Jak i w co będę inwestował w 2026 roku
Sygnał przypominający
Jak co roku poświęcam jedno wydanie 52Notatki, aby napisać trochę więcej o tym, w jaki sposób inwestuję. Na wstępie uprzedzam, że u mnie niewiele się zmienia w tym temacie, a ten artykuł nie zawiera żadnych porad inwestycyjnych.
Ruszajmy!
Jak i w co będę inwestował w 2026 roku
Jeśli czytacie 52Notatki od samego początku to wiecie, że pieniądze mojej rodziny inwestuję na zasadzie sztangi (z ang. Barbell Investment Strategy). Aby ją dobrze zrozumieć, najpierw przypomnę, jak wygląda tradycyjna metoda alokacji aktywów. Mówiąc najprościej, polega ona na tym, że najwięcej środków inwestujemy w to, co najbezpieczniejsze. Potem im więcej mamy pieniędzy, tym stopniowo wchodzimy w coraz bardziej ryzykowne aktywa. Dobrze to widać na tej grafice:
Zgodnie z tą teorią, alokację naszego majątku zaczynamy w lewym dolnym rogu i stopniowo wspinamy się w prawo. Finalny kształt naszego portfela będzie zależał od tego, jak dużo mamy gotówki oraz jaki poziom ryzyka jesteśmy w stanie zaakceptować.
W finansach ryzyko najczęściej mierzymy poprzez zmienność, czyli odchylenie standardowe. Inwestorzy oczekują rekompensaty za wyższe ryzyko w postaci wyższych stóp zwrotu. Oczywiście jest tu sporo niuansów oraz skomplikowanych wzorów matematycznych, ale w uproszczeniu tak działa tradycyjna metoda alokacji aktywów. W oparciu o nią banki, domy maklerskie i inne instytucje finansowe tworzą kilka portfeli modelowych, które potem dopasowują do swoich klientów. A mówiąc dokładniej: do ich profilu ryzyka, na który wpływa też ich wiek i doświadczenie.
Tak stworzone portfele modelowe mają sens, ale ja widzę tu trzy problemy:
Pierwszy: w ten sposób trudno jest się dorobić istotnych zysków, ponieważ w ryzykowne aktywa mamy ulokowaną tylko niewielką część portfela. Czyli nawet jeśli wypracujemy tam duży zwrot rzędu 100%, to w skali naszego majątku nie będzie on wiele znaczył.
Drugi: aby w pełni poprawnie ułożyć portfel w ten sposób, to musimy poznać niemal każdą klasę aktywów. Będzie nas to kosztowało czas i sprawi, że nasz portfel będzie skomplikowany. Tu z pomocą przychodzą bankowe usługi doradztwa, które ściągają z nas ten problem w zamian za opłatę i/lub zawężenie oferty tylko do produktów dostępnych w danej firmie. Coś za coś.
Trzeci - ludzie idą na skróty i albo zatrzymują się na poziomie lokat i nieruchomości, albo przeważają ryzykowne aktywa w portfelu, licząc na duży zysk. Spotkałem się z tym pracując w banku, gdzie klienci, zamiast działać zgodnie ze strategią portfelową dopasowaną do ich profilu ryzyka, to woleli sami zwiększyć część ryzykowną. Skutkowało to tym, że nie byli w stanie wytrzymać zmienności rynkowej i wychodzili na stracie. Albo trzymali się wyłącznie części bezpiecznej, w efekcie realnie wszystkie ich zyski zjadała inflacja. Tak źle i tak niedobrze.
Zaraz napiszę jak ja sobie z tym poradziłem, ale najpierw wyskoczmy na chwilę do salonu samochodowego. Ostatnio często w nich bywam, bo próbuję wreszcie się przesiąść do nowego auta, ale o tym napiszę na końcu tego wydania :)
Dla każdego coś innego
Z wyborem strategii inwestycyjnej jest jak z zakupem samochodu.
