Dlaczego Odyseusz trafił do piekła, czyli najważniejsza lekcja, jaką dała mi Odyseja
Ten, który wywołał gniew
Dziś najpierw odwiedzam grecką edycję “Love Island”, potem płynę w 10-letnią odyseję, a na końcu schodzę do piekła Dantego. Jeśli ktoś jest chętny pójść ze mną, to zapraszam. Ruszajmy!
Dlaczego Odyseusz trafił do piekła, czyli najważniejsza lekcja, jaką dała mi “Odyseja”
Ponad 2700 lat - tyle minęło od napisania “Iliady” i “Odysei”. To tak absurdalna ilość czasu, że aż trudno ogarnąć, jak wiele rzeczy wydarzyło się od VIII w p.n.e. Co takiego jest w tych dwóch dziełach, że ludzie nie pozwolili o nich zapomnieć kolejnym pokoleniom?
Postanowiłem to sprawdzić i przeczytać “Odyseję”, zanim zobaczę jej filmową interpretację w reżyserii Christophera Nolana, która niedawno weszła do kin. Bilety do IMAX-a mam kupione dopiero na początek sierpnia, więc czasu jest dość.
Ważna sprawa dla porządku: “Iliada” i “Odyseja” zostały napisane przez Homera, który w teorii był greckim poetą, a w praktyce nikt nic o nim nie wie. Czy to jedna osoba, zespół ludzi i czy w ogóle istniał - nie wiadomo. Ani współcześni historycy, ani starożytni Grecy nie mają tu pewności. Szukając informacji na ten temat trafiłem na książkę Samuela Butlera z 1897 roku zatytułowaną “Autorki Odysei” (tu ją można przeczytać). Autor przekonuje w niej, że tylko kobieta mogła w taki sposób i z tej perspektywy opisać “Odyseję”. Chyba nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę, więc zostawmy to historykom.

Kluczowa jest tu chronologia: “Iliadę” czyta się jako pierwszą i wbrew powszechnej opinii nie jest to historia wojny trojańskiej. Opowiada ona tylko o kilkudziesięciu dniach ostatniego roku tego konfliktu. Zaczyna się od momentu, gdy Achilles obraził się na Agamemnona i wycofał się z pola bitwy. To ważne wydarzenie, bo to trochę tak, jakby Cristiano Ronaldo strzelił focha w środku meczu, zszedł do szatni i powiedział reszcie drużyny, że teraz to kopią piłkę bez niego.
Odejście Achillesa oznaczało, że Grecy stracili swojego najlepszego wojownika. Ich sytuacja na polu bitwy szybko zaczęła się pogarszać na korzyść Troi. A pamiętajmy, że mówimy już o 10. roku wojny, więc po tylu latach zapewne każdy żołnierz miał już serdecznie dość tego konfliktu. Zanim przejdziemy do Odyseusza, który zresztą pomógł przekonać Achillesa do udziału w tej wojnie, to warto powiedzieć, dlaczego on się obraził. I tu dochodzimy do kluczowej zasady, która jest obecna przez całą “Iliadę” i “Odyseję”: jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kobiety. A raczej o mężczyzn, którzy robili absurdalne rzeczy, aby je zdobyć.
Pretekstem do wybuchu wojny trojańskiej było to, że książę Parys postanowił porwać Helenę. Miał pecha, bo jej mąż, Menelaos, postanowił za wszelką cenę ją odbić. A że jego bratem był Agamemnon, człowiek o głębokich kieszeniach, szerokich znajomościach i apetycie na większa władzę, to razem ruszyli na Troję. Dołączył do nich Achilles, który wprawdzie nie interesował się żoną kolegi, ale za to widział w tej wojnie okazję do przypisania sławy swojemu imieniu.
Problem pojawił się, gdy Agamemnon też porwał dla siebie kobietę, która była córką kapłana boga Apolla. Ten natychmiast poskarżył się swojemu bogowi, który postanowił nie bawić się w półśrodki i zesłał śmiertelną plagę na grecką armię. Można ją porównać do epidemii dżumy lub czerwonki. Najpierw zaczęły im umierać psy i muły pociągowe, a potem greccy wojownicy, których palono na stosach.
