Co myślę o rewolucji AI i jak się na nią przygotowuję
5 poziomów użycia
Gdybym miał wziąć udział w debacie na temat sztucznej inteligencji, to mógłbym wystąpić po każdej ze stron - zarówno przeciwników, jak i zwolenników. Znam argumenty obu skrajnych obozów, wiem, gdzie AI może nam pomóc, a gdzie przyniesie negatywne skutki.
Na szczęście nie muszę opowiadać się po żadnej ze stron ani przekonywać nikogo do swojego zdania. Dlatego dziś napiszę, jakie ja mam podejście do AI i jak w związku z tym działam. Ruszajmy!
Co myślę o rewolucji AI i jak się na nią przygotowuję
Na wstępie ważna kwestia: zawodowo nie mam nic wspólnego ze światem AI. Nie rozwijam żadnego startupu, akademii szkoleń ani funduszu inwestycyjnego. Piszę o tym, abyś wiedział, że nie mam interesu w tym, aby Cię zachęcić lub odstraszyć od tej technologii.
Osobiście zależy mi na tym, aby nie tylko nic nie stracić przez tę rewolucję, ale też na niej zyskać. Czyli chciałbym obronić się przed zagrożeniami, które niesie i wykorzystać możliwości, jakie daje.
Zacznijmy od mojego spojrzenia na obecny stan rozwoju AI:
Wszystkie opinie, które wyrobiłeś sobie na bazie modeli AI starszych niż kilka miesięcy są już nieaktualne. Czyli jeśli kiedyś ChatGPT napisał Ci jakieś bzdury i przez to myślisz, że AI jest głupie, to jesteś w błędzie. Najnowsze modele zrobiły duży skok w efektywności, która jest bez porównania do starych wersji. Tak szybki jest postęp tej technologii.
Za moment nie odróżnimy pracy AI od człowieka. To dotyczy nie tylko grafiki i tekstu, ale też muzyki, wideo czy sztuki. Skończyły się czasy, że wystarczyło policzyć palce na zdjęciu albo zwrócić uwagę na myślniki czy ilość emotek. Powstają programy do sprawdzania czy coś jest tworzone przez AI, ale w tym samym czasie AI uczy się je oszukiwać. Jeśli jesteś tylko konsumentem, to możesz się tym nie przejmować. Ale jeśli jesteś twórcą, to masz problem, bo…
Czeka nas ogromny kryzys zaufania wobec tego, co widzimy w Internecie. Przestaniemy ufać komentarzom, opiniom, testom sprzętu czy ich poleceniom. Z góry będziemy zakładać, że każde wideo jest nieprawdziwe. Nie będziemy pewni czy rozmawiamy z człowiekiem, czy botem. Co więcej…
Nowym osobom, które będą chciały budować wizerunek w sieci, dużo trudniej będzie skupić naszą uwagę i przebić się ponad szum. Z użyciem AI każdy może udawać podróżnika, kucharza czy trenera fitness, generując zdjęcia i wideo, które mają to potwierdzać. Ten problem będzie dotyczył też specjalistycznych zawodów, typu prawnik, lekarz czy doradca podatkowy. Internet zostanie zalany przez masowo produkowany kontent, który będzie imitował prawdziwych ludzi i wydarzenia.
Kierunek rozwoju AI jest jasny: być w stanie zrobić to samo co człowiek siedzący przed ekranem komputera. To pierwszy etap, a z czasem ma być w stanie wykonać te czynności szybciej, prościej i lepiej. Kiedy to nastąpi? Tego nikt nie wie na pewno, ale mówi się, że jest to kwestia kilku lat. Teraz zależy to głównie od postępu technologii, ale finalnie równie ważne będzie tempo regulacji i społecznej akceptacji.
Wpływ AI na rynek pracy jest szalenie trudny do przewidzenia. Można zgadywać, kiedy i ile zawodów zniknie, ale na dziś jest to wróżenie z fusów. Co ważne, AI stworzy nowe obszary, gdzie człowiek może pracować, tak samo jak zrobiły to komputery, smartfony czy Internet. A do tego uczestnictwo człowieka w niektórych procesach stanie się zaletą, a nie tylko koniecznością.
AI będzie wzbudzać coraz większe emocje w społeczeństwie. Z technologicznej ciekawostki i generatora obrazków stanie się czymś powszechnie obecnym w naszym życiu codziennym. Będzie to miało różne skutki, które trudno będzie lekceważyć i ignorować.
