6 nawyków, które zmieniły moje życie po 40-tce
Częściej przypominać, niż uczyć
Gdyby nie te 6 nawyków, których pilnowałem przez ostatnie 10 lat, to dziś byłbym w dużo gorszym miejscu niż jestem. Uprzedzam tylko, że nie ma tu żadnych dróg na skróty ani szybkich lifehacków. Ruszajmy!
1. Budowanie formy fizycznej, ZANIM będę jej potrzebował
Nie strzelaj do posłańca, ale przynoszę dwie złe wiadomości:
Pierwsza: im jesteś starszy, to tym trudniej będzie Ci zbudować dobrą formę fizyczną. Bo skoro Twój organizm nie jest przyzwyczajony do obciążeń, wysiłku, diety, rozciągania, skoków tętna czy szarpania ciężarów, to teraz będzie zaciekle walczył, abyś dał mu spokój.
Druga: Twoje ciało z wiekiem będzie Cię coraz bardziej ograniczać. Będziesz potrzebował więcej czasu na regenerację, dużo trudniej będzie się uczyć nowych sportów i łatwiej będziesz się męczyć. Żeby mieć kaca, nie będziesz potrzebował alkoholu, tylko wystarczy, żebyś się odwodnił w ciepły dzień.
Muszę się przyznać, że jestem sportowym troglodytą. Nie umiem grać w tenisa, latać na kajcie ani nawet jeździć na nartach. Potrafię uprawiać tylko dwa sporty: biegam i robię trening siłowy. Te zajęcia traktuję amatorsko, ale z obsesyjną regularnością. I będę się upierał, że dla przeciętnego faceta, takiego jak ja, to są dwie najlepsze dyscypliny. Oto dlaczego:
Są darmowe albo bardzo tanie, więc nie ma wymówki, że wolisz wydać kasę na coś innego.
Można je uprawiać wszędzie na świecie, zwłaszcza bieganie. A trening siłowy można też zrobić masą własnego ciała.
Nie potrzebują specjalnego sprzętu, dużych wydatków na start, stałej opieki instruktora, warunków pogodowych ani konkretnej pory roku (akurat ja zimą bieganie odpuszczam, kompensuję to sobie kardio na siłowni).
Nie potrzebują też specjalistycznej wiedzy. Na YouTubie znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz, aby zacząć.
Bieganie i siłownia stanowią bazę do wielu innych sportów. Jeśli kiedyś zechcesz je uprawiać, to wystartujesz z zupełnie innego poziomu niż ci, co nigdy nic nie ćwiczyli.
Skoro to takie proste, to dlaczego nadal tak mało osób ćwiczy? Bo to wymaga konsekwencji, dyscypliny i wytrwałości, a to już są deficytowe zasoby.
Ja stosuję prosty trik, który jest absurdalnie skuteczny: każdego dnia mogę zrezygnować z treningu siłowego, ale dopiero po tym, gdy pojadę na siłownię. Z domu nie wolno mi zrezygnować, tylko z szatni na miejscu. I nagle okazuje się, że największa trudność to wcale nie jest sam trening, tylko wyjście z domu na niego. Z kolei w bieganiu dłuższych dystansów robię tak, że zawsze lecę w linii prostej od domu i w połowie zakładanego dystansu po prostu zawracam. Dzięki temu, nawet jak jestem zmęczony, to nie mam wyboru i biegnę, bo co zrobię - zamówię Ubera do domu? :) Wcześniej, jak biegałem kółka po okolicy, to zbyt często zawracałem do domu pod jakimś błahym pretekstem, więc w ten sposób pozbyłem się tej furtki.
Do biegania używam aplikacji Nike+, jest słaba, ale mam ją od dobrych 15 lat i już się przyzwyczaiłem. Natomiast o tym jak ćwiczę siłowo piszę tu:
2. Dbanie o to, co jem
Przez lata kłóciłem się z tezą, że dieta jest ważniejsza od ćwiczeń. Twierdziłem, że jak ktoś się wystarczająco dużo rusza, to można jeść, co się chce. Pewnie - jak jest się małolatem i większość dnia spędza się w ruchu, a do tego ćwiczy się coś amatorsko, to można jeść do pełna to, co się lubi.