Przez 10 dni Agamemnon szedł w zaparte i nic sobie nie robił z tego, że jego armia wymiera. Do rozsądku przemówił mu dopiero Achilles, który przycisnął go na tyle, że wreszcie zdecydował się oddać córkę kapłana i przeprosić Apolla. Czy w tym momencie Agamemnon zmądrzał i skupił się na oblężeniu Troi? Oczywiście, że nie, bo teraz wpadła mu w oko inna kobieta - ta, którą Achilles wziął ze sobą na wojnę! I ponownie po prostu odebrał mu ją siłą, nie pytając nikogo o zdanie. Nie przejął się też tym, że z tego powodu Achilles obraził się tak bardzo, że opuścił pole walki, po drodze modląc się, żeby Grecy jednak przegrali, bo wtedy zrozumieją, jak wiele stracili bez niego. To dopiero sam początek “Iliady”, a reszta brzmi jak jakaś starożytna edycja:
“Love Island. Wyspa miłości”
“Iliada” i “Odyseja” są pełne absurdalnych rzeczy, jakie faceci robią dla zdobycia kobiet, które wpadły im w oko. Przy czym słowo “zdobycia” należy traktować dosłownie, bo rzadko były to romantyczne akcje w stylu domu pełnego kwiatów czy kolacji przy świecach. Prędzej wywoływanie wojen, porwania, mordowania kolegów i członków rodziny oraz kłócenia się z bogami. Mam wrażenie, że w starożytnej Grecji trwał konkurs na to, kto zrobi coś głupszego z powodu kobiety. Moim faworytem był Agamemnon, który nie dość, że nie był zbyt wiernym mężem w trakcie wojny trojańskiej, to jeszcze po jej wygraniu przywiózł sobie do domu nową dziewczynę. Musiał totalnie stracić kontakt z bazą, bo myślał, że jego żona nie będzie mieć z tym problemu. A ta ucieszyła się tak bardzo, że już pierwszego dnia zabiła go mieczem podczas kąpieli. A zaraz potem to samo zrobiła z jego kochanką. Brawo.
Co ciekawe, kobieta, z którą Agamemnon wrócił do domu, miała na imię Kasandra. Tak, to dokładnie ta Kasandra, która dziś jest symbolem katastroficznych prognoz, w które nikt nie wierzy. Jak to się stało, że dostała taki niewygodny dar? Otóż była siostrą tego księcia, który porwał dla siebie Helenę. Już wtedy miała dar jasnowidzenia i wiedziała, że to działanie ściągnie na nich wojnę i same nieszczęścia. Niestety klątwa sprawiała, że nikt jej nie uwierzył. A gdy Troja wreszcie upadła, zdobyta dzięki podstępowi Odyseusza, to Kasandra trafiła do niewoli.
Dar jasnowidzenia dostała jeszcze w młodości, od zakochanego w niej Apolla. Ten grecki bóg nie wziął jej sobie siłą (co za gentleman!), tylko postanowił dać jej zdolność jasnowidzenia jako coś w rodzaju prezentu zaręczynowego. Cóż… oryginalny prezent, widać, że Apollo miał fantazję. Jednak Kasandra nie chciała z nim być, choć sam podarunek bardzo jej się spodobał. Urażony bóg nie zabrał jej zdolności jasnowidzenia, ale narzucił klątwę, że choć jej wizje będą prawdziwe, to nikt nie będzie w nie wierzył. OK, zostawmy już greckie “Love Island”, bo pora ruszyć…
Spod Troi do piekła Dantego
“Odyseja” to jakby sequel do “Iliady”, jej akcja dzieje się zaraz po niej. Przeplatają się tam 3 główne watki:
Pierwszy: długa wędrówka Odyseusza spod Troi do domu, która zamiast trwać tygodnie, to zajęła mu kolejną dekadę. Oczywiście po powrocie miał dużo wymówek, że to nie jego wina, ale prawda jest zupełnie inna - o czym za chwilę.