W świecie AI jest dużo obietnic wysokich zysków, przełomowych rozwiązań biznesowych albo siania strachu, że wszystkich nas zastąpią roboty. “Ja śpię, a moja armia agentów pracuje i buduje dla mnie majątek“. “RIP Hollywood - dzięki temu narzędziu zrobisz lepsze filmy niż w kinie”. “Użyłem AI, aby zwiększyć sprzedaż x10 w ciągu jednego dnia” - to są autentyczne przykłady, na które trafiłem w sieci. Tanie chwyty, ale niestety nadal działają.
Ta rewolucja jest inna niż poprzednie, bo dotknie niemal wszystkie szczeble kariery - a nie tylko te najniższe i wymagające niskich kwalifikacji. Już nie wystarczy awansować z hali produkcyjnej na pracownika biurowego, bo tam też AI przyniesie zmiany. Oczywiście są zawody, których to długo nie dotknie, ale nie wszyscy zostaną stolarzami, masażystami i fryzjerami. Obawiam się, że strach przed zmianami, zwłaszcza u osób o ugruntowanej pozycji okupionej latami pracy i edukacji, może poważnie odbić się na zdrowiu psychicznym.
AI nie zmieni ludzi, tylko wzmocni ich cechy. Ci, którzy już teraz chcą być mądrzejsi, bogatsi, bardziej produktywni i więcej się uczyć, wykorzystają tę technologię w tym celu. Natomiast Ci, którzy są leniwi, zawsze chcą zrobić minimum, nie przykładają się do pracy ani nauki i preferują śmieciową rozrywkę, będą do tego używać AI.

Moje postrzeganie stanu rozwoju AI
Jeśli tak jak ja, też masz chociaż 40 lat, to pewnie pamiętasz program DOS. To był taki czarno-biały system operacyjny z lat 90., w którym wszystkie komendy należało wpisać na klawiaturze. Było to strasznie toporne w użyciu, mało dało się zrobić, a wszystkich poleceń trzeba było uczyć się na pamięć. Co gorsza, gdy tylko pojawił się Windows, to cała ta wiedza trafiła do kosza. Bo odtąd wystarczyło kliknąć na coś myszką na pulpicie i nie trzeba już było znać żadnych komend.
W moim odczuciu dokładnie takie były początki AI. Trzeba było znać specyficzne prompty oraz działać na programach, które miały duże ograniczenia. Dziś ta wiedza jest już bezużyteczna. Modele AI nie tylko pracują o niebo szybciej i lepiej niż jeszcze rok czy dwa lata temu, ale są dużo prostsze i intuicyjne w obsłudze. Od początku liczyłem na to, że ta technologia z czasem będzie przystępna w obsłudze, ale przyznam, że nie spodziewałem się, że aż tak szybko.
Co ważne, wreszcie mamy dostęp do agentów. Czyli AI nie tylko powie mi, co mam zrobić, co zresztą niemal zawsze mogłem sam znaleźć w Internecie czy książkach, ale coraz częściej będzie w stanie faktycznie zrobić to za mnie. Dotyczy to zarówno specjalistycznych zadań, jak i takich codziennych, które wykonuje każdy z nas.
Dlatego postanowiłem poświęcać więcej czasu na naukę tej technologii. Myślę, że teraz jest na to optymalny moment - i że nadal jest wystarczająco wcześnie.
Co chcę osiągnąć
Chciałbym, aby AI pomagało mi w obszarach inwestycyjnych, biznesowych oraz prywatnych. Jeszcze niewiele ścieżek jest tu mocno przetartych, więc postanowiłem dla własnych potrzeb zrobić następujący podział i po kolei go zgłębiać. Pierwszy krok to:
Nowe narzędzia pomagają mi w starych czynnościach
Najprostszy przykład: zamiast szukać w Google, to wpisuję swoje zapytanie do Perplexity czy ChataGPT. W ten sposób dużo lepiej przeszukuję i konsumuję wiedzę z Internetu. Mogę łatwiej drążyć temat, docierać do nowych źródeł, sprawdzać fakty lub szukać innego punktu widzenia. Myślę, że to jest bazowy poziom użycia AI, który z czasem osiągnie każdy człowiek.
Codzienne zastosowanie AI w taki sposób jest już dla mnie oczywiste. Mocno używam go też w obszarze finansów i inwestycji. Z racji, że przez lata pracowałem w tej branży, to wiem dokładnie czego oczekiwać od AI. I ta technologia naprawdę zaczyna to dowozić na wysokim poziomie. Posiłkuję się nią też w kwestiach księgowych, traktując jako miejsce szukania rozwiązań, które potem weryfikuję u specjalisty. Myślę, że to jest najlepszy punkt startu: spróbować użyć AI do tych rzeczy, które i tak już wykonujemy albo jesteśmy w nich ekspertami.