Każdy ma inne potrzeby i inne możliwości. To dlatego na rynku mamy zarówno małe dwuosobowe kabriolety w stylu Mazdy MX-5 i Porsche Boxster, średniej wielkości sedany w stylu VW Passata i Toyoty Camry, jak i duże SUVy, takie jak Mazda CX-80 czy Mercedes GLS.
Wybór jest szeroki i dla każdego znajdzie się coś innego. Nawet jeśli podobają nam się te największe auta, to nie znaczy, że na pewno będą dla nas najlepszym wyborem. Duże 7-osobowe SUVy z dieslem mogą być męczące, gdy często musimy parkować na mieście i jeździmy głównie samemu na krótkie dystanse. Z kolei sportowe wozy są fajne, ale nie w długie trasy ani gdy chcemy przewieźć coś większego niż mała walizka. A czasem lepszym wyborem od auta będzie komunikacja miejska, pociąg lub samolot.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś próbuje nam wmówić, że jeden środek transportu jest najlepszy ze wszystkich. Że każdy powinien jeździć rowerem, elektrykiem albo autem tylko jednej marki. Może i dla niego to jest najlepszy wybór, ale nie dla wszystkich.
Dokładnie tak samo jest z inwestowaniem - nie ma jednej metody, która pasuje absolutnie każdemu. Musimy wiedzieć, czego dokładnie oczekujemy, jakie mamy możliwości finansowe oraz jak wiele czasu jesteśmy w stanie poświęcić na naukę i pilnowanie naszych inwestycji. To są trzy ważne punkty, bez których bardzo trudno jest z sukcesem inwestować.
W moim przypadku znam dobrze odpowiedzi na te pytania. I tu dochodzimy do tego, dlaczego wybrałem…
Inwestowanie w sztangę
Ta strategia polega na alokacji kapitału głównie w dwa skrajne typy aktywów: bardzo bezpieczne i bardzo ryzykowne, pomijając te o średnim poziomie ryzyka. Tak to wygląda na grafice:
Rolę bezpiecznych aktywów odgrywają u mnie przede wszystkim nieruchomości i obligacje skarbowe. Na lokatach staram się trzymać jak najmniej pieniędzy, bo dużo lepszym rozwiązaniem są 10-letnie obligacje EDO. Z kolei w nieruchomości inwestuję tylko na potrzeby mieszkaniowe mojej rodziny oraz za pośrednictwem instrumentów REIT, które alokują kapitał w zagranicznych nieruchomościach komercyjnych. Stali Czytelnicy wiedzą, że chciałbym mieć małe mieszkanie gdzieś w Hongkongu lub Kioto, ale tym tematem planuję się zająć za 2,5 roku.
Ryzykowna część mojego portfela to przede wszystkim akcje, głównie kupowane w formie ETFów. Mam ich kilka, ale największe pozycje, do których regularnie dopłacam, to ETF Vanguard S&P 500 UCITS (VUAA) i Vanguard FTSE All-World UCITS (VWRA) - oba akumulujące i w dolarach. Mam też kilkadziesiąt spółek, które dobrałem ręcznie, bo ich udział jest za niski w funduszach indeksowych i chcę ich mieć więcej (głównie technologicznych). Oddzielnie prowadzę portfel dywidendowy. Jego rolą jest budowanie wzrostu poprzez regularnie podnoszone i reinwestowane dywidendy, które w dalszej przyszłości będę po prostu wydawał. Dzięki temu będę mógł finansować życie z aktywów bez pozbywania się ich.