Ale jak masz pracę siedzącą, wszędzie jeździsz autem, tramwajem lub windą, robisz dziennie marne 10 tysięcy kroków i trenujesz tylko 3 razy w tygodniu przez godzinkę, to musisz zacząć dbać o dietę. Zwłaszcza że z wiekiem metabolizm zwolni, tak samo jak tempo regeneracji.
Podoba mi się, że w sklepach przybywa półek ze zdrową żywnością. I choć często więcej jest tam marketingu niż białka, to i tak pokazuje to, jak zmieniają się nasze nawyki żywieniowe. Dziś w każdej Biedronce można kupić kreatynę albo izolat białka serwatkowego. Nie mówiąc o tym, że na każdym produkcie mam tabelkę z rozpiską ile tam jest kalorii, węgli, protein i innych makroskładników.
I to właśnie mam na myśli, mówiąc o dbaniu o dietę. Bo nie chodzi o to, aby przestawić się na jakąś wymyślną dietę cud na miesiąc przed wakacjami, tylko aby każdego dnia świadomie dobierać składniki na swój talerz. Bez tego z rozpędu można zjeść na śniadanie swój całodniowy limit kaloryczny i jeszcze po godzinie być głodny. Dlatego pierwszy krok to wiedza o tym, co ile ma makroskładników.
Krok drugi to dbanie o ich jakość. Niestety śmieciowe jedzenie można już znaleźć nie tylko w sieciach fast foodów i stacjach benzynowych, ale też w osiedlowych sklepikach i przy kasach w supermarketach. Moim zdaniem lepiej jest być głodnym niż zapychać się hot dogami, ale niech każdy sam decyduje, czym się karmi. Ważne, żeby takie jedzenie nie weszło nam w nawyk, bo bardzo trudno będzie się go potem pozbyć.
3. Regularne i pasywne inwestowanie na giełdzie
Zdrowie na pierwszym miejscu, ale trudno być niezależnym, jak się nie ma pieniędzy. Dlatego moim zdaniem regularne inwestowanie jest jednym z niezbędnych nawyków. Bez tego sami będziemy musieli dłużej i ciężej pracować.
A choć mamy już 2026 rok, to wiele osób myśli, że nadal inwestuje się jak w latach 80. Czyli że trzeba samemu dobierać spółki, śledzić newsy, czytać analizy i codziennie robić transakcje. Kiedyś faktycznie tak było, ale czasy, w których inwestowanie na giełdzie wymagało dużo atencji i specjalistycznych umiejętności, już minęły. Dziś można je porównać do obsługi nowego samochodu. Wsiadasz do środka, naciskasz guzik “start” i dzieje się magia. Auto jedzie, a Ty nie musisz być mechanikiem i wiedzieć, jak ono działa. Jako kierowca masz tylko dwa zadania: zdecydować, dokąd chcesz pojechać i pilnować się, żeby po drodze nie zrobić niczego głupiego ani niebezpiecznego.
Inwestowanie nie jest już czynnością trudną, drogą ani skomplikowaną. I nie ma ludzi, którzy posiadają jakąś sekretną wiedzę, dzięki której zarabiają miliony. Takie przeświadczenie najczęściej buduje branża finansowa, aby usprawiedliwić opłaty i prowizje, które pobierają. Wiem coś o tym, bo przez 14 lat pracowałem w finansach.
Moim zdaniem dziś inwestowanie jest najtańsze i najprostsze w historii. Tak samo jak z samochodami - nigdy dotąd jazda nimi nie była tak bezpieczna i komfortowa. Nie znaczy to, że na drogach nie ma już wypadków, ale na pewno prowadzi się je dużo łatwiej. Dlatego będę się upierał przy tym, że:
Każdy może inwestować i wcale nie trzeba tu mieć specjalistycznej wiedzy, studiów ani kursów.
Należy minimalizować czas, jaki poświęcamy na śledzenie rynków, wykonywanie transakcji i analizy, a skupić się na rozwoju własnej kariery czy budowaniu firmy.