Drugi: losy jego wiernej żony Penelopy, która w tym czasie została panią domu i musi bronić się przed “zalotami” blisko setki facetów, którzy zamieszkali w jej domu (starożytni Grecy to byli wariaci).
Trzeci: życie Telemacha, syna Odyseusza i Penelopy, który wychowuje się bez ojca i musi się odnaleźć w tej dziwnej dla niego (i czytelników) sytuacji.
Na pierwszy rzut oka Odyseusz może się wydawać pozytywnym bohaterem. Dzięki jego pomysłowi z koniem trojańskim zakończono wreszcie wojnę, a on w nagrodę chciał po prostu wrócić do domu do żony i syna. Po drodze przebiegli wrogowie i nieprzychylni bogowie ciągle rzucali mu kłody pod nogi, więc Odyseusz może wyglądać jak ofiara tego konfliktu. Jednak im bardziej będziemy się wgryzać w “Odyseję”, tym bardziej będzie widać, że wszystko to było konsekwencją błędów, jakie sam popełnił. Dziś imię “Odyseusz” kojarzy się z podróżnikiem, ale wywodzi się z greckiego οδυσσαμενος, co oznacza znienawidzony; ten, który wywołał gniew.
Rzymski poeta Wergiliusz, pokazywał Odyseusza jako człowieka podstępnego i kłamliwego. Taki negatywny wizerunek pojawił się też w kilku greckich tragediach. Ale najbardziej bezlitosny był Dante, który w “Boskiej komedii” umieścił Odyseusza w piekle, bo uznał go za symbol oszustwa. Sprawdziłem z ciekawości i jest to ósmy krąg piekła, przeznaczony dla ludzi podstępnych, którzy używają swojego intelektu w sposób nieuczciwy. Według Dantego, spryt bez etycznych granic staje się grzechem, za który należy się kara.
Choć sam cel Odyseusza był dobry (powrót do domu i rodziny), to działania jakie podjął były niemoralne, a jego spryt nie miał etycznych granic. Chodzi tu zwłaszcza o fortel z koniem trojańskim, sytuację z cyklopem i krwawy sposób, w jaki zaprowadził porządek w swoim domu. To kolejny dowód na to, że cel jednak NIE uświęca środków.

Najważniejsza lekcja, jaką dała mi “Odyseja”
Początkowo chciałem wymienić je wszystkie, bo z tej opowieści można wyciągnąć sporo nauki. Finalnie postanowiłem zrobić to trudniej i wybrać tylko jedną lekcję, ale taką, która faktycznie jest dla mnie najbardziej cenna i użyteczna.
Jest ona związana z wydarzeniami z początku podróży Odyseusza z Troi do domu, gdy wraz z załogą trafia na wyspę zamieszkaną przez cyklopy. Znajduje tam jaskinię pełną jedzenia: serów, mleka, owiec i kóz. Wszyscy są głodni, więc postanawiają posilić się bez pytania o zgodę gospodarza. Szybko okazuje się, że jest nim jednooki olbrzym, który wcale nie jest zadowolony, że ktoś korzysta z jego zapasów bez pozwolenia.
Zamknął jaskinię kamieniem, uwięził załogę wraz z Odysem i miał w głębokim poważaniu jego opowieści kim on to nie jest i co tam na wojnie nie zdziałał. Co gorsza, zaczął pożerać jego towarzyszy, więc sytuacja szybko zaczęła się robić niebezpieczna. Odyseusz przezornie nie zdradził cyklopowi swojego imienia, tylko powiedział mu, że nazywa się Outis, co z greckiego znaczy Nikt. Poczęstował go mocnym winem, które miał ze sobą i upił go tak bardzo, aż olbrzym stracił czujność i zasnął. To był moment, na który czekał Odyseusz i bezwzględnie go wykorzystał. Oślepił cyklopa, wbijając mu w jedyne oko gruby drewniany kołek, który wcześniej zahartował w ognisku.