Z biegiem lat coraz bardziej zwiększam swoją pozycję w największych światowych spółkach, czyli w podmiotach z krajów rozwiniętych, głównie z USA. Dzieje się tak siłą rzeczy, bo ten rynek wybitnie dobrze dawał zarobić w minionych latach:

Jestem zdania, że portfel inwestycyjny w pierwszej kolejności należy konstruować z największych i najpopularniejszych klas aktywów, a nie szukać spółek o ukrytym przed światem potencjale. To trochę tak, jakby Twoim zadaniem było zebranie najlepszej drużyny piłkarskiej. Czy brałbyś Messiego i Ronaldo, czy może szukał przyszłych gwiazd wśród trzecioligowych klubów? Jeśli ktoś się uważa za wybitnego selekcjonera (spółek i piłkarzy) to może próbować, ale pytanie czy chcesz być pełnoetatowym inwestorem? Ja kiedyś byłem, ale teraz już nie chcę :)
Dlatego obecnie staram się poświęcać jak najmniej czasu na inwestowanie i zautomatyzować jak najwięcej procesów z nim związanych. W tym coraz bardziej pomaga mi sztuczna inteligencja. Zamiast szukać okazji w nowych i przełomowy wydarzeniach, staram się inwestować w to, co niezmienne. Jak i dlaczego to robię, pisałem tutaj. Czas, który w ten sposób zaoszczędzę, wolę przeznaczyć na coś, co oprócz pieniędzy przyniesie dodatkową wartość mi i innym.
Chcę mieć mniej majątku w złotym i w pieniądzach
Udział polskich akcji w moim portfelu jest taki sam, jak udział polskiej giełdy w skali świata - czyli nieistotny. Nadal procentowo mam za dużo złotego w portfelu, zwłaszcza że od jego kursu zależy wartość moich obligacji i nieruchomości. Dlatego staram się rozpraszać swoje ryzyko walutowe, inwestując w zagraniczne akcje, denominowane w ich lokalnej walucie. Bardzo mi w tym pomaga silny polski złoty, dzięki któremu mogę kupić więcej taniejącego dolara, jena czy innych walut.
Część ludzi uważa na odwrót, że dopóki trzymają się swojej krajowej waluty, to nie mają ryzyka walutowego i że pojawi się ono dopiero, gdy kupią dolara czy euro. Kiedyś napiszę o tym oddzielny artykuł i dam mu tytuł: “Dlaczego ogon macha psem“.
Co do walut, to chciałbym podkreślić, że nadal trzymam się zasady, aby jak najmniej majątku trzymać w pieniądzach. Szczegółowo ją opisywałem w tym artykule: Gdzie trzymać duże oszczędności i dlaczego nie w pieniądzach.
Na tym etapie pewnie pojawi się bardzo słuszne pytanie:
Jak podzielić wagę klas aktywów?
Czy na naszą sztangę mamy zakładać po równo 50% w bezpieczne aktywa i 50% w ryzykowne? A może 70% w bezpieczne, a 30% w skrajne ryzykowne? Jest kilka kombinacji i każdy musi odnaleźć tę, która jest dla niego odpowiednia. Uprzedzam, że ta wartość będzie się zmieniać wraz z naszym wiekiem oraz poziomem zarobków i wydatków.
Znam inwestorów, którzy lokują 90% w bezpieczne aktywa (gotówka, nieruchomości, obligacje), a 10% zamieniają na krypto lub agresywnie spekulują na akcjach. Ma to dla nich sens, bo nawet jeśli stracą absolutnie wszystko, to będzie to tylko 10% ich portfela. Znam też takich, którym wystarczy 20-50% portfela ulokowanego bezpiecznie, a resztę przeznaczają na akcje i inne ryzykowne aktywa. Wszystko zależy od człowieka oraz jego specyficznej sytuacji.
Stara zasada mówi, że im jesteś młodszy, tym na większe ryzyko możesz sobie pozwolić. To dlatego, że obracasz wtedy niedużymi kwotami i nie masz jeszcze zobowiązań finansowych i rodzinnych. Masz przed sobą wiele lat na naukę i odrobienie ewentualnych strat. Z kolei wraz z wiekiem nasz apetyt na ryzyko raczej spada i idziemy w kierunku bezpiecznych rozwiązań, aby chronić wypracowane dotąd zyski. Niemniej, ponownie podkreślę: wybór należy do każdego indywidualnie.

