 zł
Rolex spełnia wszystkie warunki marki luksusowej: powszechna rozpoznawalność, niska dostępność i wysoka jakość produktów. I oczywiście wzbudza dyskusje, jeśli nie kontrowersje, ale o to tu też chodzi. Rolex to jedna z najważniejszych firm ze świata zegarków i jest bardzo mądrze prowadzona od strony biznesowej. Poświęciłem jej oddzielne wydanie: 5 lekcji z historii firmy Rolex, a mi szczególnie podoba się to, że firma wprowadza minimalne zmiany w swoich głównych liniach. Ulepsza je, ale ich nie psuje - a to naprawdę nie jest łatwe.
Gdybym miał dla siebie wybrać dowolny model Rolexa to bez wahania wskazałbym na GMT Master II na stalowej bransolecie Jubilee i z czarno-niebieskim bezelem. Czyli potocznie Batgirl. Taka wersja kosztuje katalogowo ok 52.000 (co za przypadek :), ale przy odrobinie fantazji i różowego złota spokojnie zrobimy konfigurację pod ćwierć miliona. Tutaj warto mieć z tyłu głowy, że Rolex mocno kontroluje podaż swoich zegarków i bardzo trudno jest je kupić wchodząc z ulicy do salonu. Dlatego ceny na rynku wtórym są istotnie wyższe.
Na koniec dla odmiany opowiem o zegarku, którego bym NIE kupił, ale dobrze, że jest:
Royal Pop, czyli marketing lepszy niż produkt
Artykuł poświęcony zegarkom chciałem napisać już jakiś czas temu, ale finalnie zmotywowała mnie do tego premiera Royal Pop. To nowy zegarek, który powstał w wyniku współpracy marek Audemars Piguet i Swatch. Informacja o nim przebiła się do masowych mediów, ponieważ pod sklepami w różnych miejscach świata ustawiły się długie kolejki. Głównie składały się one z fliperów, czyli osób, które liczyły na to, że szybko odsprzedadzą go znacznie drożej w Internecie. Swatch popsuł im ten biznes, bo nie dość, że w trosce o bezpieczeństwo nie otworzył wielu swoich sklepów, to jeszcze zapowiedział, że kolekcja będzie masową produkcją, a nie limitowaną edycją.
Co ciekawe, Royal Pop to nie jest klasyczny zegarek na rękę, ale coś na wzór kieszonkowego, w formie przywieszki. Można go przyczepić do kluczy, albo damskiej torebki i myślę, że zdobędzie klientów. Ja do nich nie będę się zaliczał i za tę kwotę (1660 zł) wolałbym kupić Seiko, Casio albo w ostateczności Omegę MoonSwatch, czyli inny plastikowy zegarek od Swatcha. Niemniej jest to bardzo dobry ruch marketingowy i stawiam, że pozytywnie wpłynie na całą branżę.
Chciałbym, aby klasyczne zegarki wróciły do łask i myślę, że są one doskonałym produktem dla osób, które czują przesyt bycia stale online. Nie podoba mi się, że sportowe opaski i smartwatche zbierają dane o naszym zdrowiu i aktywnościach, które w pewnym momencie zostaną hurtowo komuś sprzedane. Wiem, że taka opinia może się dziś wydawać na wyrost, ale myślę, że za kilka lat stanie się realnym problemem.
A tak prywatnie…
Dosłownie wczoraj wróciłem z Gdańska z konferencji Infoshare, na której miałem okazję wystąpić na scenie i porozmawiać w kuluarach z kilkunastoma Czytelniczkami i Czytelnikami 52Notatki. Przyznam szczerze, że nie sądziłem, że aż tylu z Was pojawi się na tym wydarzeniu. Zwłaszcza że jest ono dość techniczne i spoza mojej domyślnej branży jaką są finanse. Bardzo Wam dziękuję, że przyszliście!
Doszedłem do wniosku, że najwyższa pora, abyśmy zaczęli na poważnie myśleć o dedykowanym spotkaniu dla nas. Przyszło mi to do głowy, gdy po moim wykładzie zobaczyłem kolejkę na około 30 osób, które chciały zamienić ze mną słowo. Podejrzewam, że mogło być więcej takich osób, ale raz, że warunki do rozmowy nie były idealne, a dwa, że w tym samym czasie trwały inne ciekawe wykłady. Co więcej, finalnie i tak nie udało mi się zamienić z każdym słowa, bo po prostu zabrakło nam już czasu.
Dlatego mój pomysł jest taki, żeby przy okazji mojego następnego wystąpienia spróbować zorganizować dla nas dodatkowe spotkanie. Gdzieś w oddzielnej sali, poza oficjalną agendą i tylko dla osób czytających 52Notatki. Wtedy ja mógłbym wyjść z jakimś tematem do Was oraz odpowiedzieć na żywo na Wasze pytania. A przy okazji lepiej się poznać, porobić wspólne zdjęcia i porozmawiać z dala od tłumów.
To dopiero zarys formuły, ale jak dla mnie już brzmi obiecująco :) Mam w kalendarzu dwie duże konferencje, na których planowałem się pojawić na jesień tego roku i wiosnę przyszłego. Najpierw porozmawiam z organizatorami w sprawie dodatkowej sali, żeby sprawdzić czy to technicznie jest możliwe. Ale dajcie mi proszę znać mailowo już dziś czy taka formuła jest dla Was atrakcyjna i jakie macie sugestie co do przebiegu spotkania.
A co do Infoshare, to chętnie wrócę na tę scenę za rok, ale będę wnioskował o 2x większą salę i więcej czasu na wystąpienie :)
Post scriptum: Przedsprzedaż 52Notatki Sezon 4 już się zakończyła, ale książki nadal zawierają bonusy (oprócz numeracji, bo pierwszy tysiąc już się rozszedł). Dostępny jest zarówno najnowszy Sezon, jak i wszystkie pozostałe. Po szczegóły zapraszam tutaj:
🤫