Nowe narzędzia pomagają mi w nowych czynnościach
Chciałbym móc robić nowe rzeczy dzięki AI. Takie, które dotąd były dla mnie za trudne, zbyt czasochłonne, za drogie czy niedostępne z innych powodów. Chciałbym mieć dostęp do nowych narzędzi, uczyć się nowych rzeczy i tworzyć coś nowego. Może to być przekrojowe zgłębianie tematyki, w której jest dużo skomplikowanych źródeł (np. medycznych czy finansowych, gdzie dobrze się sprawdza NotebookLM). Może to być zbudowanie strony www, sklepu, edycja wideo, dźwięku czy samodzielne wykonywanie technicznych rzeczy, które wcześniej były zarezerwowane dla programistów.
Gdy mam coś takiego podobnego do zrobienia, to zamiast to od razu zlecać albo pytać kogoś, jak to rozwiązać, staram się samemu spróbować to zrobić przy użyciu AI. Nawet jeśli mi się nie udaje, to zawsze nauczę się czegoś nowego.
Delegowanie zadań, których ja nie chcę robić.
Wyszukiwanie faktur na mailu i zapisanie ich w jeden folder. Zakupy karmy dla mojego psa na Allegro. Znalezienie najtańszego biletu lotniczego, a potem wypełnienie danych potrzebnych do odprawy (a to zawsze jest nużący proces). Zmienianie ustawień na stronie www zgodnie z moimi wytycznymi. Manualna praca na plikach i zdjęciach.
To są przykłady powtarzalnych automatyzacji, które może za mnie robić agent AI. Na razie są to drobne rzeczy i niskie kwoty, ale liczę, że z czasem wpłyną na moją efektywność i uwolnią mi czas, który będę mógł poświęcić gdzieś indziej.
Sam tworzę nowe narzędzia
To kolejny poziom umiejętności, który chciałbym osiągnąć. Liczę na to, że narzędzia AI pomogą mi budować własne aplikacje, programy i pluginy. Czyli robić coś, co dotąd było dostępne tylko dla osób z wiedzą techniczną albo poważnym budżetem na programistów. Z użyciem tych programów chciałbym poprawić swoją produktywność, efektywniej zarządzać moimi finansami i firmą, oraz mieć narzędzia dostosowane do moich potrzeb, a nie na odwrót.
AI robi dla mnie rzeczy, które wcześniej nie istniały.
Nie wiem co to będzie, bo to trochę jak zgadywanie w roku 2000 do czego będziemy używać komputera za 20 lat. Stąd zostawiam sobie ten punkt, ale jeszcze go nie rozwijam.
Wychodzę z założenia, że z AI jest trochę jak z autem terenowym. Możesz go używać, aby podwozić dziecko do przedszkola dwa kilometry od domu, bo zawsze to łatwiej wjechać na krawężnik, a i w korku siedzi się wyżej. Ale tak naprawdę Twój Land Cruiser, Defender czy Jeep Wrangler zostały stworzone do czegoś innego i stać je na znacznie więcej. Podobnie z AI, które można używać zamiast Google albo do robienia zabawnych grafik. Ale tak naprawdę powinno służyć do tworzenia rzeczy, których człowiek do tej pory nie mógł. I do tego będę dążył.
Do czego NIE chcę używać AI
Oprócz zagrożeń ekonomicznych, jakie niesie za sobą rozwój AI, ta technologia może się przyczynić do tego, że będziemy dosłownie głupsi, bardziej wyobcowani czy oderwani od rzeczywistości. Dlatego:
Nie używam AI do pisania 52Notatek
I nigdy nie będę tego robił, bo pisanie jest jednym najważniejszych sposobów rozwoju człowieka. Pozwala mi strukturyzować moje myśli, nadaje im kierunek i formę. Często dopiero gdy coś napiszę, to zyskuję pewność, że to ma sens i że to rozumiem.
Czy narzędzia AI zrobiłyby to lepiej? To zgubna logika, bo tak samo mogę komuś zapłacić, aby ćwiczył za mnie na siłowni albo biegał za mnie co rano. Co z tego, że wyciśnie więcej ciężarów ode mnie albo pobiegnie więcej kilometrów, skoro ja nie mam z tego żadnych korzyści?