Jakie są plusy strategii sztangi?
Jest ich całkiem sporo:
Przede wszystkim nie rozdrabniamy naszych pieniędzy na wszystkie możliwe klasy aktywów.
Nie musimy uczyć się wielu różnych instrumentów finansowych i poznajemy dobrze te, które są dla nas najważniejsze.
Gdy na rynek przychodzą duże spadki - takie jak ostatnio w kwietniu 2025 - to bezpieczna część portfela amortyzuje nasz wynik.
Dzięki istotnej alokacji w ryzykowne aktywa i koncentracji naszej wiedzy, możemy odnotować istotne wzrosty.
Dla jasności dodam, że częścią ryzykowną nie muszą być tylko akcje. Mogą to być też kryptoaktywa, własny biznes czy jakieś inwestycje alternatywne, o ile posiadamy specjalistyczną wiedzę na ich temat.
Od lat powtarzam, że jeszcze nigdy dotąd inwestowanie nie było tak proste, tanie i powszechnie dostępne. Dziś można zacząć już z niskim kapitałem, dostęp do globalnych akcji dostaniemy w pierwszym lepszym biurze maklerskim, a koszty transakcyjne są bardzo niskie. Warto z tego skorzystać.
Następne kroki:
Przed rokiem o tej porze pisałem, że to najlepszy czas, aby zapędzić pieniądze do pracy. Sprawdź czy moje przewidywania się sprawdziły i w co wtedy inwestowałem.
Tak, jak już kiedyś pisałem, finanse osobiste nie muszą być racjonalne. A wręcz nie powinny być. Wzory, reguły i zasady, które dobrze sprawdzają się w zarządzaniu finansami przedsiębiorstw czy prowadzeniu funduszy inwestycyjnych, często są bezużyteczne lub nawet szkodliwe, gdy mówimy o inwestowaniu na własny rachunek.
W świecie motoryzacji dość często droższe auto, to lepsze auto. W inwestowaniu jest na odwrót - drogie produkty finansowe najczęściej są przekomplikowane i wcale nie gwarantują wyższej stopy zwrotu niż rynkowa.
Finansowe tabu w małżeństwie to artykuł, do którego warto wrócić przy okazji rozmów o finansach. Ponoć wywołuje gorące dyskusje w domu :)
Dla jasności: nie mam żadnego interesu w tym, aby przekonywać Cię do mojego podejścia do inwestowania. Nie doradzam w co inwestować i nie polecam żadnego konta maklerskiego, banku ani konkretnych spółek. Rób, jak Ty uważasz za słuszne i nie sugeruj się mną. Tym bardziej jeśli jesteś w zupełnie innej sytuacji życiowej niż ja.
52Wydania temu
To sekcja, w której przypominam wydania 52Notatki, które opublikowałem równo rok, dwa, trzy i cztery lata temu. Wpadłem na ten pomysł pisząc swój dziennik 5-letni, w którym widzę ten sam dzień na kilka lat do tyłu - i dużo na tym korzystam.
9 kroków, aby mocno zacząć rok i utrzymanie zamiast zmiany - połowa stycznia to doskonały czas, aby odświeżyć sobie ten wpis.
3 modele mentalne, które pomogą Ci w tym roku i edukacja domowa - ja stosuję je do dziś, zwłaszcza “brak urlopów na żądanie”. Co do edukacji domowej, to po kilku latach wróciliśmy do tradycyjnej szkoły i jest… ciekawie :)
Najważniejsza rzecz do zrobienia w styczniu - to wydanie ma już trzy lata, ale do dziś ma największą liczbę polubień ze wszystkich. Przyznam, że do końca nie wiem dlaczego, bo to nie jest najlepsze wydanie ever :)
Stablecoiny, sztuka eliminacji i antybiblioteka - to drugie wydanie 52Notatki w historii i sam się dziwię, jak wiele z tych treści nadal jest aktualne. I bardzo mnie to cieszy, a mój stos książek rośnie i to bez grama wstydu (pierwszy Sezon nie jest już dostępny online).
