Czego sobie życzę i zabraniam w 2026
Nie mów nikomu
Witam w pierwszym z 52 wydań jakie opublikuję w 2026 roku. Ruszajmy!
Czego sobie życzę i zabraniam w 2026
Przed rokiem o tej porze opublikowałem wydanie, w którym miałem dla Was niestandardowe życzenia noworoczne. Życzyłem Wam wtedy roku cudów, poprawy ukrytych wskaźników życia oraz mniejszej tolerancji na przeciętność. Ten tekst można przeczytać tutaj, do czego zachęcam, bo jest w pełni aktualny i użyteczny.
Dziś ponownie przychodzę z niestandardowymi życzeniami, ale tym razem dla mnie samego. W 2026 roku życzyłbym sobie:
Jak najmniej zmian
Jest wiele sposobów na zrobienie noworocznego podsumowania i próbowałem wielu z nich. Tak naprawdę dla mnie wszystko sprowadza się do jednego pytania:
Gdybyś miał możliwość powtórzenia wszystkiego, co wydarzyło się w minionym roku, to czy byś się na to zdecydował? Czy chciałbyś zajmować się tymi samymi rzeczami, nadal mieszkać w tym samym miejscu i spotykać się z tymi samymi ludźmi co w 2025? Czy powtórzyłbyś swoje wybory dotyczące zakupów, inwestycji i miejsc, do których podróżowałeś? Czy byłbyś zadowolony, gdyby Twoje zdrowie, forma fizyczna, zarobki i czas spędzony w pracy został na obecnym poziomie?
Odpowiedź na to pytanie wskaże mi co powinienem zmienić, a o co zadbać w taki sposób, aby się nie zmieniło. Przy okazji nowego roku zawsze dużo się mówi o robieniu czegoś “od nowa”, ale warto też się zastanowić, co będzie wymagało naszego wysiłku, aby się nie zmieniło na gorsze. Najlepszy przykład to dobre zdrowie czy udany związek - jeśli ktoś się nim cieszy, to powinien zadbać, aby tak samo było przez następny rok.
Dlatego życzyłbym sobie, aby mieć tak dobre życie, że niewiele będę chciał w nim zmienić.
Przy okazji: taki sposób rozumowania rymuje się z moim podejściem do inwestowania, o którym pisałem w poniższym wydaniu:
Częściej pozwalać sobie na satysfakcję
Powiedzenie “ciesz się z drobnych rzeczy” brzmi banalnie, ale łapię się na tym, że robię coś zupełnie przeciwnego: denerwuję się z powodu drobnostek. Bo ktoś zajechał mi drogę na autostradzie. Bo w restauracji przy stoliku obok gość gada głośno przez telefon. I że w kolejce do kasy osoba przede mną poszła coś sobie dobrać do koszyka i teraz muszę na nią czekać.
Skoro tak małe rzeczy są w stanie przykuć moją uwagę, zirytować i zepsuć daną chwilę, to dlaczego nie mogę cieszyć się równie małymi rzeczami? Dlaczego ignoruję wszystkie swoje drobne sukcesy i osiągnięcia, ale natychmiast wyłapuję wszystkie niedociągnięcia i błędy?
W tym roku chciałbym częściej pozwalać sobie na satysfakcję z małych wygranych. I obniżyć swój próg wymagań, aby móc się cieszyć ze zwykłych, codziennych rzeczy. Mam nadzieję, że to uda mi się zmienić, bo ludzie głośno gadający przez telefon nadal będą mnie irytować :)
Jeszcze więcej prostoty
Choć temat prostoty pojawiał się w moich tekstach już kilkukrotnie, to jednak nadal za mało. Jest szczególnie ważny, bo prostota jest równocześnie celem i rozwiązaniem.
Doskonale widać to na zdjęciu, przedstawiającym ewolucję silników Raptor budowanych przez SpaceX. Różnica między każdą z generacji dosłownie rzuca się w oczy. Pierwszy Raptor był skomplikowany, mało efektywny i drogi w produkcji. Jednak spełniał swoją rolę i był w pełni funkcjonalny. Trzecia generacja ma uproszczoną konstrukcję i dłuższą żywotność, wymaga mniej części do budowy, jest lżejsza i ma dwukrotnie wyższą efektywność masy.