Pójdźmy krok dalej - wyobraź sobie, że skonstruowano mechaniczne nogi. Są szybkie, wytrzymalsze i nigdy się nie męczą. Możesz je mieć za jedyne 39,99 zł miesięcznie plus opłata aktywacyjna 999 zł. Dałbyś sobie odciąć własne nogi, aby zamienić na takie? Uwierzyłbyś tej firmie, że nigdy nie podniesie ceny, że zawsze będzie je serwisować i że nie będzie żadnych skutków ubocznych?
Bo ja nie. I nie dałbym sobie uciąć nóg, nawet za milion dolarów. Tak samo nie oddam zdolności samodzielnego myślenia. Wiem, że wiele osób z chęcią zapłaci, aby maszyna myślała za nich - albo nawet podejmowała decyzje - ale ja jednak bardziej cenię sobie niezależność.
Co więcej, moim zdaniem nigdy dotąd umiejętność pisania, rozumiana jako przelewanie myśli na słowa, nie była tak cenna jak teraz. Z dwóch powodów:
Pierwszy - służy do komunikacji z AI. Aby wykorzystać potencjał tych narzędzi, musisz umieć bardzo dobrze opisać swój problem, to czego oczekujesz i co chcesz zrobić. Nie wystarczy powiedzieć “zrób mi fajną ładną stronę internetową, stwórz grę lepszą niż GTA albo w co mam zainwestować pieniądze, żeby dużo zarobić”. A co gorsza, lata obsługi Google przyzwyczaiły nas do wpisywania haseł typu “tania i dobra kosiarka“, “hotele centrum Warszawa”. Teraz to stanowczo za mało i trzeba umieć dobrze wypełnić okno kontekstowe swoimi myślami.
Drugi - AI już zalewa Internet przeciętnością i miernymi treściami. Aby się wyróżnić na ich tle, trzeba umieć bardzo dobrze pisać i samodzielnie myśleć. Być kreatywnym i tworzyć poza wydeptanymi szablonami. Jeśli nie będziesz potrafił wypracować unikatowego podejścia, to dostaniesz takie same rezultaty co inni.
Zabawne jest to, że nawet jeśli ktoś uważa, że się w tym punkcie mylę, to też musi umieć dobrze pisać. Jak inaczej mnie przekona do swojego zdania? Chyba że się podda i zleci to AI, ale ja i tak tego nie przeczytam, bo:
Nie używam AI do komunikacji z innymi ludźmi
Przeklejenie treści stworzonych przez AI i udawanie, że napisało się je samemu jest słabe, krótkowzroczne i szkodliwe dla autora. Autentyczność będzie drożała szybciej niż cena srebra w minionym roku, a ludzie będą bardziej wyczuleni na sztuczność niż dotychczas. Ja tego błędu nie będę popełniał ani czytał takiej korespondencji. Każdy, kto uważa inaczej, niech zacznie swoją wiadomość od słów: ta treść została wygenerowana przez AI i sprawdzi jak zareagują jego odbiorcy.
Dlatego uważam, że wszystkie treści generowane przez AI powinny być odbierane przez AI. A nie przez człowieka. Przykład z dziś: nie podoba mi się to, że mój bank zmusza mnie do rozmowy z botem zamiast z człowiekiem. Chciałbym mieć własnego asystenta AI, który będzie wisiał na infolinii zamiast mnie. I taka komunikacja byłaby bardziej efektywna, co doskonale pokazuje poniższe wideo, w którym ktoś używa asystenta AI, żeby zarezerwować nocleg. Hotel też ma asystenta i gdy tylko nawzajem się o tym dowiadują, przechodzą na Gibberlink. Dzięki temu komunikują się dużo efektywniej, szybciej i z pominięciem ludzkich form grzecznościowych:
Nie używam AI do streszczania książek czy filmów
Niedawno trafiłem na zdumiewający post na LinkedInie. Jego autor wpadł na pomysł, że skoro nasz mózg zapamiętuje około 10% tego co czyta, to on streści każdą książkę z użyciem AI do 10% zawartości. Czyli z 500 stron zrobi sobie 50 i po ich przeczytaniu zapamięta tyle samo, a do tego zaoszczędzi dużo czasu. Zakładam, że jego intencje były dobre - szukał mądrości, ale ona była dla niego nieuchwytna :)
Streszczenia książek sięgają czasów sprzed AI, w Internecie jest pełno serwisów które obiecują, że w kilka minut zaoszczędzą nam godziny lektury. To droga donikąd - przeczytanie książki musi zajmować dużo czasu, bo dzięki temu utrwalamy ten temat i lepiej go rozumiemy. To jest funkcja dobrej książki, a nie jej wada. Wyobraźmy sobie czyjąś biografię, czyli jakieś 50 lat przelane na 600 stron książki. To już jest duże uproszczenie, a ktoś jeszcze zrobi z tego streszczenie na 3 minuty słuchania? Absurd.