Zazwyczaj w tym punkcie przypominam, że 52Notatki można też czytać wygodnie w formie książki wzbogaconej o dodatkowe materiały bonusowe. Ale obecnie nie można, bo wszystkie się wyprzedały - dam znać, jak zrobię dodruk!
A tak prywatnie…
Miesiąc temu miałem bliskie spotkanie z sarną.
Stała na drodze na przeciwległym pasie i wpatrywała się we mnie. Nie wiem od jak długiego czasu mnie widziała, ale gdy ja ją zobaczyłem, to było już za późno na reakcję. Gdyby ruszyła się o chociaż metr do przodu, to weszłaby na mój pas ruchu i bym w nią wjechał. Biorąc pod uwagę jej rozmiar i dość niskie zawieszenie mojego sedana, po uderzeniu pewnie wpadłaby mi przez przednią szybę do auta.
Całe szczęście sarna nawet nie drgnęła, gdy ją miałem i tylko odprowadziła mnie ruchem głowy. Dlaczego zauważyłem ją o wiele za późno? Jechałem ciemnym odcinkiem drogi, a reflektory w moim aucie są starego typu i świecą do przodu i w prawo. A nie na przeciwległy pas, jak te nowe LEDy i matrixy.
Nie jestem przesądny, ale stwierdziłem, że opatrzność właśnie dała mi stanowczy sygnał, że najwyższa pora, abym zmienił auto na nowe. Zwłaszcza że kilka razy w tygodniu jeżdżę trasą, na której łatwo o dziką zwierzynę. Już dawno pisałem, że zużyłem 99% mojego szczęścia, ale widać jeszcze trochę mi go zostało :)
A 3 dni temu dostałem sygnał przypominający.
Wczesnym rankiem miałem zawieźć syna do szkoły. Nie ma daleko, ale za oknem było jeszcze ciemno a na termometrze minus 10 stopni. Auto odpaliło bez żadnego problemu, ale nie mogło ruszyć z miejsca. Przedni napęd to słaba opcja, gdy od kilku dni sypie śnieg. Po kilku próbach daliśmy za wygraną i poszliśmy na piechotę.
Postanowiłem sobie, że nie będę dalej kusić losu i kupię nowe auto. Pewnie wybiorę średniej wielkości SUV, aby siedzieć wyżej, mieć większy prześwit i napęd 4x4. I doposażę go w najlepsze światła jakie tylko będą w ofercie.
O zmianie auta myślę już od wakacji, kiedy mój przebieg przekroczył 210.000 km. Wstrzymywałem się, bo dotąd nie miałem żadnych problemów z samochodem, a sytuacja na rynku coraz bardziej sprzyja kupującym. Nasila się wojna cenowa wywołana przez Chińczyków, koszty finansowania tanieją z uwagi na malejące stopy procentowe, a spadki cen nowych modeli wymuszają też przeceny młodych aut używanych. Generalnie jest w czym wybierać. Dlatego jeśli też planujesz zmienić samochód na nowy, to warto się teraz rozejrzeć :)
Post scriptum: Dziękuję za pozytywne komentarze po zeszłotygodniowym wydaniu! Bardzo się cieszę, że tak dużo osób chce tworzyć w Internecie. W dzisiejszej “cichej sekcji“ mówię o jednym kluczowym niuansie, na który wtedy zabrakło mi miejsca. Jeśli nie chcesz, aby ta sekcja Cię ominęła za tydzień, to zapisz się na mój newsletter w formie mailowej:
🤫




