Decyzyjna impotencja, dziennik rzeczy trudnych i skutki odroczonych decyzji
Zimowy rozdział
W tym wydaniu podejmujemy ważne decyzje i notujemy trudne rzeczy.
Ruszajmy!
100 dni do końca roku, czyli dziennik rzeczy trudnych
Do końca 2025 roku zostało 100 pełnych dni. Tę datę mam na stałe wbitą w kalendarz, bo zawsze motywuje mnie do działania. Przypomina mi o tym, że choć czas biegnie nieubłaganie, to nadal jest go wystarczająco. Do końca roku zostało nam wszystkim:
100 poranków i 100 nocy.
15 poniedziałków i 15 weekendów.
3 miesiące i łącznie 2400 godzin.
Przez te 100 dni można jeszcze naprawdę dużo zrobić, tylko trzeba zacząć dosłownie TERAZ. Bez szukania innej okrągłej daty czy jakichś wymówek. Zwłaszcza, że z każdym dniem za oknem będzie coraz mniej słońca.
Im gorzej - tym łatwiej?
Wbrew pozorom zimowa aura może stwarzać korzystne warunki do tego, aby bardziej skupić się na swoich celach. Lato i sezon urlopowy już dawno za nami, więc wakacyjne wyjazdy nie wejdą w paradę naszym rutynom. Jesienna pogoda raczej nie zachęca do spędzania czasu na zewnątrz, a rano i tak będzie się cieżko wstawać, bo już niebawem będzie ciemno do 7 rano.
Moim zdaniem to są dobre warunki do skoncentrowania się na trudnych wyzwaniach. Na pracy, nauce czy treningach. I nie jestem jedynym, który tak uważa. Co roku na początku października w fitnesowych zakątkach Internetu pojawia się hasło „Winter Arc”. To popularny trend, w którym ludzie deklarują się podjąć wzmożonej pracy nad sobą właśnie w tych ostatnich trzech miesiącach roku.
Termin „arc” oznacza dłuższy wątek fabularny w literaturze, serialach czy anime. „Winter Arc”, czyli w wolnym tłumaczeniu “Zimowy rozdział”, to okres trudnej transformacji w niesprzyjających warunkach, za którą nagrodą jest osobista satysfakcja. Co więcej, dzięki naszym wysiłkom i osiągnięciom, za 100 dni wejdziemy w nowy rok na wysokich obrotach. Gdy większość świata będzie dopiero się zbierać do układania listy celów na 2026, to my wbiegniemy w styczeń rozpędzeni, tak jakby to było kolejne okrążenie, a nie start z miejsca.
Dziennik trudnych rzeczy
Bez względu na to, w jakim obszarze rzucisz sobie wyzwanie, to będzie się ono składało z dziesiątek małych, ale trudnych rzeczy. Codzienne wczesne wstawanie, regularne treningi, pilnowanie diety, czytanie i pisanie każdego dnia, długi sen, unikanie mediów społecznościowych, etc. Od naszego celu często dzielą nas setki pozornie drobnych, ale trudnych kroków i decyzji. Jedno małe potknięcie potrafi wywołać lawinę bezczynności, która sprawia, że znowu zatrzymujemy się w miejscu i mówimy sobie zacznę od poniedziałku albo od nowego roku.
Dlatego postanowiłem, że przez 100 ostatnich dni roku codziennie będę zapisywał co dziś zrobiłem trudnego. Moja logika jest prosta: skoro muszę regularnie robić trudne rzeczy, to powinienem je zapisywać. Choćby po to, aby z premedytacją szukać ich w ciągu dnia, a nie podświadomie unikać. I żeby dowiedzieć się, co tak naprawdę jest dla mnie trudne, a co tylko wydaje się takie być, zanim się za to wezmę.
Co dokładnie da mi to wyzwanie?
Tak naprawdę dowiem się tego za 100 dni. Liczę, że wpłynie pozytywnie na systematyczność i dyscyplinę oraz zmieni moje podejście do trudnych rzeczy. Oczekuję też, że dowiem się czegoś więcej o sobie. Temet nosce jak mówili starożytni filozofowie.
Zachęcam, abyś też wziął udział w tym wzywaniu. Za jakiś czas zapytam Czytelników, co mają na swojej liście i napiszę, co jest na mojej. Ciekaw jestem, jakie trudne rzeczy będą wspólne dla nas wszystkich, a w czym będziemy się różnić.