Raptor 3 jest obecnie najlepszym silnikiem rakietowym właśnie dzięki dążeniu do prostoty. To wymaga czasu i procesu, czego nie da się osiągnąć pojedynczym działaniem. Jest praktycznie niemożliwe, aby dojść do tego na samym początku, dlatego trzeba zacząć już wtedy, gdy nie jesteśmy jeszcze gotowi.
Prostota wymaga kreatywności i czasu do namysłu, a bez niej utoniemy w kompleksowości. Dotyczy to praktycznie wszystkich obszarów. Odżywiania się, inwestowania, ćwiczeń, zasad etycznych czy wychowania dzieci. Proste i sprawdzone rozwiązania są o niebo lepsze niż skomplikowane, drogie i trudne do wprowadzenia reguły. A mimo wszystko to właśnie te drugie cieszą się największą popularnością i zaufaniem.
Dlatego w 2026 roku życzę sobie, abym częściej kierował się prostotą w swoich wyborach i decyzjach, nawet gdy skomplikowane rozwiązania będą mnie kusić swoją złożonością.
A dlaczego mam sobie czegoś zabraniać?
To może brzmieć nieintuicyjnie, bo przecież chcemy robić wszystko, co tylko nam się podoba. Pozbywać się zakazów, a nie je jeszcze samemu na siebie nakładać.
Myślę, że mądrzy ludzie sami narzucają sobie ograniczenia, bo rozumieją, że to dzięki nim zyskują wolność. To jak gra w hokeja na dużym zamarzniętym stawie, na którym nie ograniczają nas żadne barierki. Wszystko jest dobrze, dopóki nie uderzysz za mocno w krążek, który wpadnie w pobliskie zarośla. Albo prześlizgnie się daleko poza zasięg wzroku.
Zupełnie inaczej jest na zamkniętym boisku hokejowym, gdzie możesz uderzyć kijem z całej siły. Wiesz, że krążek odbije się od bandy, a nawet potrafisz zgadnąć, gdzie się wtedy znajdzie. Ograniczenia stają się częścią gry. Sprawiają, że jest bardziej płynna i przewidywalna. Dzięki własnym zasadom nie muszę za każdym razem zastanawiać się, co zrobić w danej sytuacji i setki razy przechodzić ten sam proces decyzyjny.
Czy to trudne?
Tak. Czy społeczeństwo nam w tym pomoże? Zapomnij. Usłyszysz, że powinieneś wrzucić na luz, zaszaleć i że jesteś więźniem swoich zasad. A jest dokładnie na odwrót – zasady nałożone na samego siebie są formą wolności. Dlatego zamiast gonić iluzję nieskończonych możliwości, wybieram świadome ograniczenia, które eliminują rozproszenia i wzmacniają skupienie na tym, co dla mnie ważne.
Dlatego w tym roku życzę sobie, abym lepiej trzymał się własnych zakazów.

Jak nie robić noworocznych postanowień
Z racji przełomu roku pewnie usłyszymy o celach swoich bliższych i dalszych znajomych. Ktoś będzie chciał zmienić pracę na lepszą, nauczyć się nowego języka, otworzyć własny biznes czy wyjechać w wymarzoną podróż. I jest bardzo możliwe, że po raz kolejny usłyszymy dokładnie te same postanowienia od tych samych osób.
Uprzedzam, że to nie jest próba krytyki, bo niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto zawsze realizuje każde ze swoich postanowień. Chciałbym tu zwrócić uwagę na to, że nasze cele mają niewidzialną datę ważności, która stopniowo je uśmierca.
Bo dlaczego tak naprawdę odpuszczamy sobie ich realizację?
Przecież nie dlatego, że bardzo się staraliśmy, ale nam nie wyszło. Dużo częściej powtarza się taki schemat: po tym jak w głowie pojawi nam się dany pomysł, to zaczynamy o nim mówić. Najpierw naszym najbliższym, a potem znajomym z pracy czy nawet obcym ludziom w Internecie.
