7 pomysłów na prezent i gdzie lepiej szukać muzyki
Wolę tysiąc niż 60 milionów
W tym wydaniu będę polecał na co warto wydać pieniądze i gdzie szukać ciekawej muzyki. Ruszajmy!
W poszukiwaniu ciekawszej muzyki
Ta grafika idealnie pokazuje problem cyfrowego nadmiaru. Kiedyś miałem kilka ulubionych kaset i płyt, które praktycznie znałem na pamięć. Nadal potrafię wymienić wykonawców i pamiętam sporo tytułów piosenek.
Dziś nawet nie wiem kogo słucham. Algorytm coś mi podsuwa i zmienia, nieustannie próbuje zgadnąć, co mi się będzie podobało w danej chwili. Nie wiem kto to gra, czy to nowość czy remiks, ani czy to w ogóle jest dzieło człowieka.
Do niedawna myślałem, że tylko ja mam z tym problem, ale okazuje się, że to globalny trend. Według raportu MIDIA All eyes, no ears | Why virality is not building fandom ponad 30% osób nie zna autora ani tytułu piosenek, które słucha i to nawet tych, które im się podobają. W efekcie dobrze znają utwory z filmów na Instagramie i TikToku, ale nie idą dalej za artystą. Nie sprawdzają kim jest ani jak brzmią jego inne piosenki.

Dlatego dla mnie nie ma żadnego znaczenia czy w telefonie zmieści się milion czy miliard piosenek. Ja chcę znowu mieć “tylko” ten tysiąc, jak na tej reklamie z 2001 r., ale takich, które ja wybrałem. Albo które puścili mi moi znajomi, Ci prawdziwi, nie podsunięci z Facebooka.
Postęp nie znaczy tylko, że czegoś jest więcej. Problem w tym, że najwyraźniej się mylę. Bo wiecie…
Kto zarabia najwięcej na muzyce?
Model słuchania pojedynczych piosenek wybranych przez algorytm totalnie zdominował branżę muzyczną. A kto w niej zarobił najwięcej pieniędzy? Rankingi wskazują głównie na Jay-Z, Rihannę i Taylor Swift. Ale jest ktoś, kto w 2024 roku zarobił na streamingu jeszcze większe pieniądze. Tą osobą jest Daniel Ek i pewnie nie znasz żadnej jego piosenki. I słusznie, bo nigdy żadnej nie nagrał. Stworzył za to firmę, której nazwa pewnie brzmi znajomo: Spotify.
W 2024 Spotify zanotowało przychody na poziomie ponad 17 miliardów dolarów, z czego wypłaciło artystom 10 miliardów dolarów. Ich prezes zarobił w 2024 roku około 376 milionów dolarów z wynagrodzeń i sprzedaży akcji firmy. Jego przychody są zdecydowanie wyższe niż jakiegokolwiek pojedynczego artysty na platformie Spotify. I tak się robi biznes w tej branży.
Gdzie samemu szukać nowej muzyki?
Jest kilka ciekawych stron, które nam w tym pomogą. To są moje 3 ulubione:
Radio Garden
Kręcimy kulą ziemską i wybieramy niemal dowolne radio z całego świata. Możemy posłuchać co grają teraz w rozgłośniach w Paryżu, Hong Kongu albo Sidney. Mój ulubiony tryb to Baloon Ride, który losuje mi jedno radio, pokazuje miasto, z którego gra, ale nie podaje jego nazwy dopóki nie kliknę. Bardzo lubię tę stronę!
Radiooooo
A gdyby tak posłuchać hitów sprzed dekady, dwóch albo pół wieku? Ta strona na to pozwala, wystarczy tylko wybrać kraj i lata, z których chcemy posłuchać muzyki. Możemy wybrać czy ma być szybko, wolno czy… dziwnie :) Możemy założyć tam konto i sprawdzać co inni ludzie mają na swoich playlistach. Ba - można nawet sprawdzić jaka muzyka będzie grana w 2070 roku. Takie rzeczy nawet się nie śniły algorytmom ze Spotify :)
Poolsuite
To taka retro-futurystyczna stacja radiowa w formie aplikacji na telefon. Jej interfejs jest absolutnie urzekający i nostalgiczny. A wersja na przeglądarkę wygląda trochę jak pulpit starego komputera, na którym lecą teledyski.
Poolsuite spełnia funkcję kuratora treści i to autorzy aplikacji wybierają utwory pod konkretne playlisty, głównie z gatunku wakacyjnych dźwięków. Moja ulubiona to Tokyo Disco i Hangover Club. Dzięki tej aplikacji można się poczuć jakbyśmy byli na wakacjach w Miami i to w latach 80. Chętnie z niej korzystam, gdy jestem poza domem i pracuję z kawiarni albo czytam w pociągu.
Następne kroki:
Zwróć uwagę na artystów, którzy tworzą Twoje ulubione piosenki. Zwłaszcza że niebawem może ich zastąpić AI.