Następne kroki:
Spróbuj maksymalnie wykorzystać te 3 miesiące. Kolejna okazja do takiej równej liczby dni będzie dopiero w przyszłym roku.
Załóż swój dziennik rzeczy trudnych. Wystarczy prosta lista w papierowym notatniku, dzienniku lub w pliku tekstowym na komputerze. Pamiętaj, że to nie muszą być przełomowe osiągnięcia. Chodzi o te wszystkie rzeczy, które są dla Ciebie trudne, a mimo to je wykonałeś.

Decyzyjna impotencja, czyli przyszłe konsekwencje teraz
Przez pierwsze 20 lat naszego życia większość ważnych decyzji podejmuje za nas ktoś inny. Rodzice mówią nam, co mamy robić, szkoła, czego się uczyć, a pierwszy pracodawca pokazuje, jak mamy pracować.
To nie jest zły układ, ale ma jedną ogromną wadę: oducza nas podejmowania ważnych życiowych decyzji. I gdy stajemy się dorośli, to boleśnie zderzamy się z odpowiedzialnością. Nagle spadają na nas setki wyborów do podjęcia. Często próbujemy je ignorować tak długo, aż staną się pilne. Wydaje nam się, że skoro nie ma konieczności podejmować ich teraz, to równie dobrze możemy je odroczyć. A nasz mózg, który unika trudności jak ognia, jeszcze nas za to wynagrodzi uczuciem ulgi. I pewnie podsunie nam kilka racjonalnych argumentów, że to nie temat na teraz.
To błąd, który nie dość, że niesie za sobą ukryte koszty, to prowadzi do decyzyjnej impotencji. Życie to nie jest partia szachów i świat nie będzie czekał w bezruchu aż my podejmiemy decyzję. Popędzi dalej, ciągnąć nas za sobą albo zostawi nas samych na peronie. W ten sposób latami możemy tkwić w marnej pracy, dopóki ktoś nas z niej nie zwolni. Albo mieszkać w miejscu, które hamuje nasz rozwój, dopóki właściciel nie wypowie nam umowy.
Aby bronić się przed tą pułapką, używam modelu mentalnego o roboczej nazwie:
Przyszłe konsekwencje teraz
Będzie on bardzo pomocny w podjęciu strategicznych decyzji typu:
czy teraz jest dobry czas na dziecko?
czy mam teraz kupić dom, mieszkanie czy może wynajmować?
jak dużo czasu i wysiłku mam teraz poświęcić na sport i zdrowie?
czy powinienem teraz zmienić pracę?
kiedy mam zacząć oszczędzać i inwestować na moją emeryturę?
To, co widzimy najwyraźniej przy podejmowaniu tego typu decyzji, to ich bieżące koszty, trudność oraz niepewność, którą niosą. Jednak powinniśmy też mieć na uwadze niewidzialne konsekwencje braku decyzji. Aby je sobie uświadomić, należy spojrzeć kilka lat - albo dekad - do przodu.
Przykład 1: Załóżmy, że wahasz się, czy mieć teraz dziecko. Oprócz bieżących czynników warto wziąć pod uwagę to, ile będziemy mieć lat, gdy nasze dziecko osiągnie pełnoletność. Czyli dla przykładu, jeśli masz dziś 40 lat, to w najlepszym wypadku Twoje dziecko będzie miało 18 urodziny tuż przed Twoją 60-tką. Co oznacza, że wnuki poznasz w wieku 80 lat, zakładając, że Twoje dziecko też zdecyduje się na potomstwo w wieku 30 lat. To trochę zmienia perspektywę, prawda?
Przykład 2: Chcesz zacząć oszczędzać i inwestować na emeryturę. Zastanawiasz się, czy teraz jest na to dobry moment, czy może inne wydatki powinny mieć wyższy priorytet. Albo czy nie poczekać, aż zaczniesz zarabiać więcej lub lepiej poznasz się na giełdzie.