Olbrzym wołał na pomoc innych cyklopów, ale zapytany o to, kto go okaleczył, odpowiadał, że “Nikt” - bo takie imię podał mu Odyseusz, który w tym czasie chował się po kątach jaskini. Cyklop usunął głaz i na oślep rękami sprawdzał, czy na zewnątrz wychodzą tylko jego owce i kozy. Odyseusz wraz z załogą podczepili się pod ich brzuchy i w ten sposób uciekli z groty.
Wszystko szło gładko, aż do momentu, gdy znaleźli się na łodziach. Odyseusz poczuł się bezpiecznie i postanowił pochwalić się swoim imieniem, tak aby cyklop wiedział, kto go pokonał. Jednak za ten niepotrzebny akt pychy i arogancji przyszło mu zapłacić wysoką karę. Olbrzym, którego oślepił, był synem Posejdona, czyli jednego z najważniejszych bogów w mitologii greckiej, władcy mórz i oceanów. Znając imię swojego oprawcy, wezwał on swojego ojca i przeklął Odyseusza. Życzył mu śmierci albo chociaż bardzo długiej podróży do domu.
Pycha zawsze kroczy przed upadkiem…
…a wyniosłość ducha przed ruiną. To już nie słowa z “Odysei” Homera, a ze Starego Testamentu. Choć to prawo jest doskonale znane już od starożytności, to do dziś zbiera żniwa.
Pasmo sukcesów sprawia, że człowiek zaczyna uważać się za lepszego, mądrzejszego, a nawet nietykalnego. Przestaje słuchać innych i lekceważy ostrzeżenia, nawet jeśli płyną od bliskich i przyjaciół. Takie przykłady najłatwiej jest znaleźć wśród polityków, którzy oślepieni władzą, zaczynają traktować swoich wyborców jak gorszych i głupszych od siebie. Nadużywają przywilejów dla prywatnych celów, bo wydaje im się, że zdobyli stanowiska na zawsze i nikt ich nigdy nie rozliczy.
To zagrożenie dotyczy wszystkich ludzi, którym udało się wybić ponad przeciętność. Zamiast cieszyć się swoimi sukcesami i korzystać z ich owoców, to zaczynają chwalić się nimi przed ludźmi, dla których los był mniej łaskawy. Publikują w Internecie nagrania, jak pędzą autem 200km/h przez miasto, robią sobie uśmiechnięte zdjęcia z zabitymi zwierzętami albo nachalnie przechwalają się każdym drogim zakupem. Co gorsza, często robią to sami i na własne życzenie, a nie dlatego, że ktoś ich o to zapytał. Są jak Odyseusz, któremu nie wystarczyło to, że uciekł cyklopowi - chciał jeszcze, aby cały świat wiedział, że to właśnie on. Pycha oślepia, a pokora chroni.
Po co?
To pytanie zadaje Marek Aureliusz w swoich “Rozmyślaniach”:
„Jeśli uczyniłeś komuś dobro, które przyniosło korzyść, to po co jeszcze jak głupiec domagasz się trzeciej rzeczy - pochwały za swoją dobroczynność albo nagrody?”
Jeśli udało Ci się dobrze zarobić, to ciesz się i korzystaj z tego, ale chwalenie się tym przed obcymi nie da Ci nic oprócz zaspokojenia próżności. Pycha Odyseusza została ukarana aż dekadą tułaczki do ojczyzny, w trakcie której jego dom był rozkradany, żona cierpiała, a syn dorastał bez ojca. Po co mu to było?
To proste pytanie często może odmienić naszą sytuację. Warto je sobie postawić za każdym razem przed pochwaleniem się w Internecie tym co mamy, jak mieszkamy albo czym się zajmujemy w życiu. Jeśli nie widzimy nic złego w tym, aby mówić o takich rzeczach obcym ludziom, to jest to dla nas sygnał ostrzegawczy, że zaczynamy odklejać się od rzeczywistości. A za to nie ma żadnej nagrody - jest tylko kara.