Mijają tygodnie i miesiące, a nasze plany nadal są aktualne, tylko jeszcze nie zabraliśmy się za ich realizację. Każdy, kto o nich usłyszał zakłada, że skoro dowiedział się o tym już jakiś czas temu, to my pewnie nad nimi pracujemy. Jeśli tak nie jest, to w naszej głowie rośnie ciężar, bo zaczynamy czuć wyrzuty i mieć żal do siebie, że jeszcze nie zabraliśmy się za ich realizację.
To trochę tak, jakbyśmy spłacali odsetki od długu, który zupełnie nieświadomie zaciągnęliśmy. Nasze plany i cele, do których podchodziliśmy z entuzjazmem i optymizmem, z czasem zaczynają przynosić poczucie winy. I za każdym razem, gdy ktoś pyta jak nam idzie z ich realizacją, to czujemy ukłucie żalu i rozczarowanie.
Jest jeszcze jeden problem. Im dłużej zwlekamy z realizacją marzeń, tym wyższe będą oczekiwania wobec efektów. Zarówno nasze, jak i innych ludzi. Gdy ktoś od lat opowiada, że chce zostać podróżnikiem, to spodziewamy się, że wyruszy na drugi koniec świata, a nie do miasta dwie godziny drogi stąd. Gdy ktoś od dawna mówi, że ma super pomysł na biznes, to oczekujemy, że szybko zarobi na nim miliony.
I właśnie dlatego tak często rezygnujemy z realizacji naszych celów. Po prostu ciężar oczekiwań staje się już nie do uniesienia i wolimy je sobie odpuścić.
Jak sobie z tym radzić?
Wskazać problem jest łatwo, dużo trudniej jest znaleźć na niego rozwiązanie. Zwłaszcza że przecież nie o to tu chodzi, żeby teraz rezygnować z nowych marzeń. Testowałem u siebie różne sposoby i te 3 są najbardziej skuteczne:
Nie mów nikomu o swoich planach. Brzmi brutalnie, ale nie potrzebujesz presji ze strony innych osób. Ani tym bardziej nie musisz spełniać cudzych oczekiwań wobec obietnic, które złożyłeś sam sobie.
Ustal ograniczenia czasowe. Czyli nadaj każdemu celowi konkretną datę, po której automatycznie z niego zrezygnujesz. Może to być do końca roku, do wakacji, przed 40-tką czy do ukończenia studiów. Sam często stosuję tę metodę i ta sztucznie stworzona presja czasu jest zaskakująco skuteczna.
Rób bezlitosną selekcję. Często największą przeszkodą jest to, że chcemy zrobić za dużo naraz. W efekcie rozsmarowujemy nasze wysiłki na tak wielu różnych celach, że nie mamy szans odnotować zauważalnych postępów. U mnie sprawdza się skupienie na pojedynczych obszarach, które realizuję np. przez pierwsze 100 dni roku.
Dobrym pomysłem jest też spisywanie swoich planów i marzeń, najlepiej odręcznie w oddzielnym notatniku. Coś w tym jest, że na etapie pisania jesteśmy w stanie znacznie lepiej ocenić czy coś w ogóle jest realne, niż jak jest to tylko myśl dzwoniąca nam gdzieś w głowie. Jeśli już na wstępie będziemy mieli problem ze sformułowaniem naszych celów albo będziemy czuli, że nie ma sensu o nich pisać, to może to być sygnał, że lepiej jest sobie odpuścić. Ale gdy jakiś temat nie będzie nam dawał spokoju i regularnie powracał, to będzie to cenna wskazówka, że warto iść w tym kierunku.
Następne kroki:
Zanim zaczniesz realizować swoje cele i postanowienia, to najpierw zadbaj o to, aby nie zginęły pod ciężarem oczekiwań.
Pogódź się z tym, że choć w życiu możesz zrobić naprawdę wiele rzeczy, to nie uda Ci się zrobić ich wszystkich.

52Wydania temu
To sekcja, w której przypominam wydania 52Notatki, które opublikowałem równo rok, dwa, trzy i cztery lata temu. Wpadłem na ten pomysł pisząc swój dziennik 5-letni, w którym widzę ten sam dzień na kilka lat do tyłu - i dużo na tym korzystam.
Coroczny przegląd czasu - w tym wydaniu opisuję, w jaki sposób podchodzę do przeglądu moich aktywności i celów. Warto do niego wrócić o tej porze roku.