Sukces w inwestycjach jest determinowany przede wszystkim przez czas, a nie przez stopę zwrotu. Mówiąc inaczej: im wcześniej zaczniesz, tym dużo lepiej dla Ciebie. Doskonale pokazuje to poniższy wykres, policzony przez analityków z banku JP Morgan. Widzimy tu kilka scenariuszy, z których każdy zakłada, że:
co miesiąc odkładana jest ta sama kwota (200 dolarów, czyli około 730 zł),
i że wypracowana stopa zwrotu zawsze wynosi 7,25% rocznie (co jest realnym przykładem z rynku amerykańskiego).
Osoba, która zaczęła oszczędzać i inwestować w wieku 25 lat, skończyła z kwotą 548,200 dolarów. A ktoś, kto zwlekał do 35 roku życia, zarobił 254,400 dolarów. Czyli przez to, że czekał raptem 10 lat z decyzją, będzie miał na emeryturę aż o połowę mniej pieniędzy.

Przykład 3: Marzy Ci się uprawianie sportów, podróżowanie i bardziej aktywne życie, ale trudno Ci na to znaleźć teraz czas. Zastanawiasz się, czy lepiej jest się skupić na zarabianiu i inwestowaniu (zwłaszcza po zobaczeniu grafiki powyżej) i zostawić to sobie na późniejsze lata życia, czy jednak zacząć już teraz.
Mój przyjaciel ma rodziców, którzy w wieku ponad 70 lat często jeżdżą na nartach i generalnie są bardzo aktywni. Kiedyś spytałem go o to, jak w takim wieku utrzymać tak dobrą formę. Pamiętam, że odpowiedział mi, że po 60-tce bez problemu można jeździć na nartach, pod warunkiem, że robisz to już od kilku lat. Trzeba nabrać tych umiejętności jeszcze za młodu, gdy organizm szybciej się regeneruje, jest sprawniejszy i wybacza nam więcej błędów. Dlatego jeśli Ty też planujesz być aktywnym na emeryturze, to musisz zacząć o to dbać już znacznie wcześniej.
Podsumowując
Zanim odsuniesz jakąś ważną decyzję w czasie, to zastanów się, czy przyszły “Ty“ będzie miał przez to trudniejsze życie czy łatwiejsze. I czy w ten sposób nie odcinasz sobie jakichś możliwości albo nie ograniczasz własnego potencjału tylko dlatego, że nie możesz się teraz zabrać do działania. Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, potrzeba umieć wybiec naprzód o 10 lat, 20 albo nawet więcej. Pozwoli nam to zmienić perspektywę i zadać sobie pytanie, co bym dziś zrobił, gdybym był znacznie starszy i mógł się cofnąć w czasie.
Następne kroki:
W wielu przypadkach do podjęcia decyzji nie potrzebujesz więcej czasu, tylko więcej informacji. W ich zbieraniu może nam pomóc AI, ale w egzekucji już nie powinna brać udziału. Inaczej cofniemy się do stanu decyzyjnej impotencji.
Im częściej będziemy podejmować decyzje, tym łatwiejszy dla nas będzie ten proces. Jeśli żyjemy w związku, to warto zwrócić uwagę, czy podejmujemy je wspólnie i symetrycznie, czy może jedna strona oczekuje, że ta druga weźmie na siebie większą odpowiedzialność. Niekoniecznie jest to złe rozwiązanie, ale ważne, aby było akceptowalne, a nie narzucone.
Ważnym zadaniem rodzica jest “zmuszanie“ dziecka do podejmowania samodzielnych decyzji. Chodzi o to, aby pokazać mu, że ma w życiu sprawczość, że musi umieć samemu decydować, oraz że jego wybory niosą za sobą konsekwencje. Kiedyś napiszę więcej o mojej filozofii wychowania dziecka, ale uprzedzam, że dla nadopiekuńczych rodziców jego treść będzie kontrowersyjna.
Jesteś tym bardziej sprawczy, im mniej czasu zajmuje Ci przejście od decyzji do jej realizacji. O tym dlaczego sprawczości jest krytycznie ważna pisałem zaraz po powrocie z Azji:
52Wydania temu
To stała sekcja, w której przypominam wydania 52Notatki, które opublikowałem równo rok, dwa i trzy lata temu. Wpadłem na ten pomysł pisząc swój dziennik 5-letni, w którym widzę ten sam dzień na kilka lat do tyłu - i dużo na tym korzystam.