99,99% ludzi powinno inwestować pasywnie w szerokie indeksy, a nie aktywnie dobierać samemu spółki. Aktywne inwestowanie nie gwarantuje wyższych stóp zwrotu.
Nie czekaj na idealny moment (“gdy się rynek uspokoi”, “jak przeczytam kolejną książkę”), bo im wcześniej zaczniesz inwestować, tym lepiej dla Ciebie. Doskonale udowadnia to poniższa grafika, którą już tu kiedyś cytowałem:

Rola czasu jest tu o wiele ważniejsza niż stopa zwrotu, o czym przekonuję w artykule Dlaczego wszystkie wampiry są bogate?. Myślę, że bez nawyku regularnego inwestowania przez minimum dekadę, dużo trudniej będzie zbudować istotny majątek. Moim zdaniem zaczyna się on od 1’000’000 zł, a w tym artykule opisuję Trzy sposoby na bycie milionerem.
4. Kolekcjonowanie dywidend pamięci
Budowanie niezależności wymaga poświęcania teraźniejszości na rzecz przyszłości, ale warto tu zastosować koncept „dywidend pamięci”. Polega on na tym, aby wydawać swój czas i pieniądze na doświadczenia, które potem przez długie lata będą nam wypłacać dywidendy w formie satysfakcji, wspomnień czy radości.
Przykładem może być podróż, która do dziś zapadła nam w pamięć. Wyjątkowy posiłek w restauracji przy specjalnej okazji. Udział w amatorskich zawodach, do których ciężko się przygotowywaliśmy. Albo drogi przedmiot, na który długo zbieraliśmy pieniądze i teraz cieszy nas za każdym razem, gdy na niego patrzymy (ja tak mam z zegarkami).
Przyznam, że kiedyś żałowałem pieniędzy na takie rzeczy. Wolałem zostać w domu i zaoszczędzić kilkaset złotych, zamiast jechać na koncert. Po co, skoro mogę tego artysty posłuchać w domu? Albo dosłownie “przejadać” pieniądze na drogie restauracje? Przez lata nie dostrzegałem żadnych długoterminowych korzyści w takich aktywnościach i traktowałem je jako stratę pieniędzy i czasu. Nie widziałem sensu w kupowaniu droższych przedmiotów, których odpowiedniki można mieć taniej albo w ogóle obyć się bez nich.
Dopiero z wiekiem zacząłem dostrzegać sens wydatków, które z racjonalnego punktu widzenia sensu nie mają. Na pewno moją percepcję zmieniło posiadanie syna, bo dzieciństwo przeżywa się tylko raz. Jeśli teraz nie będziemy robić rzeczy, które obaj będziemy przez lata wspominać, to już nigdy nie dostaniemy na to drugiej szansy.
Dlatego dziś, zanim podejmę decyzję o wydaniu pieniędzy albo poświęceniu czasu, to zadaję sobie pytanie: czy będę to później pamiętał? Czy dzięki temu zyskam wspomnienia (albo moja rodzina), które zostaną na dłużej i będą procentować? I na odwrót - gdy mam okazję gdzieś wyjść, ale łapie mnie lenistwo, to zadaję sobie pytanie: czy w tym czasie zrobię coś lepszego, co jest warte zapamiętania? Czy może tylko szukam wymówki, żeby zostać w domu?

5. Prowadzenie dziennika i dokumentowanie swojego życia
Stali Czytelnicy wiedzą, że jestem wielkim fanem prowadzenia dziennika. Robię to już od 10 lat. Żadne inne ćwiczenie nie dało mi tak dużego wglądu we własne życie ani nie pomogło mi nawigować między dużymi zmianami. W każdej chwili mogę przeczytać co czułem, gdy zaczynałem nową pracę, a co, gdy ją potem zmieniałem. Mogę sobie przypomnieć, co się działo, gdy wybuchł covid albo przeczytać, jakie miałem postanowienia noworoczne z ostatnich 10 lat. Wiem, gdzie spędzałem każdego Sylwestra, Boże Narodzenie i swoje urodziny. Mam spisane wszystkie wyjazdy z synem i każde ważne wydarzenia z życia.