Przykład Odyseusza pokazuje, jak trudno jest potem naprawić skutki pychy i arogancji. Mimo że później pożałował swoich słów, to musiało upłynąć wiele czasu, zanim zostały mu zapomniane. A w Internecie jak wiemy nic nie ginie, stąd tym bardziej warto zwrócić uwagę, jaki obraz siebie tam kreujemy i po co to robimy. Dla mnie to jest najważniejsza lekcja, jaką każdy może wyciągnąć z “Odysei”.
Następne kroki:
Jeśli planujesz pójść do kina, to warto wcześniej odświeżyć sobie “Odyseję” Homera. Można ją przeczytać (co nie jest łatwe, bo to jest bardziej poemat niż powieść) albo chociaż obejrzeć jakiś dokument na YouTubie. Ja mogę polecić ten - jest ciekawy, powstał 4 lata temu i ma już 8 mln odsłon.
Słyszałem o kontrowersjach jakie wywołuje ekranizacja Nolana. To tematyka, którą omijam szerokim łukiem, o czym pisałem w artykule: “Nie umrę jak Sokrates, czyli obsceniczny Wally”, które jest dołączony do 52Notatki Sezon 4. Zachęcam, aby go sobie odświeżyć przed wdaniem się w podobną dyskusję.
To, że Odyseja ma już 2500 lat, a mimo to opowiada o problemach, które nadal są aktualne, dowodzi temu, jak wiele wiedzy już zgromadziliśmy i jak mało różnimy się od naszych przodków. To jeden z powodów, dla których lubię czytać stare książki. Miejmy tylko z tyłu głowy, że to jest fikcja literacka.
Jeśli dziś w trakcie lektury zastanawiałeś się, czym jest ta “Love Island. Wyspa miłości“, to proszę Cię, nie sprawdzaj tego. Naprawdę nie musisz wiedzieć :)
Jak wprowadziłem filozofię “Die with zero“ do swojego życia
To temat pierwszego materiału wideo, dedykowanego Patronom 52Notatki. Taki wybraliście w ramach ankiety, a ja w ten weekend usiądę do jego przygotowania. Będę się tu opierał na koncepcji znanej z książki Billa Perkinsa “Śmierć z zerem na koncie”. Stoi ona w dużej sprzeczności do filozofii FIRE, której, jak wiecie, jestem zwolennikiem.
Będzie ciekawie - zwłaszcza że oprócz przybliżenia obu koncepcji i ich punktów spornych, opowiem jak ja je zastosowałem w swoim życiu. Czyli co zmieniłem w celach finansowych i sposobie wydawania pieniędzy po tym, jak zacząłem żyć w trybie Barista FIRE.
Jeśli chcecie dołączyć do grona 52Notatki i Przyjaciele to zapraszam na Patronite. Nagranie przygotuję najpóźniej na poniedziałek wieczór (27.07). A jeśli dopiero pierwszy raz o tym słyszysz, to najpierw przeczytaj na spokojnie to wydanie:
Tłumaczę w nim, co chcę dać za pośrednictwem Patronite i po co go uruchamiam. Dodam, że to część szerszego planu, o którym pewnie napiszę na jesień, jeśli starczy mi wydań do końca.
A tak prywatnie…
Po ostatnim wydaniu dostałem od Was ponad 100 maili. Zdecydowana większość z nich dotyczyła tego, o czym pisałem tydzień temu w cichej sekcji, czyli tej części newslettera, którą widać tylko jeśli czytasz go w formie maila. Myślę, że to najlepszy dowód na to, że warto tak robić :)
A dziś publikuję tam jeszcze kilka ważnych lekcji, które można wyciągnąć z “Odysei”. Ta, którą opisałem na samym końcu sprawiła, że sam nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać…
🤫