Spróbuj samodzielnie zdecydować kogo słuchasz. Może i algorytmy są w tym dobre, ale hej - samemu jest z tego więcej przyjemności i satysfakcji :)
7 pomysłów na prezent dla kogoś, kto nic nie chce (II edycja)
W każdej rodzinie jest ta jedna osoba, której najtrudniej jest kupić prezent.
I to wcale nie dlatego, że jest bardzo wymagająca albo oczekuje drogich rzeczy. Nie, to ten jeden maruda, który zawsze odpowiada, że on to już wszystko ma, że szkoda wydawać kasę albo po prostu, że nic nie chce. Prawdziwe utrapienie. Wiem coś o tym, bo sam byłem tym, który robi takie problemy.
Postanowiłem to odpokutować i podrzucić kilka pomysłów na prezenty :) Czas jest idealny, bo już startują czarne piątki i inne promocje, a Boże Narodzenie już za miesiąc.
W swoim wyborze kierowałem się:
praktycznością - to muszą być rzeczy, które ktoś faktycznie będzie używał, a nie będą tylko leżały zapomniane w szufladzie,
autentycznością - każdy z wymienionych prezentów sam chciałbym dostać albo już go mam i używam. Tu nie ma żadnej płatnej promocji.
Słuchawki nauszne SONY WH-1000XM6 ANC
Już dawno chciałem sobie kupić słuchawki, które pomogą mi się skupić, gdy pracuję z domu lub gdzieś na mieście. Dotąd używałem tych zwykłych dousznych, ale one spełniają swoją rolę tylko gdy coś w nich gra. A w tych faktycznie można sobie “puścić” ciszę i odciąć się od szumów, stuków czy innych dźwięków, które mogą nas odciągać od pracy.
Mam je od dwóch miesięcy i bardzo dobrze się sprawdzają. Początkowo chciałem kupić te od Apple, bo mam od nich telefon i laptopa, ale stwierdziłem, że trzeba stawiać na różnorodność. Ich jedyna wada, jaką dotąd zauważyłem, to że tak samo jak mój czarny MacBook, brudzą się już od samego patrzenia na nie. Nigdy więcej żądnego sprzętu w tym kolorze.
Unicorn Gundam
Nadal jestem fanem Gundamów i kontynuuję tradycję kupowania sobie jednego każdego roku. To będzie już czwarty w kolekcji i tym razem padło na Unicorn Gundam. Taki sam stoi pod centrum handlowym w Tokio, z tą różnicą, że ma 20 metrów wysokości i świeci :)
Dla przypomnienia, mowa o plastikowych modelach robotów do samodzielnego montażu. Nie potrzeba farb ani kleju, wystarczy tylko mieć cążki do odczepiania części z ramek montażowych. Jeśli lubisz LEGO, ale wydają Ci się zbyt proste i schematyczne, to warto tego spróbować. Modeli jest dużo, o różnym stopniu skomplikowania i można je łatwo kupić online. Ale jeśli jesteś z Warszawy to polecam odwiedzić sklep Plastiq, bo prowadzi go prawdziwy entuzjasta, który doradzi i pomoże w zakupie.
Dzbanek Hario V60 + młynek Comandante = kawa idealna
Poranna kawa przelewowa to stały element każdego mojego dnia. Próbowałem chyba wszystkich możliwych domowych sposobów na jej zaparzanie. Od ekspresów kapsułkowych, przez aeropresy, aż po te drogie włoskie maszyny ciśnieniowe z różnymi funkcjami. I finalnie dla mnie absolutnym numerem jeden jest klasyczny przelew. Cichy, prosty i szybki w użyciu, łatwo się go czyści i robi dużo kawy. Nigdy nie rozumiałem, jak można pić kilka kropel espresso albo te malutkie filiżanki po 100 ml.
Do zaparzenia kawy używam dzbanka Hario V60 Drip Decanter 700 ml (wyglądem przypomina Chemex) oraz V60-02 Craft Coffee Maker Drip (drip i serwer są oddzielne). Kawę przyrządza się w nich dokładnie tak samo i pasują do nich te same papierowe filtry.
Do mielenia kawy przez lata używałem ręcznego młynka od Hario. Niedawno dostałem w prezencie młynek Comandante, zresztą od jednego z Czytelników (dzięki Radek!), który tak gładko i przyjemnie mieli kawę, że piję jej jeszcze więcej :)
Blue Jeans i Momotaro
W całym dorosłym życiu nie miałem jeansów, chodziłem głównie w spodniach od garnituru albo chino. W tym roku postanowiłem to zmienić przy okazji wizyty w Japonii, która jest jednym z topowych producentów jeansowych wyrobów.
Finalnie nabyłem dwie pary. Japan Blue Jeans są bardzie klasyczne i pasują do stylizacji z koszulą i marynarką. Momotaro są znacznie bardziej surowe, grubsze i wydają się nie do zajechania. Sprawdzę to, bo staram się chodzić w nich jak najczęściej, a jesienią i zimą będzie ku temu dużo okazji. Ten jeans powinien z czasem zacząć zmieniać kolor na zgięciach i przez to nabierać unikatowego wyglądu. Jestem bardzo zadowolony z tego zakupu, spodnie są wygodne i bardzo dobrze się noszą. A jeśli świat jeansów jest Ci obcy, to warto zacząć od tego artykułu od Mr. Vintage.