Na koniec chciałbym podkreślić jeszcze jedną kwestię:
Ignorancja to najgorszy wybór
Pierwsze 20 lat mojego życia przeżyłem bez Internetu. A bez AI spędziłem 40 lat i myślę, że całkiem nieźle poradziłem sobie w tym czasie.
Idąc tym tropem myślenia, mógłbym zostać ignorantem i powiedzieć, że po co mi ten AI, przecież mogę żyć bez niego. I pewnie byłaby to racja, ale nie to jest moim celem. Tak jak pisałem we wstępie, ja nie chcę tylko sobie poradzić, chcę zyskać na tej zmianie.
Następne kroki:
Z AI jest trochę jak z ogniem, wszystko zależy do czego go użyjesz. Jednak nie liczyłbym na to, że jeśli go będziesz ignorował, to nie będzie Cię dotyczył.
Żadna inna technologia nie była tak łatwa w obsłudze. Dosłownie możemy jej samej użyć do nauki, będzie do nas mówić i prowadzić krok po kroku.
Wierzę, że nagrodą za wybitną pracę jest więcej pracy. Stąd myślę, że jeśli dzięki AI będziesz robił lepszą pracę, to będziesz miał jej więcej. Przykładowo: jeśli tłumaczyłeś dobrze jedną książkę w miesiącu, to teraz będziesz ich tłumaczył pięć. Tak samo jak rolnik, który dzięki przejściu z kosy na kombajny nadal spędza tyle samo czasu w pracy, ma tylko większe pole do ogarnięcia.
Prawda jest taka, że nikt nie wie, kiedy i jakie zmiany przyniesie ta technologia. Dlatego wolę skupić się na działaniu niż dyskusjach i być gotowym zmienić zdanie, gdy tylko zobaczę, że się mylę.

52Wydania temu
To stała sekcja, w której przypominam wydania 52Notatki, które opublikowałem równo rok, dwa, trzy i cztery lata temu. Wpadłem na ten pomysł pisząc swój dziennik 5-letni, w którym widzę ten sam dzień na kilka lat do tyłu - i dużo na tym korzystam.
Kult Cargo, czyli jak nas okłamuje Hollywood - to wydanie napisałem równo rok temu w Hongkongu. Nie wiem dlaczego, kiedy ani po co, ale jestem pewien, że kiedyś wrócę do tego miasta.
Jak NIE robić notatek, czyli budujemy Frankensteina - ostatnio myślałem o tym wydaniu, bo widzę jak ludzie używają agentów AI do budowania nowych wersji Frankensteina.
Jak poprawnie budować pewność siebie i moje ulubione podcasty - wydanie sprzed 3 lat, ale nadal aktualne. Co do budowania pewności siebie, to piszę właśnie artykuł, który zahacza o ten temat, ale wchodzi na wyższy poziom. Myślę, że może to być mój najlepszy tekst od wielu miesięcy, dajcie mi jeszcze tylko 2-3 tygodnie, aby go skończyć.
4000 tygodni, czyli jak manipulować percepcją czasu oraz przyszłość państwowej waluty cyfrowej - percepcja czasu to temat, który mnie ostatnio prześladuje. A to, że pisałem o tym już 4 lata temu tylko dowodzi, jak ważny jest to temat.
Zazwyczaj w tym punkcie przypominam, że 52Notatki można też czytać wygodnie w formie książki wzbogaconej o dodatkowe materiały bonusowe. Ale obecnie nie można, bo wszystkie się wyprzedały - ale już wystartowałem z pracami nad dodrukiem i Sezonem 4. Będę Was informował o postępach.

A tak prywatnie
Mój rodzinny wypad na Maderę szybko zleciał, ale myślę, że jeszcze wrócę w to miejsce. Teraz zabieram się mocno za pracę nad drukiem Sezonu 4, a równo za miesiąc widzimy się w Krakowie. Podoba mi się to, że wiosna zapowiada się intensywnie :)
Post Scriptum: Ostatnie zdjęcia z Portugalii opublikuję w ten weekend na Instagramie 52Notatki. Zapraszam, jeśli chcecie zobaczyć garść pięknych krajobrazów i pasteli de nata :)
🤫