Rybak i Bankier, czyli sprawdzam, jak to jest cieszyć się życiem i mało pracować - ten tekst, ku mojemu zaskoczeniu, jako pierwszy rozniósł się viralowo. Napisałem go po miesiącu życia na Maderze, na którą wyjechałem razem z rodziną. To był dla mnie ważny moment w życiu, dopiero co zwolniłem się z etatu i zastanawiałem się, co dalej zrobić ze swoją ścieżką zawodową. Dziś już znam odpowiedzi na te pytania i została mi “już tylko” ich realizacja.
Mój sposób na to jak pisać dziennik, oraz co dostrzegam dopiero z wiekiem - w tym wydaniu, napisanym 3 lata temu, znajdziesz mój sposób na wybór i prowadzenie dziennika. Oraz poznasz przemyślenia jakie miałem przy okazji zbliżających się wtedy 39 urodzin. Dobrze mi się to czyta po latach :)
Najlepszy film o inwestowaniu, jak podsumować rok, po co pisać dziennik i dlaczego krypto jest jak Harry Potter - dokładnie 4 lata temu opublikowałem pierwsze wydanie 52Notatki. Ależ ten czas zleciał. Byłem pewien, że zamknę ten projekt po roku i opublikuję tylko 52 wydania. Coś mi się nie udało, bo jak dobrze liczę, to już jest 209 wydanie :) Przez pierwszy rok pisałem na platformie Revue, która została zamknięta i wtedy przeniosłem się na Substacka. Dlatego tekstów z pierwszego Sezonu nie ma online.
Zazwyczaj w tym punkcie przypominam, że 52Notatki można też czytać w formie książki. Ale obecnie nie można, bo wszystkie się wyprzedały - dam znać jak zrobię dodruk.
A tak prywatnie
Raptem przed tygodniem pisałem, że 52Notatki powstają w różnych nietypowych miejscach. Dziś znowu przyszło mi je pisać na mieście, zamiast po prostu przy moim biurku. Na Święta wróciliśmy całą rodziną do Warszawy, a wczoraj poszedłem z synem na kryty skatepark. Wiedziałem, że spędzimy tam dobre pół dnia, więc wziąłem ze sobą laptopa, żeby dokończyć pisać to wydanie. Bardzo pomogły mi w tym moje nowe słuchawki, które ciężko pracowały, aby wygłuszyć hałas, jaki tam panował.
Co do skateparku, to zakup sportowej hulajnogi to mój mocny kandydat na najlepiej wydanie pieniądze na dziecko. Syn jeździ na niej od 6 roku życia, a w tym czasie miał dwie hulajnogi (obie marki Lucky). Ten sprzęt jest trwały, lekki, prosty i niedrogi (600-900 zł +obowiązkowo kask). Żadnej innej rzeczy nie używał aż tak długo i często.
Przez te lata spędziliśmy niezliczoną ilość godzin na różnych skateparkach, głównie na świeżym powietrzu. Zrobiliśmy z tego nawet taką małą turystykę i gdy odwiedzaliśmy jakieś miasto na dłużej, to zawsze szukaliśmy lokalnego skateparku. Według naszego rankingu najlepsze są w Kielcach przy Kadzielni, w Lublinie, Władysławowie i w Bolesławcu obok zabytkowego wiaduktu. Co do pumptracków, to rządzi warszawska Kazoorka i pumptrack Rubinkowo w Toruniu.
Jeśli faktycznie miałbym stworzyć ranking najlepiej wydanych pieniędzy na dziecko, to równie wysoko byłaby nauka pływania. Wystarczyło kilkanaście lekcji 1:1 z trenerem na basenie, aby młody chłopak nauczył się znacznie lepiej pływać niż 40-letni facet, który uczył się sam.
Post scriptum: W tym roku opublikuję jeszcze 51 wydań tego newslettera. Na końcu każdego z nich znajduje się kilka zdań, których nie widać w wersji online. Dziś dla przykładu piszę o jednej słodko-gorzkiej lekcji, jaką dał mi miniony rok. Jeśli nie chcesz, aby ta sekcja Cię ominęła za tydzień, to zapisz się na newsletter w formie mailowej:
🤫