Sonder, Oleka i 100 ostatnich dni. Przed rokiem też pisałem o ostatnich 100 dniach, ale inaczej podszedłem do tego tematu. Wtedy proponowałem sześć kroków w celu jak najlepszego wykorzystania tego czasu i każdy z nich jest nadal aktualny.
Rób trudne rzeczy, czyli dziennik porażek i wzór na satysfakcję. A dokładnie dwa lata temu przekonywałem, że trudne rzeczy są konieczne do uzyskania satysfakcji. To doskonałe uzupełnienie do dzisiejszego wydania, a ta ławka rozpaczy Enzo Ferrari do dziś zapadła mi w pamięć.
Czego o finansach osobistych uczy jazda sportowym autem. To bardzo praktyczne i szybkie wydanie. Miałem kiedyś pomysł, aby zrobić je w formie wideo na YouTubie, może uda mi się to kiedyś zrealizować :) Niestety teksty z pierwszego roku są niedostępne online, bo Elon Musk mi je skasował (serio).
Każde wydanie 52Notatek musi spełniać kilka warunków, zanim je opublikuję. Jeden z nich to ponadczasowość - moje artykuły muszą być użyteczne przez lata. Możesz sprawdzić czy mi się to udało, czytając wymienione wyżej archiwalne teksty. A jeśli chcesz je mieć w domowej bibliotece, to możesz je kupić w formie książki lub ebooka. Po szczegóły zapraszam tutaj:
A tak prywatnie…
W miniony weekend miałem dłuższą trasę do zrobienia autem (ponad 10 godzin licząc w dwie strony) i szukałem czegoś do słuchania w trakcie. Sięgnąłem do listy najlepszych odcinków podcastów, którą konsekwentnie dla siebie prowadzę, w ramach projektu Internet w Excelu. Wybrałem odcinek Jocko Podcast 392: Life, Death, Darkness, and Light. "OUTLIVE" with Dr. Peter Attia.
Szczególnie mi pasował, bo trwa ponad 4 godziny, więc wystarczyło puścić i słuchać. Mimo, że od emisji tego odcinka minęło 2 lata, to nadal jest aktualny i wartościowy. Cenię obu prowadzących za rozsądek, dojrzałość i stabilność poglądów. Dobrze jest posłuchać kogoś, kto jest ode mnie starszy i bardziej doświadczony.
Ten odcinek podcastu zaczyna się od cytatu dotyczącego śmierci z serialu “Peaky Blinders”. Oglądałem go dawno temu i muszę go sobie kiedyś odświeżyć.
Post Scriptum: 12 kwietnia pisałem tu o tym, że właśnie minęło pierwsze 100 dni roku. Zachęcałem Was wtedy, aby przy tej okazji zadać sobie trzy pytania i obiecałem, że o nich przypomnę. Brzmiały one następująco:
Z czego jesteś najbardziej dumny, co wydarzyło się w minionych 100 dniach?
(To mogą być zarówno drobne rzeczy, jak i przełomowe wydarzenia. Po prostu zapisz wszystko to, co przychodzi Ci do głowy. A jeśli nie ma niczego takiego, to też jest ważny sygnał, więc go odnotuj).
Co chciałbyś zrobić albo zmienić w kolejnych 100 dniach roku?
(Przez sto dni można zrobić naprawdę dużo, to prawie 1/3 roku. Napisz co tylko chcesz, ważne, aby było to w Twoim zasięgu).
Wymień 3 rzeczy, bez których kolejne 100 dni roku byłoby lepsze, gdybyś wyeliminował je ze swojego życia?
(Ponownie mogą to być zarówno małe codzienne czynności, jak i duże przełomowe wydarzenia. Wymień tylko te, na które masz wpływ).
Pora na powrót do tego ćwiczenia. Wróć do swoich odpowiedzi i sprawdź, czy udało Ci się zrobić to, co chciałeś. Jeśli nie, to dlaczego, co stanęło na przeszkodzie? I czy możesz to wyeliminować w przyszłości?
Stojąc u progu kolejnego studniowego okresu warto ponownie przejść przez te pytania. Tylko uprzedzam, że tym razem będzie to już trudniejsze, bo albo musisz się zmierzyć z własnymi porażkami, albo szukać nowych wyzwań. Powodzenia!
🤫