Bardzo żałuję, że nie prowadziłem dziennika przed 30 rokiem życia i na studiach. Ta wersja mnie już umarła i nigdy nie wróci. Wszystko, co wtedy czułem, czego się bałem i o czym marzyłem, dziś stało się tylko wyblakłym wspomnieniem.
Pełnię korzyści z wieloletniego prowadzenia dziennika dostrzegłem dopiero niedawno. Pisanie oczywiście daje sporo natychmiastowych efektów: pozwala na spokojnie zebrać myśli, przelać je na papier, wybrać, co jest dla nas naprawdę ważne i bardziej uważnie patrzeć na swoje życie.
Ale największą wartość daje bieżąca (!) lektura tego, co napisaliśmy rok, dwa i trzy lata temu. Dzięki temu, że używam dziennika 5-letniego, to codziennie widzę, co pisałem tego samego dnia na kilka lat do przodu. I siłą rzeczy czytam to za każdym razem, gdy siadam do pisania. W efekcie coraz częściej odnoszę się do przeszłości, zwłaszcza gdy widzę coś, co mocno się zmieniło, albo jakiś cel, który osiągnąłem.
Przykład sprzed kilku dni: rok temu szykowałem się do przeprowadzki z Warszawy, a dwa lata temu mam wpis, że chyba pora szukać nowego miejsca do życia. Patrząc w ten sposób łatwiej jest ocenić czy robimy postępy i czy realizujemy to, co sobie zaplanowaliśmy. Bo jeśli kolejny rok z rzędu widzisz wpis, że chcesz schudnąć, zmienić pracę albo zacząć cos nowego, a tego nie robisz, to coś jest nie tak.
Pisanie dziennika to absolutnie numer jeden, jeśli chodzi o narzędzia rozwoju. Gwarantuję, że sam sobie podziękujesz za kilka lat, jeśli zaczniesz to dziś robić. W tym wydaniu dokładnie opisuję jak i w czym ja prowadzę dziennik:
6. Sobota dniem pracy, ale tylko dla siebie
Wierzę w powiedzenie, że pieniądze zarabia się w pracy, ale majątek buduje się w domu. Gdy normalnie pracujesz na etacie, to w tygodniu roboczym ciężko jest znaleźć czas, aby zająć się własnymi finansami czy rozwojem. Resztę dnia zjadają nam dojazdy, zakupy czy inne obowiązki, a wieczorami możemy być już zmęczeni albo po prostu chcieć się zająć rozrywką. Z kolei weekend nie może służyć tylko do odsypiania tygodnia, robienia dużych zakupów w Lidlu i sprzątania mieszkania.
Dlatego sobota rano była dla mnie czasem, który poświęcałem tylko na siebie. Wstawałem tak samo wcześnie, jakbym szedł w ten dzień do pracy. Motywowała mnie logika, że skoro przez 5 dni w tygodniu zrywam się co rano z łóżka, aby pracować dla obcych ludzi, to ten jeden mogę to zrobić tylko dla siebie i swojej rodziny.
Prowadziłem oddzielną listę zadań do realizacji w sobotę rano, tak aby jak najlepiej wykorzystać ten czas między 6 a 10 rano. Zazwyczaj były to rzeczy związane z finansami, inwestycjami, nauką, edukacją i zarabianiem pieniędzy poza etatem. Ten czas inwestowałem w siebie i choć były to raptem 4 godziny tygodniowo, to po 10 latach dały mi bardzo wysoką stopę zwrotu. Myślę, że 52Notatki nigdy by nie powstały, gdybym nie bronił tego czasu w moim kalendarzu. Zresztą stąd wynika ich godzina publikacji - sobota 7:00 rano. Ja wtedy zawsze jestem produktywny, mam czas dla siebie i zakładam, że Czytelnicy mają podobnie :)
Niech każdy znajdzie najlepszy dzień i godziny dla siebie, ale nie oszukujmy się - trzeba to sobie samemu narzucić. Jak podejdziemy do tego zbyt lekko, to zawsze znajdzie się coś lub ktoś ważniejszy od nas.