CabinZero Classic Tech 28l
Gdy rok temu zacząłem częściej podróżować samolotami, to musiałem znaleźć jakiś plecak, który będzie spełniał wymogi bagażu pokładowego. A jak wiemy jest z tym różnie i niektóre linie lotnicze są bardziej restrykcyjne niż inne. Wybrałem plecak od CabinZero, brytyjskiej firmy stworzonej przez podróżników. Jestem bardzo z niego zadowolony, bo jest lekki, poręczny, ładowny i trwały. Dzięki tym pasom po bokach można go ścisnąć na wypadek, gdyby trzeba było się dostosować do mniejszych wymiarów, ale u mnie zawsze przechodził kontrole bez żadnych zastrzeżeń. A obecnie służy mi jako plecak na siłownię.
Kalendarz Adwentowy od Rituals
Ładnie wygląda, świeci i codziennie dostarcza porcji radości przy otwieraniu kolejnego okienka. W każdym jest coś innego, więc mamy pewność, że uda się trafić z prezentem, nawet jeśli nie jesteśmy ekspertami od damskich kosmetyków. W zeszłym roku kupiłem ten kalendarz żonie i w tym roku też to zrobię. Wersji dla mężczyzn nie ma, ale za to my mamy mydło w płynie 6 w 1 :)

Udział w Invest Cuffs w Krakowie 20-21.03.2026
Bilety na największą konferencję finansową w tej części Europy też będą dobrym pomysłem na prezent. Polecałem je Wam rok temu i w tym roku ponownie to robię. Zresztą sam też tam będę przez 3 dni jako uczestnik i mam tam swój wykład (choć nad tematem nadal pracuję). To dobry pretekst, aby wybrać się na weekend do Krakowa, w przerwie planuję przejść się plantami i zjeść w Akita Ramen na Kazimierzu.
Z racji, że jestem prelegentem na tej konferencji, to na hasło 52Notatki cena biletu jest dla Was tańsza o 10%. Miło byłoby się tam spotkać, więcej szczegółów podaję tutaj.
Zeszłoroczne nadal aktualne
Wciąż używam wszystkich przedmiotów z pierwszej edycji pomysłów na prezent. Lightbar na monitor oświetla mi biurko, kosmetyki od Reuzela są nadal w użyciu (dokupiłem też te do włosów), dziennik od Hobonichi jest codziennie zapisywany. Tylko finalnie nie kupiłem tej fajki :)
Następne kroki:
Dawanie prezentów to przyjemność. Dlatego jeśli jesteś tym, co nigdy nic nie chce, to pozbawiasz jej swoich bliskich.
Warto wiedzieć, co się chce kupić już przed rozpoczęciem świątecznych promocji. Ja mam listę w notatniku, a bieżące zakupy online robię w weekendy, aby nie tracić na to czasu w roboczym tygodniu. Niestety mam tę wadę, że potrafię spędzić za dużo czasu na czytaniu recenzji i testów, więc muszę się pilnować,
A tak prywatnie…
Podoba mi się idea przedmiotów, które mają tylko jedną funkcję i wykonują ją bardzo dobrze. Mierzą czas, odtwarzają muzykę, pozwalają coś zapisać albo policzyć. Niby w smartfonie mam to wszystko, bo jest tam notes, kalendarz, zegarek, kalkulator i setka innych aplikacji. Ale ja nie chcę mieć tego zamkniętego w jedno urządzenie o fizjonomii deski do krojenia mięsa ze szklanym ekranem.
„Forma podąża za funkcją” jak mawiał Louis Sullivan, sławny amerykański architekt. W ten sposób zdefiniował podstawową zasadę projektowania, która zakłada, że zewnętrzny wygląd budynku (forma) powinien być podyktowany przez jego przeznaczenie (czyli funkcję).
Dlatego gdy przedmiotom nadamy zbyt wiele różnych funkcji, to finalnie przyjmują po prostu formę ekranów. Widać to we wzornictwie wnętrz współczesnych samochodów, które są równie użyteczne, co po prostu brzydkie.
Stąd podobają mi się mechaniczne zegarki naręczne, które pokazują godzinę, a nie ile mam nieprzeczytanych maili. Używam notesu, w którym widać tylko to, co ja odręcznie napisałem. Na biurku trzymam minutnik, który potrafi odliczyć mi 30 minut, gdy muszę się skupić. Brakuje mi jeszcze tylko podręcznego odtwarzacza muzyki, czegoś w stylu starego dobrego iPoda. Tylko żeby miał fizyczne klawisze i pokrętła oraz dysk na tysiąc piosenek a nie 60 milionów.
🤫