Jedna rzecz na koniec:
Będę tu zupełnie szczery: możliwe, że z lektury dzisiejszego wydania nie dowiedziałeś się niczego nowego. Bo trudno, abyś nigdy nie słyszał o prowadzeniu dziennika, ćwiczeniach czy pasywnym inwestowaniu. Kiedyś by mnie to hamowało przed publikacją albo skłoniło do wymyślenia jakichś nietypowych (i nieprawdziwych) nawyków. Jednak już dawno temu obiecałem, że wszystkie treści będę tworzył jak dla siebie samego.
Dlaczego więc to wydanie powstało? Po pierwsze dlatego, że te nawyki po prostu są skuteczne i przez lata stosowałem je na sobie. Jestem pewien, że każdy może zyskać na ich zastosowaniu u siebie. A po drugie dlatego, że żyjemy w czasach, w których częściej trzeba nam o czymś przypominać, niż nas uczyć. Jeśli nie dostajesz od życia tego, co chcesz, to coraz rzadziej wynika to z braku wiedzy, a cześciej po prostu z braku działania.
Post scriptum: Dziś w “cichej strefie” opisuję kilka nawyków i rzeczy, których nie udało mi się zbudować, pomimo że próbowałem kilka razy. To jest ta część newslettera, którą widać tylko, jeśli jesteś zapisany na wersję mailową. Jeśli nie chcesz, aby za tydzień znowu Cię ominęła, to wystarczy, że podasz tu swój mail:
Patroni wybierają temat pierwszego nagrania
Zgodnie z zapowiedzią, na Patronite 52Notatki i Przyjaciele każdego miesiąca będę publikował rozszerzone materiały wideo, których tematyka nie zmieściłaby się na łamach newslettera. Zebrałem tam już od Was propozycje o czym chcielibyście posłuchać i na ich bazie przygotowałem dwa tematy do wyboru:
Jak wprowadziłem filozofię “Die with zero“ do swojego życia
Czyli co zmieniłem w swoich celach finansowych i sposobie wydawania pieniędzy po tym, jak zacząłem żyć w trybie Barista FIRE. Częściowo wykorzystałem tu filozofię z książki Billa Perkinsa, z którą mam relację love - hate. Czyli niektóre pomysły w niej zawarte mi się podobają, a niektóre uważam za kompletnie bezsensowne. Skupię się na tych pierwszych :) Nie trzeba znać treści tej książki, na początku opowiem o najważniejszych konceptach.
Jak lepiej ode mnie przygotować się do odejścia z etatu
Kiedy przejść na swoje, w jakim momencie kariery (i wieku), ile mieć wtedy pieniędzy, jak zaplanować pierwszy rok i dlaczego to takie ważne. Opowiem też o błędach, które popełniłem po drodze i co bym zrobił inaczej, gdybym raz jeszcze przechodził przez ten proces. Myślę, że ten temat będzie szczególnie cenny dla osób, które też coś takiego planują, tylko nie wiedzą dokładnie, jak to przeprowadzić.
Mam nadzieję, że takie zestawienie tematów sprawi, że będziecie mieć trudny wybór :) Ankieta wisi w zamkniętej strefie na Patronite i tam też pojawi się nagranie. Jeśli chcecie dołączyć, to moje zaproszenie jest nadal otwarte. A tu opisałem w szczegółach po co uruchamiam Patronite.
A tak prywatnie…
Dziś będzie krótko, bo raz, że to wydanie już jest dłuższe niż zazwyczaj (wybaczcie!), a dwa, że pakuję się na wyjazd do Pragi. Nie byłem tam z dobre dwa lata, więc muszę znaleźć czas na burgery w Nase Maso, kawę w tej francuskiej-cukierni-co-jej-nazwy-nie-umiem-wymówić, spacer po Hradczanach i obserwowanie statków z parku na Małej Stranie. To plan na dzień pierwszy, na Instagramie 52Notatki pewnie wrzucę jakąś relację :)
🤫




